Wszyscy mówią o dopłatach do samochodów elektrycznych z KPO, ale czy najtańsze modele na rynku faktycznie są warte zakupu? Niemiecki autoklub ADAC wziął pod lupę pięć najtańszych e-aut dostępnych w programie NaszeAuto, a wyniki potrafią zaskoczyć. Przygotujcie się na starcie gigantów i mikrusów – od koreańskiego mistrza po kontrowersyjnego chińskiego malucha.
- KPO rozdaje pieniądze: Jakie warunki musi spełnić Twój elektryk?
- Miejsce 5. Leapmotor T03: Chiński „Smart” z problemami na wagę złota
- Miejsce 3. ex aequo: Chińska finezja kontra francuska przestrzeń
- Miejsce 2. Fiat Grande Panda E: Technologiczny klon z wizją
- Miejsce 1. Hyundai Inster: Koreański król, choć z drobnymi zadziorami
KPO rozdaje pieniądze: Jakie warunki musi spełnić Twój elektryk?
Program „NaszeAuto”, zasilany funduszami z Krajowego Planu Odbudowy (KPO), ma pobudzić rynek elektromobilności w Polsce. Mówimy tu o sporej puli 1,6 miliarda złotych, ale jak to bywa w rządowych programach – są haczyki. Aby w ogóle móc marzyć o dotacji, musisz celować w nowe samochody elektryczne, których cena nie przekracza 225 tysięcy złotych netto.
Kwota wsparcia bazowego to solidne 18 750 zł. Jeśli jesteś ekologicznie zdeterminowany i gotów zezłomować swój stary, spalinowy wehikuł, możesz liczyć na dodatkowe 10 tysięcy. Dla osób fizycznych spełniających kryterium dochodowe (do 135 tys. zł rocznie) czeka jeszcze 11 250 zł. Sumarycznie, maksymalne dofinansowanie może sięgnąć imponujących 40 tysięcy złotych!
Skoro wiemy, skąd i ile można wyciągnąć, czas sprawdzić, co za te pieniądze oferuje rynek. ADAC, znany z bezkompromisowych testów, ocenił pięć najbudżetniejszych modeli. Pamiętajcie, że w ocenie ADAC niższy stopień (np. 2,0 zamiast 3,0) oznacza lepszy wynik. Oto, co wyszło na jaw, zakładając maksymalny pułap dotacji.
Miejsce 5. Leapmotor T03: Chiński „Smart” z problemami na wagę złota
Na ostatnim, piątym miejscu uplasował się chiński mieszczuch Leapmotor T03, z wynikiem 2,9/5,5. Ten samochód, który wizualnie przywodzi na myśl Smarta EQ ForFour (tylko trochę wyższego), zadebiutował w Europie niedawno, choć na rynku azjatyckim jest obecny od 2020 roku.
Testerzy z ADAC docenili jego kompaktowe wymiary – zaledwie 3620 mm długości i 1577 mm wysokości, co jest zaskakujące, bo ta wysokość sprawia, że przewyższa niektóre kompakty. Z dopłatą, cena startuje od $44 900$ zł, co czyni go jednym z najtańszych na rynku.
Niestety, T03 to samochód pełen kompromisów. Po pierwsze, design przodu – jak podają testerzy – „podoba się Azjatom, jednak zdecydowanie nie trafia w gusta Europejczyków”. Po drugie, systemy bezpieczeństwa potrafią drażnić: system utrzymania na pasie ruchu bywa „zbyt nadgorliwy”. Sterowanie klimatyzacją i radiem to też wyższa szkoła jazdy, bo multimedia nie wyświetlają nazw stacji. W końcu dochodzimy do sedna problemu – ładowności! Wynosi ona zaledwie 300 kg. Oznacza to, że jeśli w T03 wsiądą cztery dorosłe osoby o wadze 75 kg, to ledwo zmieścimy tam jeden mały butelkę wody.
Dodajmy do tego polski kontekst: Leapmotor planował fabrykę w Tychach, ale po tym, jak Polska poparła unijne cła na chińskie auta, plany przeniosły się do Hiszpanii. Czy to powód, by Polacy mieli go omijać? To już kwestia sumienia, ale fakty są twarde.
Miejsce 3. ex aequo: Chińska finezja kontra francuska przestrzeń
Na trzeciej lokacie mamy remis! Po 2,6 punktu zdobyły dwa modele: BYD Dolphin oraz Citroen e-C3.
BYD Dolphin: Design z aspiracjami, wnętrze z plastiku
Chiński BYD Dolphin, w produkcji od 2021 roku, kusi ceną po dopłacie wynoszącą $42 700$ zł. Niektórzy widzą w jego sylwetce nawiązania do Lamborghini Urusa – to już spory komplement dla segmentu budżetowego. Dodatkowo, właściwości jezdne i zawieszenie stoją na dobrym poziomie, co zapewnia pewną przyjemność z jazdy.
Problem leży w detalu i oszczędnościach wynikających z najniższej półki cenowej. Testerzy ADAC krytykują:
„brzydotę wnętrza czy wszechobecne plastiki słabej jakości. Wykończenia pozostawiają dużo do życzenia.”
Szczególną udręką dla polskich kierowców mogą być komunikaty głosowe: „komputer nie poradził sobie z opanowaniem języka polskiego”. Jeśli cenisz sobie płynną komunikację z systemem pokładowym, Dolphin może Cię rozbawić, ale niekoniecznie zadowolić.
Citroen e-C3: Król kilometrówki autostradowej
Citroen e-C3, elektryczny wariant nowej Pandy, który zadebiutował w 2024 roku, dzieli to samo miejsce. W Polsce, po dopłacie, ceny startują od $65 800$ zł. Recenzenci ADAC znaleźli tu sporo plusów: sporą przestrzeń dla pasażerów i bagażnika oraz zadowalającą drogę hamowania.
Jednak gdy mowa o elektryku, prawda objawia się na autostradzie, a tam e-C3 ulega załamaniu. Jego zasięg przy wyższych prędkościach to zaledwie 150 km! Autorzy testu zwracają uwagę, że „droga na wakacje może wymagać od nas częstego postoju na ładowanie”, gdyż ładowanie od 10 do 80 proc. zajmuje 35 minut. W bazowej wersji brakuje nawet radia – to już drobiazg, ale pokazuje filozofię tego modelu.
Miejsce 2. Fiat Grande Panda E: Technologiczny klon z wizją
Tuż przed podium, z wynikiem 2,5/5,5, ląduje Fiat Grande Panda E. To, co ekscytuje w tym modelu, to jego gabaryty – prawie 4 metry długości, co jest sporym skokiem w porównaniu do Pandy III. Intuicyjna obsługa i niezłe właściwości jezdne to jego atuty.
W tym przypadku, mamy do czynienia z technologią, którą znamy z brata bliźniaka. Zarówno Fiat, jak i Citroen należą do koncernu Stellantis, i to widać. Jeśli e-C3 ma zasięg 150 km na autostradzie, to nie zdziwi Was, że Grande Panda E oferuje dokładnie to samo!
Niestety, skromna autonomia to nie wszystko: recenzentów nie zadowoliło wyposażenie, a możliwości personalizacji są minimalne. Ceny po pełnej dopłacie zaczynają się od $66 000$ zł. W efekcie, dostajemy nieco większy pojazd niż C3, ale technicznie są to niemalże bliźniaki o bardzo ograniczonym potencjale podróżniczym.
Miejsce 1. Hyundai Inster: Koreański król, choć z drobnymi zadziorami
Zwycięzcą zestawienia ADAC, osiągając najlepszy wynik 2,3/5,5, został Hyundai Inster. Koreański e-samochód od debiutu w zeszłym roku podbił niemieckie rankingi, a w Polsce z dopłatami kosztuje startowo $59 900$ zł.
Co dostajemy w zamian za te pieniądze? To „bardzo dobre, pojemne auto czteroosobowe z satysfakcjonującym poziomem wyposażenia standardowego i niezłym zasięgiem rzędu 290 km”. To już realny kandydat do codziennej, mniej stresującej eksploatacji.
Wady Instera są jednak marginalne w porównaniu do konkurencji. ADAC miał uwagi jedynie do słabych hamulców oraz halogenowych reflektorów, co sugeruje, że w kwestiach bezpieczeństwa i oświetlenia można by oczekiwać więcej od lidera. Mimo wszystko, Inster wyprzedził konkurencję, stając się najlepiej ocenionym tanim autem elektrycznym w tym zestawieniu.
Warto podsumować: za niespełna 50 tysięcy złotych możemy nabyć auto z dopłatą, ale będzie ono obarczone poważnymi wadami, takimi jak mikroskopijna ładowność Leapmotor T03. Dopiero wydając 60–65 tysięcy złotych, możemy liczyć na pojazd, który oferuje akceptowalne wykończenie, przyzwoite wyposażenie i komfort, co już powoli zbliża się do cen najtańszych alternatyw z silnikiem spalinowym. Wybór, jak zawsze, zależy od priorytetów kupującego.
