Adwokat skazany na 1,5 roku za wypadek, w którym zginęły dwie kobiety.

Jarek Michalski

Jak to możliwe, że za tragiczne wypadki drogowe zapada stosunkowo niska kara? Ostatnie orzeczenia sądów, w których sprawcy śmierci stracili tylko półtora roku wolności, wywołały burzę w opinii publicznej. Analizujemy te kontrowersyjne wyroki i sprawdzamy, co wpływa na wymiar kary, gdy na drodze dochodzi do tragedii, a co, gdy w grę wchodzą substancje zmieniające świadomość.

Wyrok za „trumnę na kołach”: 1,5 roku więzienia za śmierć dwóch kobiet

Sprawa łódzkiego adwokata Pawła K., który spowodował czołowe zderzenie na Mazurach, stała się medialnym symbolem tego, jak nieprecyzyjne bywają wyroki za błędy na drodze. Wypadek, który miał miejsce 26 września 2021 roku na trasie Barczewo-Jeziorany, zakończył się śmiercią dwóch pasażerek Audi 80 – kobiet w wieku 53 i 67 lat. Sam Paweł K., jadący Mercedesem CLA z rodziną, wyszedł z wypadku bez szwanku.

Początkowo sąd rejonowy skazał adwokata na 2 lata więzienia. Jednak Sąd Okręgowy w Olsztynie, rozpatrując apelacje złożone zarówno przez obronę, jak i prokuraturę, zredukował ten wyrok do półtora roku pozbawienia wolności oraz skrócił zakaz prowadzenia pojazdów z 5 do 4 lat. Dlaczego kara uległa złagodzeniu?

Sąd odwoławczy uznał, że wina miała charakter nieumyślny, a przebieg zdarzenia – choć tragiczny – był „dość typowy dla tego typu zdarzeń”. Według ustaleń, oba pojazdy poruszały się z podobną prędkością, około 60-70 km/h, nie przekraczając limitów. Kluczową przyczyną było chwilowe rozproszenie uwagi sprawcy.

Jak mówi się w języku potocznym; zagapił się i lekko zjechał przez oś jezdni. To wystarczyło

Jak podkreślił sędzia Karol Radaszkiewicz, Paweł K. „nie obserwował dostatecznie przedpola i nie utrzymał koncentracji uwagi na sytuacji na drodze, a przez to nie kontrolował toru jazdy”. W tym kontekście, wyrok 18 miesięcy więzienia, mieszczący się w widełkach od 6 miesięcy do 8 lat za spowodowanie śmierci dwóch osób, wywołał oburzenie. To pokazuje, że brak alkoholu i trzeźwość sprawcy, nawet przy śmiertelnych skutkach, mogą skutkować wyrokiem bliższym dolnej granicy ustawowego zagrożenia.

Dramat w Redzie: Siedem lat za uśpienie za kierownicą

Kontrast z tym, co dzieje się, gdy sprawca jest pod wpływem substancji psychoaktywnych, jest uderzający. Kolejny głośny przypadek dotyczy Anny Sz., 65-latki, która 20 grudnia 2022 roku w Redzie przejechała na pasach, zabijając 10-letniego chłopca. Dziecko zmarło kilka dni później w szpitalu.

Tutaj okoliczności były diametralnie inne niż w sprawie olsztyńskiego adwokata. O ile Paweł K. „zagapił się”, o tyle Anna Sz. prowadziła Opla Mokkę pod wpływem silnie działających leków. W jej organizmie wykryto m.in. estazolam, tramadol i diazepam w znaczących stężeniach.

W świetle ówczesnego prawa, stan nietrzeźwości – w tym stan po użyciu substancji o działaniu podobnym do alkoholu – drastycznie podnosi odpowiedzialność karną. Kierującej groziło od 2 do 12 lat więzienia. Sąd Rejonowy w Wejherowie orzekł 7 lat kary pozbawienia wolności, co sąd odwoławczy w Gdańsku uznał za sprawiedliwe.

Sędzia Joanna Studzienna, uzasadniając utrzymanie wyroku, jasno zaakcentowała, że dowody toksykologiczne i psychiatryczne nie pozostawiły wątpliwości co do wpływu środków psychoaktywnych na zdolności psychomotoryczne oskarżonej. Co więcej, sama sprawczyni przyznała, że miała świadomość, iż po zażyciu tych medykamentów nie powinna prowadzić pojazdu. Ta świadomość, połączona z tragicznym skutkiem śmiertelnym – a czyn ten cechował „bardzo wysoki stopień społecznej szkodliwości” – przełożyła się na surowy wyrok, obejmujący również dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów i obowiązek zapłaty zadośćuczynienia rodzinie ofiary.

Kiedy leki działają jak alkohol: drastyczne zaostrzenie odpowiedzialności

Te dwa przypadki doskonale ilustrują, jak kluczowy jest stan świadomości kierowcy oraz rodzaj naruszenia przepisów ruchu drogowego. Nieuwaga na prostym odcinku, choć tragiczna, bywa traktowana łagodniej niż jazda w stanie ograniczonej sprawności psychomotorycznej, nawet jeśli spowodowana jest przepisanymi, ale nadużywanymi farmaceutykami.

Warto odnotować, że od marca 2023 roku polskie prawo w tym zakresie stało się jeszcze bardziej restrykcyjne. Obecnie za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym pod wpływem alkoholu, środków odurzających lub w przypadku ucieczki z miejsca zdarzenia, sprawcy grozi kara więzienia wynosząca od 5 do 20 lat. To wyraźny sygnał legislacyjny, że uszczerbek na zdrowiu lub utrata życia w wyniku świadomego narażenia się na wpływ substancji odurzających jest traktowany z maksymalną surowością. O ile 1,5 roku kary za „chwilowe zagapienie” może wydawać się niesprawiedliwe, o tyle 7 lat za jazdę pod wpływem silnych leków doskonale wpisuje się w zaostrzone ramy prawne. W motoryzacji, tak jak w życiu, najważniejsza pozostaje koncentracja, ale gdy jej brakuje z powodu substancji psychoaktywnych, konsekwencje prawne stają się nieporównywalnie poważniejsze.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze