Autostrada A2 pod Białą Podlaską czeka na otwarcie przez pół roku.

Jarek Michalski

Oto jest, gotowa, lśniąca, nowiutka arteria polskiej infrastruktury drogowej – odcinek autostrady A2 między Sworami a Białą Podlaską. Problem? Stoi pusty. Choć formalnie ukończony od sześciu miesięcy, kierowcy wjeżdżają na niego z takim samym zakazem, jak na plac budowy, a wszystko przez kaskadowe opóźnienia na sąsiadujących fragmentach. Czy to kolejny akt absurdu w polskim zarządzaniu kontraktami drogowymi?

Autostrada za miliony stoi pusta. Kuriozalna sytuacja na A2

Musimy to sobie powiedzieć jasno: sytuacja, w której 14,1-kilometrowy odcinek autostrady A2, wybudowany przez firmę Polaqua i odebrany już w czerwcu, pozostaje zamknięty dla ruchu, jest po prostu skandalem logistycznym. Choć papiery i fizyczna konstrukcja droga są gotowe – odcinek Swory-Biała Podlaska ma formalne pozwolenie na użytkowanie – nie da się na nim jeździć. Dlaczego? Bo ta piękna, nowa wstęga asfaltu nigdzie nie prowadzi w sensowny sposób.

Prawdziwe sedno problemu tkwi w niespójności harmonogramów. Odcinek ten, zaczynający się komfortowo węzłem Biała Podlaska od wschodu, na zachodzie styka się z fragmentem wciąż powstającym: Łukowisko – Swory (12,5 km). W efekcie, nawet gdybyśmy chcieli po prostu „testować” nowy fragment, nie mamy jak – nie ma żadnych zjazdów, które mogłyby wyprowadzić samochody na istniejącą sieć dróg. Wyobraźcie sobie, że kupujecie luksusowy mebel, który jest w 90% skompletowany, ale brakuje mu ostatniego, kluczowego elementu łączącego go z resztą domu. Dokładnie tak się dzieje na A2 wschodniej.

Ta patowa sytuacja wynika bezpośrednio z opóźnień na trzech sąsiednich, kluczowych dla spójności trasy odcinkach: Siedlce-Południe – Malinowiec (18,7 km), Malinowiec – Łukowisko (18 km) i wspomniany Łukowisko – Swory (12,5 km). Minister Dariusz Klimczak jeszcze niedawno obiecywał, że te brakujące elementy mają być oddane do grudnia. Niestety, jak to często w branży budowlanej bywa, obietnice zderzyły się z twardą rzeczywistością wykonawstwa.

Dlaczego wykonawcy nie dotrzymali terminów? Liczą się pieniądze i pogoda

GDDKiA tłumaczyła, że na przełomie roku na dwóch środkowych odcinkach (Malinowiec-Łukowisko i Łukowisko-Swory) wciąż brakowało warstwy ścieralnej nawierzchni bitumicznej, a także montowano ekrany akustyczne i ogrodzenia. 23 grudnia postępy były następujące: Siedlce-Południe – Malinowiec (91%), Malinowiec – Łukowisko (85%) oraz Łukowisko – Swory (85%). To nie są odległe liczby, to już blisko finiszu, ale jak widać, „blisko” w kontekście przetargów i umów bywa jak lata świetlne.

Co więcej, Generalna Dyrekcja nie ukrywała, że terminy umowne mogą ulec zmianie z powodu roszczeń wykonawców. Informowano, że:

„W procedowaniu są roszczenia wykonawcy dwóch środkowych odcinków, który oczekuje wydłużenia czasu na ukończenie lub dodatkowych środków finansowych. W związku z tym terminy umowne mogą ulec zmianie”.

Warto dodać, że 25 grudnia udostępniono symboliczne 10 km odcinka Siedlce-Południe – Malinowiec, co oznacza, że do ich połączenia z resztą wciąż brakuje sporego kawałka.

Kiedy wreszcie ruszy ruch na pustej A2?

Pytanie kluczowe dla każdego kierowcy, który marzy o spokojnej podróży przez wschód Polski, brzmi: kiedy? Obecnie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) ma bardziej optymistyczną wizję. Małgorzata Tarnowska z GDDKiA deklaruje, że mimo wszystko prognozują otwarcie całości, w tym również tego „pół roku oczekującego” fragmentu, na przełomie stycznia i lutego.

Należy jednak pamiętać o zastrzeżeniu, które zawsze towarzyszy pracom drogowym w zimie: terminy są uzależnione od warunków atmosferycznych. Nikt nie chce ryzykować układania za zimno asfaltu, co natychmiast pogorszyłoby jakość nawierzchni. Wykonawcy muszą przestrzegać tzw. reżimów technologicznych, co oznacza, że tempo prac zwolni, jeśli temperatura spadnie poniżej odpowiedniego progu.

Jeśli uda się dotrzymać tej styczniowo-lutowej daty, wreszcie zyskamy możliwość przejechania autostradą A2 od samego Świecka aż do Białej Podlaskiej. Docelowo A2 ma mieć niemal 660 km i stanowić kluczowy szlak E30, kończący się na granicy z Białorusią w Kukurykach. Na razie, cieszymy się z każdego oddanego kilometra, choć ten gotowy i zamknięty „prezent” motoryzacyjnej Polski pozostaje gorzką lekcją zarządzania projektami infrastrukturalnymi.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze