Bentley, marka kojarzona z absolutnym luksusem i dyskretną mocą, właśnie zafundowała fanom motoryzacji prawdziwy rollercoaster emocji. Zaprezentowano Continental S, który okazuje się nie tylko rekordowo mocny w historii cywilnych S-ek, ale także stawia na ekologiczny (choć wciąż ekstremalnie szybki) napęd hybrydowy. Czy to zmierzch ery bezkompromisowych W12, czy może przełom, który udowadnia, że ekologia może iść w parze z oszałamiającą dynamiką? Przyjrzyjmy się, co brytyjski producent przygotował dla spragnionych wrażeń klientów.
Nowy Bentley Continental S – rekordowa moc w erze hybryd
Bentley Motors właśnie przeszedł sam siebie, wprowadzając do oferty Continental GT S oraz GTC S. To, co rzuca się w oczy na pierwszy rzut oka, to ambicje producenta – to najbardziej sportowe wcielenia z literą „S” w nazwie, jakie kiedykolwiek opuściły Crewe. Dotychczas wersje „S” były synonimem szyku z pazurem; teraz, dzięki radykalnej modernizacji układu napędowego, stają się także technologicznym manifestem.
Sercem tej potężnej maszyny jest teraz hybrydowy układ Performance Hybrid. Mówimy tu o zaskakującej koalicji: 4,0-litrowej jednostce V8 wspieranej przez silnik elektryczny. Rezultat? Systemowa moc to potężne 680 KM. A moment obrotowy? Aż 930 Nm. Dla porównania, to o 130 KM i 160 Nm więcej niż w poprzedniej generacji wersji S! To potężny skok, który sugeruje, że Bentley nie zamierza odstąpić pola konkurencji w segmencie ultra-luksusowych Grand Tourerów, nawet pod presją regulacji emisji spalin.
A jak to przekłada się na asfalt? Liczby mówią same za siebie: 0 do 100 km/h w zaledwie 3,5 sekundy. Prędkość maksymalna, choć to nie jest priorytet w tym segmencie, osadzono na solidnym poziomie 306 km/h. Co ciekawe, to połączenie wybuchowej dynamiki z elementarną oszczędnością: producent deklaruje, że w trybie czysto elektrycznym nowy Continental S jest w stanie pokonać dystans do 80 kilometrów. Czy ktoś, kto kupuje auto za kwotę oscylującą wokół miliona złotych, będzie liczył ekonomię, jeżdżąc na baterii? Niekoniecznie, ale fakt ten świadczy o zaawansowaniu technologii.
Napęd hybrydowy i podwozie Bentley Performance Active Chassis – perfekcja na zakrętach?
Bentley Continental S to nie tylko podrasowany silnik. W tej konfiguracji wykorzystano rozwiązania, które znamy z topowego i bezkompromisowego GT Speed. Kluczową rolę odgrywa tu system Bentley Performance Active Chassis. Jeżeli myślicie, że hybryda oznacza „miękkie”, komfortowe usposobienie, to Continental S ma zamiar brutalnie zrewidować te oczekiwania.
System ten jest prawdziwym inżynieryjnym majstersztykiem i obejmuje całą baterię aktywnie zarządzanych komponentów: aktywny napęd na cztery koła, adaptacyjne amortyzatory z podwójnymi dynamicznymi zaworami, wektorowanie momentu obrotowego pomiędzy osiami (coś, co kochają kierowcy poszukujący precyzji), aktywną stabilizację przechyłów, nową generację Elektronicznej Kontroli Stabilności (ESC) oraz, co najważniejsze dla „S”, skrętną tylną oś.
Dzięki takiemu połączeniu komponentów, tryby jazdy nabierają zupełnie nowego znaczenia. W trybie Dynamic, system pozwala na kontrolowany uślizg tylnej osi – jasny sygnał, że Bentley nadal pamięta o radości z prowadzenia. A dla purystów? „Po wyłączeniu ESC kierowca może regulować balans auta pedałem gazu.” Potwierdza to, że inżynierowie zadbali o to, by samochód prowadził się ostro, a nie tylko wyglądał agresywnie. To jest właśnie ta szlachetna sprzeczność najnowszych Bentleyów: maksymalny luksus i elektryczna wydajność spotykają się z brutalną zdolnością do „dania w palnik”.
Stylistyka i wnętrze nowego Continental GT S – czerń i techniczna elegancja
Bentley zawsze był subtelną demonstracją bogactwa, ale wersja S musi krzyczeć, choć robi to z brytyjskim akcentem. Standardem montowany jest pakiet Blackline Specification. Jeżeli Waszym zdaniem chrom jest dla ludzi, którzy nie dojechali do etapu Bentley, to Blackline jest dla Was – zastępuje on większość zewnętrznych błyszczących elementów na czerń. Mówimy tu o czarnych akcentach nadwozia, czarnych emblematach i detalach wykończonych w kolorze Beluga Black.
Do tego dochodzą przyciemniane klosze reflektorów LED, sportowe końcówki wydechu, które powinny zwiastować nadejście potężnego V8, oraz 22-calowe felgi aluminiowe. Można je otrzymać w całości w czarnej tonacji lub, dla jeszcze większego dramatyzmu, z frezowanymi powierzchniami.
Jeżeli wejdziemy do kabiny, od razu widać, że nie siedzimy w zwykłym Continentalu. Wnętrze jest zarezerwowane dla wersji S i charakteryzuje się dwukolorową tapicerką. Ale prawdziwa zmiana to materiały. Pikowane fotele, deska rozdzielcza, panele drzwiowe – wszędzie tam, gdzie tradycyjnie byłoby futro albo drewno, pojawiła się techniczna, nowoczesna tkanina Dinamica. Standardem jest okleina Piano Black, ale naturalnie, dla tych, którzy chcą podkreślić sportowy rodowód, dostępne są elementy z włókna węglowego lub ekskluzywne forniry. To mieszanka chłodu nowoczesnej technologii z ciepłem ręcznego wykończenia, co jest znakiem rozpoznawczym brytyjskich luksusowych aut.
Nowe wersje S dołączają do gamy obok luksusowych Azure i ultraszybkich GT Speed. O ile ceny dla polskiego rynku wciąż pozostają niewiadomą, warto pamiętać, że dotychczasowe Continentale GT startowały z kwoty przekraczającej milion złotych. Z tak potężnym hybrydowym układem i zaawansowanym podwoziem, ta „S”-ka z pewnością nie będzie tańsza.
