Amerykańskie strzałki przypominają o jeździe prawym pasem.

Jarek Michalski

Czy zdarzyło Ci się kiedyś zagubić w zagranicznych przepisach drogowych? Czasem pozornie prosty znak może zupełnie namieszać w głowie kierowcy przyzwyczajonego do lokalnych standardów. Gdy mowa o Ameryce Południowej, turyści nierzadko natrafiają na piktogram, który nie ma swojego odpowiednika w europejskim taryfikatorze. Przygotujcie się na krótką lekcję geografii drogowej, bo pokażemy Wam, co oznacza ten enigmatyczny symbol z czarną strzałką w czerwonym okręgu.

Tajemniczy sygnał z Ameryki Południowej – co on tak naprawdę komunikuje?

Podczas wyprawy samochodem po Ameryce Południowej, szczególnie na wielopasmowych arteriach, można natknąć się na dość charakterystyczne oznakowanie. Mówimy o znaku drogowym, gdzie wewnątrz czerwonego okręgu umieszczona jest czarna strzałka skierowana w prawo, często z subtelnym wizerunkiem samochodu. Co to oznacza dla kierowcy? Otóż jest to surowy, ale logiczny komunikat: obowiązek jazdy prawym pasem ruchu.

W Europie reguluje to generalnie zasada ruchu prawostronnego i kodeks drogowy, ale najwyraźniej w niektórych rejonach świata ta teoretyczna wiedza nie wystarcza. Ten specyficzny znak ma za zadanie eliminować notoryczne blokowanie lewego pasa. Jak czytamy w analizie: „Jego zadaniem jest uporządkowanie ruchu na wielopasmowych drogach i uporanie się z problemem tamowania lewego pasa przez kierowców”. Jest to klasyczny przykład, jak dodatkowe oznakowanie ma na celu skorygowanie zachowań, które, choć niewłaściwe, stały się już swego rodzaju normą dla części zmotoryzowanych.

Europa kontra reszta świata: Dlaczego w Polsce takiego znaku nie zobaczymy?

Wielu europejskich kierowców, przesiadając się do auta na innym kontynencie, odczuwa pewien kulturowy szok komunikacyjny. Znak ten jest domeną Ameryki Południowej, ale coś bardzo podobnego, choć w innej formie, stosuje się w Stanach Zjednoczonych. Tam graficzne piktogramy często zastępują słowne komunikaty typu „Keep Right” lub „Slower Traffic Keep Right”. W Meksyku czy USA autostrady potrafią mieć nawet sześć pasów w jednym kierunku, co potęguje chaos, jeśli panuje „jazda lewym pasem dla zasady”.

Dla nas, przyzwyczajonych do europejskich standardów, ten znak będzie egzotyką. W Polsce, podobnie jak w większości Unii Europejskiej, nie stosuje się takiego graficznego ostrzeżenia. A szkoda? Przepisy są jasne, ale ich egzekwowanie bywa problematyczne. Skoro na kontynencie amerykańskim, gdzie infrastruktura drogowa bywa monumentalna, potrzebują dodatkowego przypomnienia, to może i u nas by się przydało?

Polski Kodeks Drogowy: Jazda prawym pasem to nie prośba, a nakaz

Wracając na polskie drogi – tu zasada ta obowiązuje bez żadnych dodatkowych czerwonych okręgów. Nawet jeśli nie widzimy słynnego znaku, pamiętajmy o fundamentalnej zasadzie ruchu prawostronnego. Obowiązuje ona na każdej drodze, niezależnie od tego, czy jest jednokierunkowa, czy dwukierunkowa.

Jeśli jedziemy drogą jednokierunkową z kilkoma pasami, naszym naturalnym pasem jest ten po prawej. To samo dotyczy dróg dwukierunkowych z czterema pasami – zajmujemy prawą połowę jezdni. Przepisy wyraźnie nakazują: „należy jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni”. Co więcej, „jeżeli pasy ruchu są wyznaczone, zabronione jest zajmowanie więcej niż jednego pasa”. To nie jest opcja, to podstawa kultury drogowej. Zmiana lewego pasa jest zarezerwowana wyłącznie dla manewru wyprzedzania lub w sytuacji, gdy prawy pas staje w korku.

Kara za zamiłowanie do lewej strony: Mandat może zaboleć

Wielu kierowców, którzy regularnie ignorują potrzebę zjechania na prawy pas po wyprzedzeniu, liczy na to, że policja machnie na to ręką. To błąd. Ustawodawca, choć nie skatalogował „ciągłej jazdy lewym pasem” jako osobnego wykroczenia o konkretnej nazwie, ma świetny prawny haczyk na notorycznych lanierowców.

Funkcjonariusze sięgają po art. 97 Kodeksu wykroczeń. Daje to policji szerokie pole do interpretacji, ale w praktyce chroni płynność ruchu. Konsekwencje finansowe mogą być zaskakująco dotkliwe. W zależności od oceny sytuacji i stopnia utrudnienia w ruchu, kara może wahać się od symbolicznych 20 złotych, do aż 3000 złotych! To już kwota, która zmusza do zastanowienia, czy warto było stać lewym pasem, by zaimponować sąsiadowi zza kierownicy.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze