Alarmujący szum w internecie na temat austriackich przepisów dotyczących wideorejestratorów potrafi przyprawić o szybsze bicie serca każdego kierowcę planującego podróż przez Alpy. Czy faktycznie musimy demontować nasze kamery samochodowe, by uniknąć horrendalnych kar? Otóż diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach regulaminowych, a sama obecność urządzenia to jedno, a sposób wykorzystania nagrań to zupełnie inna bajka.
Czy w Austrii można korzystać z wideorejestratorów? Rewizja mitów
Wielu z nas przyzwyczaiło się do tego, że wideorejestrator (dashcam) jest niezbędnym elementem wyposażenia, cichym świadkiem naszej codziennej batalii na drodze. Jednak w kontekście Austrii sprawa nabiera rumieńców, a źródło informacji jest zaskakująco konkretne: austriacki organ ochrony danych osobowych, czyli DSB (Datenschutzbehörde).
Według definicji urzędu, wideorejestrator to nic innego jak „kamera wideo zamontowana w samochodzie, która przez przednią szybę rejestruje i nagrywa obraz drogi przed pojazdem. Dodatkowo kamery samochodowe mogą być montowane na tylnej szybie oraz na bocznych szybach, aby rejestrować całe zdarzenie wokół samochodu.” Brzmi niewinnie, prawda?
Problem pojawia się, gdy spojrzymy na podstawową zasadę: „Co do zasady są one niedopuszczalne”. Dlaczego? Ponieważ popularne konfiguracje – biorąc pod uwagę obszar nagrania i czas przechowywania danych – naruszają podstawowe prawo innych uczestników ruchu do ochrony danych osobowych. To jest sedno sprawy, które często gubi się w pogłoskach! Należy jednak pamiętać, że austriackie prawo nie stosuje tu czarno-białego zakazu. Jak czytamy na stronie urzędu: „legalność należy każdorazowo oceniać indywidualnie, biorąc pod uwagę konkretne czynniki”.
Nagranie z incydentu to co innego niż ciągła inwigilacja
Kluczowe jest tutaj przeznaczenie nagrania. Jeśli twoja kamera zarejestruje poważny wypadek – tutaj sprawa jest jasna. Legalne użycie takiego materiału przed odpowiednimi organami, na przykład policją, jest jak najbardziej dopuszczalne. Podobnie, nagranie może być użyte do złożenia zawiadomienia o przestępstwie, na przykład w przypadku wandalizmu na pojeździe.
Najważniejszy warunek operacyjny to rejestrowanie „wyłącznie w związku z konkretną sytuacją (tzn. 'okazjonalnie’, w zależności od zdarzenia)”. Jak to pogodzić z faktem, że większość wideorejestratorów non-stop nagrywa? Otóż tu wkracza technologia, która ratuje nam skórę. Wiele nowoczesnych urządzeń ma funkcję nagrywania zdarzeń aktywowaną impulsem – na przykład po gwałtownym hamowaniu lub uderzeniu. Wtedy automatycznie zapisywany jest krótki segment sprzed zdarzenia, sam incydent oraz krótki okres po nim. To jest ten „legalny” tryb okazjonalny.
Jak skonfigurować dashcam, by spać spokojnie w Austrii?
Austriackie DSB nie zostawia nas w próżni. Ustalono konkretne wytyczne dotyczące konfiguracji sprzętu, aby minimalizować naruszenie prywatności innych. To nie jest fanaberia, to techniczny wymóg zgodności z RODO i Prawem Austriackim.
Oto lista konkretnych wymagań regulacyjnych, które należy wziąć pod uwagę, jeśli zamierzamy stale używać kamery:
- Nagrywanie przestrzeni publicznej, czyli drogi, musi być ograniczone do absolutnego minimum wymaganego do zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego.
- Obszar rejestrowany wokół pojazdu musi być zawężony do tego, co jest bezwzględnie konieczne.
- Kamera powinna być skierowana możliwie w dół – mniejszy kąt widzenia oznacza mniejszy obszar objęty nagraniem.
- Rozdzielczość kamery musi być ustawiona możliwie najniżej, by wyraźnie widoczny był tylko niewielki obszar bezpośrednio wokół auta.
- Należy zadbać o to, by osoby lub pojazdy znajdujące się dalej nie dawały się zidentyfikować.
Kolejny niezbędny element to zarządzanie danymi. Nagrania muszą być stale nadpisywane w pętli. Jedynym sposobem na zachowanie materiału (zazwyczaj 3 do 5 minut) musi być ręczna aktywacja funkcji zapisu po wykryciu impulsu lub po prostu fizyczne wyjęcie karty SD.
Jaki mandat za wideorejestrator w Austrii? Kara za nieostrożność
Zatem wracamy do sedna: czy policjant zatrzyma nas za sam fakt posiadania kamery? W świetle powyższych interpretacji – raczej nie. Jak wynika z relacji kierowców, funkcjonariusz może co najwyżej zwrócić uwagę i poprosić o usunięcie urządzenia, jeśli uzna, że jest źle skonfigurowane lub przeszkadza w jeździe. Nie ma mowy o automatycznym naliczeniu mandatu za sam montaż akcesoria.
Prawdziwe, bolesne konsekwencje finansowe pojawiają się w momencie upublicznienia nagrania. Jeśli udostępnisz materiał, na którym widoczne są osoby, które nie wyraziły na to zgody, i któraś z tych osób złoży skargę do DSB, wtedy rusza machina urzędnicza. Grozi to astronomicznie wysokim mandatem – nawet do 10 000 euro, a w przypadku recydywy kwota ta może sięgnąć 25 000 euro. Co więcej, to nie tylko kierowcy muszą się obawiać; organ ochrony danych osobowych może sam wszcząć oficjalne dochodzenie, jeśli podejrzewa naruszenie regulacji dotyczących ochrony danych.
Rada jest więc prosta i pragmatyczna: wideorejestrator w Austrii może zostać, o ile jest mądrze ustawiony i działa w trybie awaryjnym. Ale publikowanie filmików z alpejskich eskapad? Zdecydowanie wstrzymajmy się z tym, jeśli nie chcemy zapłacić ceny, która zepsuje nam całe wakacje.
