Aktywiści chcą fotoradarów hałasu dla walczących ze sportowymi wydechami.

Jarek Michalski

Cisza w miejskiej dżungli to luksus, na który coraz mniej z nas może sobie pozwolić. Gdy walka ze smogiem elektryzuje opinię publiczną, inna, równie uciążliwa plaga – hałas drogowy – pozostaje w cieniu. Wyobraźcie sobie system, który potrafi zmierzyć decybele emitowane przez sportowy wydech i automatycznie wystawić mandat. Brzmi jak science fiction? Coraz śmielej wkracza to do debaty publicznej, a 20 tysięcy podpisów pod petycją to wymowny sygnał dla polityków.

Czy fotoradary akustyczne to nowy anty-smogowy oręż dla miast?

Aktywiści z grupy Miasto Jest Nasze z hukiem weszli do Sejmu, składając petycję w sprawie wprowadzenia fotoradarów akustycznych, która zebrała imponujące 20 tysięcy podpisów. W dobie, gdy normy emisji spalin i walka z zanieczyszczeniem powietrza pochłaniają lwią część uwagi decydentów, problem generowanego przez pojazdy hałasu regularnie schodzi na margines. Zdaniem MJN, w Polsce ten problem jest bagatelizowany, podczas gdy inne metropolie na świecie podejmują już konkretne kroki, inwestując w specjalistyczny sprzęt do monitorowania poziomu dźwięku.

Fotoradary akustyczne, bo o nich mowa, działają na fundamentalnie innej zasadzie niż ich tradycyjni kuzyni mierzący prędkość. Te zaawansowane urządzenia mierzą natężenie hałasu generowanego przez przejeżdżające pojazdy. Jeżeli dany samochód lub motocykl przekroczy dopuszczalny limit decybeli, system automatycznie reaguje – wykonuje zdjęcie, nagrywa krótki film i identyfikuje tablicę rejestracyjną. Efekt? Mandat trafia prosto do właściciela pojazdu. Co ciekawe, te maszyny są wystarczająco inteligentne, by odfiltrować szum tła od generowanego przez silnik ryku.

Sportowe wydechy kontra prawo: Kiedy tuning staje się wykroczeniem?

Nie oszukujmy się – głównymi „bohaterami” tej dyskusji są auta i motocykle sportowe. To właśnie ich właściciele, często w pogoni za lepszym brzmieniem lub osiągami, decydują się na montaż akcesoryjnych układów wydechowych. Problem pojawia się, gdy te modyfikacje idą w parze z brakiem homologacji lub są celowo „oczyszczane” z kluczowych elementów tłumiących, takich jak decybelowy zabójca, czyli dB-killer. Kiedy z tłumika końcowego znika ta niewielka wkładka, silnik zaczyna ryczeć na poziomie, który z toru wyścigowego przenosi się prosto na osiedlowe ulice.

Aktywiści twierdzą, że jest to naruszenie porządku publicznego i uciążliwość porównywalna do smogu. Konsultacje z warszawskimi urzędnikami miejskimi, odpowiedzialnymi za infrastrukturę drogową, zdają się potwierdzać potencjał technologii:

Konsultowaliśmy ten pomysł z warszawskimi urzędnikami miejskimi odpowiedzialnymi za drogi i ich zdaniem nie ma problemu, żeby tego typu urządzenia instalować na ulicach. Brakuje jednak odpowiednich przepisów. Dlatego pójdziemy do Sejmu, by posłowie wreszcie za tę sprawę się wzięli i dopuścili regulacje umożliwiające działanie fotoradarów akustycznych na polskich ulicach.

Obecnie w Polsce brakuje ram prawnych kluczowych dla testowania i wdrażania takich innowacji. Mimo że nad Wisłą miałaby istnieć baza firm gotowych te urządzenia produkować, technologia czeka na legislacyjne zielone światło.

Jaki hałas jest faktycznie za głośny? Limity, które musimy znać

Zanim fotoradary zaczną nam mierzyć decybele, warto wiedzieć, jakie normy obowiązują już dziś, choć ich egzekwowanie bywa problematyczne. Polskie przepisy określają dość specyficzne limity głośności dla pojazdów mechanicznych:

Dla motocykli o pojemności silnika przekraczającej 125 cm3, niezależnie od konfiguracji silnika, maksymalny dopuszczalny poziom hałasu to 96 dB. W przypadku mniejszych jednośladów, limit ten jest nieco niższy i wynosi 94 dB.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku samochodów osobowych. Pojazdy wyposażone w silnik benzynowy mogą generować głośność do 93 dB. Zupełnie inaczej traktowana jest jednostka wysokoprężna – tu limit podnoszony jest do 96 dB.

Wzrost społecznego niezadowolenia jest faktem – dane Ministerstwa Klimatu i Środowiska wskazują, że od 2022 do 2024 roku zainteresowanie Polaków kwestią hałasu wzrosło o 30 procent. Jak zauważa radna MJN z Ochoty, Urszula Kałłaur, problem hałasu drogowego staje się „nowym smogiem”, z którym państwo sobie nie radzi. 20 tysięcy sygnatariuszy petycji to mocny dowód, że społeczeństwo oczekuje zdecydowanych działań, a nie tylko słownych deklaracji w kontekście zanieczyszczenia środowiska.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów