Benzyna najtańsza od czterech lat, ale Ameryka grozi wzrostem cen ropy.

Jarek Michalski

Zatrzymajcie swoje diesle i zatankujcie benzynę, bo oto nadchodzą wieści, które mogą wstrząsnąć portfelami kierowców! Wygląda na to, że Orlen przechytrzył rynek, serwując nam najniższe ceny benzyny od ponad czterech lat. Czy to tylko chwilowy łut szczęścia, czy początek nowej, tańszej ery na stacjach paliw? Przygotujcie się na szybką analizę, bo ten prymitywny spokój może nie potrwać wiecznie.

Dlaczego ceny paliw Orlenu legły u stóp? Cztery lata czekania na okazję!

Nie da się ukryć, że ostatni czas dla kierowców w Polsce był historycznie pozytywny pod względem cen na dystrybutorach. Mówimy tu o cenach benzyny na stacjach Orlen, które osiągnęły poziom niespotykany od ponad czterech lat! To nie jest czysto polska fantazja, a wynik potężnych sił działających na arenie międzynarodowej.

Weźmy na warsztat hurtowe notowania. W środę, 17 grudnia, hurtowa cena benzyny Pb95 w magazynach Orlenu oscylowała wokół 4226 zł za metr sześcienny, co przekłada się na nieco ponad 4,22 zł za litr. Jak zauważają analitycy z Business Insider, ostatni raz taka „tania” cena widniała w cennikach Orlenu blisko cztery i pół roku temu. A to dopiero rozgrzewka!

Kolejnego dnia sytuacja jeszcze bardziej się polepszyła. Jak donosi branżowy serwis e-petrol.pl, hurtowa stawka za metr sześcienny tej najpopularniejszej benzyny spadła do 4195 zł. Spójrzmy na ten trend w szerszej perspektywie – w skali ostatniego miesiąca hurtowa cena Pb95 runęła z poziomu ponad 4550 zł/m³ do niespełna 4200 zł/m³. To oszałamiający spadek, a tylko od 12 grudnia cena ta obniżyła się w hurcie o ponad 100 zł!

Efekt kuli śnieżnej dla Kowalskiego? Oczywiście! Z analiz e-petrol.pl wynika, że od początku grudnia średnie detaliczne ceny benzyny Pb95 na polskich stacjach spadły o blisko 20 groszy na litrze. Przeliczając to na język codzienny – za litr najpopularniejszej benzyny płacimy obecnie średnio 5,79 zł, podczas gdy pod koniec listopada było to horrendalne 5,97 zł/l. To są kwoty, które sprawiają, że faktycznie można odetchnąć i zastanowić się nad odłożeniem drobnych na nowy gadżet do auta, zamiast przeznaczyć je na kolejny bak paliwa.

Diesel i LPG – kto zyskuje, a kto musi zacisnąć pasa?

Oczywiście, radość nie jest totalna. O ile benzyna i, co równie istotne, olej napędowy, notują spektakularne spadki, o tyle posiadacze aut z instalacjami gazowymi mogą patrzeć na konkurentów z lekką zazdrością.

Ceny diesla również zafundowały kierowcom ulgę. Średnia cena oleju napędowego na poziomie 6,17 zł/l to obniżka o około 16 groszy w stosunku do poziomu z końca listopada. Zatem i w tym segmencie widać wyraźny trend spadkowy, napędzany tym samym, co benzyna.

Gorzej sytuacja wygląda w przypadku autogazu. Średnia cena litra LPG wynosi obecnie 2,64 zł i, co ciekawe, jest o 2 grosze wyższa niż w ubiegłym tygodniu! To dowód na to, że rynek paliw jest jak labirynt, a okazje nie zawsze dotyczą wszystkich. W październiku i listopadzie można było taniej zatankować LPG, więc kierowcy „gazowców” muszą poczekać na swoją kolej.

Jeśli chodzi o regionalne perełki, to aktualnie najniższe ceny benzyny Pb95 królują w Wielkopolsce, gdzie litr kosztuje średnio 5,70 zł. Dla kierowców diesla, najkorzystniej jest odwiedzić województwo lubuskie (6,01 zł/l), a zagorzali użytkownicy LPG powinni kierować się na Górny Śląsk (2,58 zł/l).

Czy blokada Wenezueli to gwóźdź do trumny taniego tankowania?

Skąd te rewelacyjne spadki? Otóż tania ropa na rynkach światowych oraz coraz silniejszy polski złoty tworzą idealny koktajl dla konsumentów. Niestety, jak to zwykle bywa w tej branży, dobra passa ma tendencję do bycia efemeryczną, a sygnały ostrzegawcze już się pojawiły.

Problem leży w geopolityce i nagłych decyzjach politycznych. Mówimy tu o ostatniej batalii USA z Wenezuelą. Notowania surowca zaczęły rosnąć natychmiast po tym, jak prezydent USA Donald Trump ogłosił blokadę tankowców przewożących wenezuelską ropę, objętych sankcjami.

To, że produkcja wenezuelska to może być zaledwie 1 proc. światowej podaży, może wydawać się niczym, ale diabeł tkwi w szczegółach dystrybucji. Jak informuje e-petrol.pl, dostawy te koncentrują się w rękach niewielkiej grupy nabywców, głównie chińskich rafinerii, ale także USA i Kuby. Każde zakłócenie w tym mikrokosmosie może wywołać falę spekulacji. Efekt? Już po ogłoszeniu decyzji, ceny ropy w handlu azjatyckim podskoczyły o ponad jeden procent. Kontrakty na ropę Brent wzrosły do 59,62 USD za baryłkę, a amerykańska WTI poszła w górę do 56,00 USD za baryłkę.

Dlatego też, drodzy kierowcy, mimo obecnego raju cenowego, fachowcy sugerują pośpiech. Jeśli obawiacie się, że międzynarodowe napięcia szybko skonsumują nasze obecne oszczędności, to może być ostatni moment, by zatankować „na zapas”. Patrząc na to, jak szybko zmienia się kurs dolara względem złotego i nastroje na giełdach, obecne historycznie niskie ceny mogą być ostatnim dzwonkiem przed powrotem do bardziej „normalnych” – czyli droższych – realiów.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze