W świecie, gdzie elektryfikacja zdaje się pożerać wszystko, Bentley przypomina nam, jak smakuje czysta, nieskrępowana moc spalinowego arcydzieła. Oto nowa, piekielnie limitowana edycja Continentala GT Supersports, która jest hołdem dla ery, którą wielu już skreśliło. Przygotujcie się na dawkę brutalnej siły i brytyjskiego luksusu, ale zdawajcie sobie sprawę – tego nie da się dostać od ręki.
Szatańska moc silnika Bentleya Continentala GT Supersports: 666 koni na tylnej osi
Gdy Bentley mówi „Supersports”, wiecie, że nie chodzi o subtelne poprawki kosmetyczne. Mamy tu do czynienia z prawdziwym demonem drogi, który, co intrygujące, postanowił rozstać się z napędem na obie osie na rzecz czystego, tylnonapędowego szaleństwa. Pod maską pracuje 4-litrowe V8 z podwójnym turbodoładowaniem, które wypluwa z siebie absolutnie szatańską moc – dokładnie 666 KM. Czy ktoś to jeszcze pamięta, jak brzmi prawdziwa motoryzacyjna moc?
Ważne jest to, że ten potwór został odchudzony. Zwykły Continental GT ważył 2244 kg; ten egzemplarz ma zejść poniżej pułapu dwóch ton, co przy takiej mocy czyni go prawdziwym supersamochodem w garniturze. Silnik ten połączono z ośmiobiegową dwusprzęgłową skrzynią ZF, którą wzmocniono, podkręcając sprzęgła dla sprostania wyższym obciążeniom. Rezultaty? Producent obiecuje przyspieszenie do pierwszej „setki” w 3,7 sekundy i prędkość maksymalną dochodzącą do 310 km/h. Ostrzegają, że dane mogą ulec korekcie po finalnych testach – ale już teraz robi to wrażenie.
Za to, by to wszystko trzymało się drogi, odpowiada pakiet elementów poprawiających aerodynamikę i osiągi. Firma współpracowała z niemieckim zespołem wyścigowym Manthey Racing przy opracowaniu 22-calowych felg. A dźwięk? Standardem jest tytanowy układ wydechowy od słoweńskiego Akrapoviča. Obiecują, że będzie charakterystyczny, „głośny i wyrazisty, ale nie męczący” – co w świecie supersamochodów często oznacza, że będzie po prostu głośno.
Inżynieria odchudzania: jak Bentley pozbył się zbędnych kilogramów?
Kiedy myślisz o Bentleyu, zazwyczaj myślisz o luksusie, który waży tonę. Supersports łamie ten stereotyp. Oprócz rezygnacji z napędu AWD i usunięcia mniej istotnych dla czystej prędkości systemów wspomagających kierowcę, kluczowe modyfikacje zaszły w konstrukcji nadwozia.
„Niższą masę uzyskano dzięki nowemu dachowi – aluminiowy panel zastąpiono karbonowym, co dodatkowo obniżyło środek ciężkości.”
Ten zabieg, choć pozornie niewielki, ma fundamentalne znaczenie dla balansu auta. Obniżenie środka ciężkości przy zachowaniu potężnej mocy jest przepisem na rewelacyjne prowadzenie.
Jednak moc to jedno, a trzymanie się asfaltu to drugie. Bentley zainstalował największy splitter w historii marki na przednim zderzaku. Ma to podwójny cel: skierować więcej powietrza do chłodnic i hamulców (czyli utrzymać wydajność) oraz zwiększyć docisk przy jednoczesnym zmniejszeniu oporu aerodynamicznego, co rzekomo wpływa także na niższe zużycie paliwa – brzmi jak marketingowa sztuczka, ale docisk jest realny. Całkowity docisk został zwiększony o 300 kg dzięki temu elementowi, progom bocznym, nakładkom na błotniki, nowemu tylnemu dyfuzorowi i spoilerowi. To już nie jest tylko luksusowe GT; to jest Torowany Gran Turismo.
Bentley Continental Supersports: powrót do korzeni dla dwóch wybranych
Wnętrze tego cacka pokazuje jego ostateczny priorytet: jazda sportowa. Zrezygnowano z tylnych siedzeń. Zamiast nich znajdziemy karbonowo-skórzaną osłonę, która dalej redukuje masę, a kabina jest teraz zarezerwowana wyłącznie dla kierowcy i jednego pasażera. Obydwaj usiądą w mocno wyprofilowanych, nisko osadzonych fotelach z 11-stopniową regulacją elektryczną.
To, co najbardziej intrygujące, to powrót do tradycji napędu na tył.
„Supersports to pierwsza seryjna odmiana Continentala GT z napędem wyłącznie na tył – wcześniej takie rozwiązanie stosowano jedynie w wyścigowym GT3.”
To ma ogromne znaczenie dla purystów. Tylna oś jest szersza o 16 mm w stosunku do wersji standardowej, co sugeruje bardziej agresywne prowadzenie i lepszą trakcję. Bentley daje kierowcy opcję pełnej kontroli – system ESC można skalibrować od pełnej asysty, przez tryb dynamiczny pozwalający na kontrolowany poślizg, aż po całkowite odcięcie elektroniki. Na życzenie, dla jeszcze większej przyczepności, dostępne będą opony Pirelli Trofeo RS.
Ekskluzywność na miarę legendy
Nie byłby to Bentley, gdyby nie pojawił się element ekstramalnej limitacji. Do klientów trafi zaledwie 500 egzemplarzy tego cudu techniki. Każdy z nich ma swój unikatowy numer – to nie jest zwykły model, to kolekcjonerski rarytas.
Dla tych 500 szczęśliwców przygotowano duży wybór personalizacji – aż 24 standardowe kolory lakieru. Dział Mulliner, mistrzowie brytyjskiej krawieckiej perfekcji, dorzuca opcje matowych lakierów i unikatowe logotypy Supersports.
Jeśli chcecie poczuć ducha tej maszyny, musicie się uzbroić w cierpliwość i gotówkę. Produkcja ruszy pod koniec 2026 roku, co oznacza, że pierwsze drogi opuszczą te wyjątkowe Continentale na początku 2027 roku. Premiera filmu promującego, co ciekawe, odbędzie się już w styczniu 2026 r. w Dubaju, a rezerwacje ruszą w marcu. Poza wybranymi rynkami europejskimi (w tym Polska jest na liście), auto zawita do USA, Kanady, Australii oraz kluczowych krajów Bliskiego Wschodu. Trzeba przyznać, że Bentley celuje w segment klientów, którzy wciąż cenią ten ryk V8 bardziej niż cichy szum elektrycznego napędu.
