Na pierwszy rzut oka Bestune B70 kusi ceną tak, że zapomina się o zdrowym rozsądku. Wchodząc na polski rynek z ofertą wartą tyle co solidny kompakt, chiński sedan udaje, że rzuca wyzwanie tuzom segmentu D. Pozory jednak mylą, a pierwsze kilometry ujawniają, że ta nowoczesna fasada skrywa zaskakująco archaiczne rozwiązania. Pora więc rozłożyć na czynniki pierwsze ten motoryzacyjny fenomen, który jednym skojarzeniem cofa nas do epoki Poloneza.
- Najpierw robi wrażenie, potem odsłania braki
- W środku wygląda nowocześnie, ale tylko na pierwszy rzut oka
- Pozycja za kierownicą jak w tanim aucie sprzed lat
- Tylna kanapa nie zachęca do podróży
- Bagażnik w Bestune B70 ma 500 litrów
- Na drodze czuć, że to auto powstało według innych standardów
- Dla kogo jest Bestune B70?
Najpierw robi wrażenie, potem odsłania braki
Bestune wkracza na polski grunt w momencie, gdy polski kierowca ma już wyśrubowane oczekiwania. I to właśnie cena ma być tym magnesem, który przyciągnie wzrok. Podstawowa wersja, 1.5 Business, wyceniona na zaledwie 119 900 zł, a mocniejsza, 2.0 Elegance, startująca od 139 900 zł, to kwoty nie do pobicia w salonach Skody czy Toyoty w klasie segmentu D. Do tego dochodzą atrakcyjne pakiety leasingowe i ubezpieczeniowe, które sprawiają, że B70 na papierze wygląda jak absolutny game changer. Problem w tym, że cała ta czarująca aura pryska, jak bańka mydlana, gdy tylko ruszamy z miejsca. Konkurencyjność B70 szybko okazuje się domeną katalogu, a nie rzeczywistości drogowej.
W środku wygląda nowocześnie, ale tylko na pierwszy rzut oka
Na liście wyposażenia Bestune B70 znajdziemy kuszące pozycje: panoramiczny dach, kamery 360 stopni, dwa ekrany i fotele pokryte ekoskórą. Brzmi sensownie, prawda? Jednak im dłużej przebywamy w kabinie, tym bardziej uderza nas pozorność tego nowoczesnego wizerunku. Największy szok to system multimedialny. Gdy go uruchomisz, natrafiasz na mur – menu dostępne jest wyłącznie po angielsku lub chińsku. Nie ma mowy o wbudowanej nawigacji, musisz kombinować z podłączeniem telefonu przez adapter do CarPlay lub Android Auto. I tu kolejna pułapka: jak już uda Ci się uruchomić systemy Apple czy Google, „znika dostęp do klimatyzacji i trzeba ją wyciągać z bocznego menu”. Co prawda, bezprzewodowy CarPlay to mały plus, ale szybko ginie w kontekście braku nowoczesnych standardów komunikacji. W aucie, które aspiruje do bycia sedanem, z przodu znajdziemy tylko jedno, archaiczne gniazdo USB starego typu. O nowoczesnych portach USB-C można zapomnieć. Co intrygujące, wizualnie wnętrze może przypominać niektóre nowoczesne konstrukcje, bo jak zauważono, „Układ elementów wnętrza przypomina Hyundaia Elantrę”, ale to tylko i wyłącznie kwestia estetyki, nie funkcjonalności.
Pozycja za kierownicą jak w tanim aucie sprzed lat
W pojeździe o długości bliskiej pięciu metrów (4,86 m) brak regulacji kolumny kierowniczej w osi przód-tył to nie wpadka, to wręcz skandal projektowy. Dla mnie był to element uniemożliwiający znalezienie ergonomicznej pozycji. „Gdy odsunąłem fotel na odpowiednią odległość dla nóg, kierownica została za daleko. Gdy chciałem usiąść bliżej niej, moje uda traciły kontakt z siedziskiem”. Efekt? Po trasie Warszawa-Wrocław wysiadłem z bólem pleców, co w samochodzie z segmentu D, mającym być „na długie trasy”, jest absolutnie nie do zaakceptowania. Ponadto kompletnie zabrakło regulacji podparcia lędźwiowego. Ogrzewanie foteli? Oczywiście, że jest, ale w trybie zero-jedynkowym: „Grzeją na maxa, albo wcale”.
To poczucie obcowania z dawnymi standardami kontynuuje się przy kierownicy. Manetki wycieraczek i kierunkowskazów są dziwnie krótkie. „W Bestune B70 po raz pierwszy w życiu spotkałem się z sytuacją, w której żeby włączyć kierunkowskaz, musiałem sięgać dalej niż zwykle. Tak, jakby zostały zaprojektowane pod mniejszą kierownicę”. Dodając do tego fakt, że nawet w topowej wersji lusterko wsteczne nie jest fotochromatyczne, a do tego wykończono je tandetnym plastikiem z ostrą krawędzią, obraz staje się dobitny – to nie jest technologia najnowszej generacji.
Tylna kanapa nie zachęca do podróży
Wsiadając na tylną kanapę, miałem nadzieję na odrobinę rekompensaty za te ergonomiczne bolączki. Miejsca na nogi faktycznie jest pod dostatkiem, co jest zasługą rozstawu osi 280 cm. Niestety, „nad głową jest już słabo. Ja mając niewiele ponad 180 cm wzrostu dotykam głową sufitu”. To klasyczny problem, gdy próbuje się upchnąć gabaryty sedana w kabinie, skracając przestrzeń nad głowami pasażerów na rzecz opadającej linii dachu. Na plus zasługują nawiewy na tył i podłokietnik z uchwytami na kubki, ale niestety, na tył nie przewidziano nowoczesnych złączy – ładowanie telefonu to domena USB-A lub klasycznego gniazdka 12V. Najbardziej zaskakujący zgrzyt? Brak jakiegokolwiek podświetlenia w podsufitce z tyłu. Po zmroku czytanie dla pasażerów tylnej kanapy to fantastyka.
Bagażnik w Bestune B70 ma 500 litrów
Dzięki nadwoziu typu liftback klapa bagażnika unosi się razem z tylną szybą, oferując dostęp do 500 litrów przestrzeni. W bogatszych wersjach elektryczne domykanie umila życie, choć w podstawowej trzeba się z tym siłować samemu. Nie ma co liczyć na wygodny przycisk otwarcia z zewnątrz – obsługa odbywa się kluczykiem lub przyciskiem w kabinie. Złożenie tylnych siedzeń pozwala uzyskać płaską podłogę, ale już na poziomie organizacji bagażu chińska myśl techniczna się zatrzymała – „Brakowało mi patentów na ujarzmienie bagażu – znalazłem tylko jeden haczyk”. Cóż, przynajmniej pod podłogą czeka koło dojazdowe, a nie tylko zestaw naprawczy.
Na drodze czuć, że to auto powstało według innych standardów
Konfiguracja napędowa, czyli dwulitrowy silnik turbo o mocy 218 KM sparowany z sześciobiegowym automatem, jest… poprawna. O ile te parametry wyglądają nieźle na papierze, to dynamika jest pozbawiona jakiegokolwiek polotu i charakteru. „To konfiguracja, która przypomina pierwsze TSI Volkswagena sprzed lat, z poszarpującymi automatami”. Zużycie paliwa przy 120 km/h wyniosło około 8 litrów. Nie jest to wynik dumny, to fakt, ale dla niektórych nabywców, kuszonych opcją instalacji LPG, ta oszczędność może ostatecznie przeważyć szalę.
Zawieszenie stawia na komfort, jest miękkie, ale nie zaprasza do dynamicznej jazdy. Najbardziej irytujący okazał się system asystujący. Aktywny tempomat potrafił niepokojąco zredukować prędkość, gdy wyprzedzający pojazd zbyt szybko wracał na nasz pas, uznając, że odległość jest krytycznie mała. To jasny sygnał, że algorytmy nie są jeszcze tak dopracowane jak u konkurencji.
Dla kogo jest Bestune B70?
Bestune B70 jest skierowany do specyficznego klienta. Tego, dla którego priorytetem jest „duże auto w niskiej cenie” oraz efektowny wygląd na parkingu. To wybór dla kierowców, którym obce są potrzeby nowoczesnej ergonomii, dopracowanych systemów multimedialnych i jakości wykonania godnej europejskich rywali. Jeśli ktoś szuka substytutu dla Skody Superb, Passata czy limuzyny segmentu D, zderzy się z rzeczywistością po pierwszych kilometrach. Chiński Bestune wygląda dobrze, ale w ruchu i użytkowaniu codziennym ląduje w innej lidze – bliżej mu jakościowo do kompaktowego Fiata Tipo niż do wyrafinowanych maszyn segmentu D. Ostatecznie, ten model przypomina mi wspomnianego Poloneza: z zewnątrz zapowiadał wejście w nową erę, ale pod skórą trzymał się realiów epoki, którą miał zastąpić.
