Białystok: wyścig do 314 km/h z relacją na żywo zakończony wysoką grzywną.

Jarek Michalski

Szybkość, bezmyślność i internetowa sensacja – tak w skrócie można opisać finał nocnych igraszek dwóch kierowców w Białymstoku. Kiedy inni śpią, garstka zapaleńców postanawia zamienić miejskie ulice w prywatny tor wyścigowy, osiągając absurdalne prędkości rzędu 300 km/h. To nie tylko rażące łamanie przepisów, ale i spektakularne widowisko transmitowane na żywo, które szybko obróciło się przeciwko piratom drogowym.

Pościg za adrenaliną na miejskiej obwodnicy: 314 km/h w strefie 70 km/h

Mamy klasyczny przypadek, gdy chęć popisania się w sieci staje okoniem wymiarowi sprawiedliwości. W nocy z 12 czerwca 2024 roku, na głównych arteriach Białegostoku – ulicy Ciołkowskiego i alei Niepodległości – doszło do czegoś, co z uliczną jazdą miało niewiele wspólnego. Mowa o zorganizowanych, nielegalnych wyścigach. Warto zaznaczyć, że na tym odcinku obowiązuje standardowe ograniczenie do 70 km/h, a w niektórych fragmentach nawet 50 km/h. To są tereny zabudowane, gdzie priorytetem powinno być bezpieczeństwo!

Tymczasem, dwaj panowie w samochodach marki BMW postanowili zweryfikować możliwości swoich maszyn na poziomie godnym autostradowych rekordzistów, a nie miejskich ulic. Policja, korzystając z dowodów w postaci internetowej transmisji live, ustaliła, że jeden z kierujących (28-latek) miotał się ze średnią prędkością 143 km/h, ale jego szczytowe osiągnięcia przekraczały niewiarygodne 314 km/h. Drugi zawodnik (34-latek) był minimalnie wolniejszy, notując średnią 143 km/h i piki do 286 km/h. Dodatkowym „smaczkiem” w tej historii jest fakt, że jeden z uczestników tej motoryzacyjnej szarży w ogóle nie posiadał uprawnień do kierowania! To już nie jest brawura, to jest gotowy przepis na tragedię.

Cyfrowy dowód zbrodni: Jak film z Instagrama zniszczył alibi

Kiedy kierowcy stanęli przed wymiarem sprawiedliwości, oczywiście nie przyznali się do winy. Jeden z nich zaserwował kuriozalne alibi, twierdząc, że pojazdem kierował jego ojciec, który rzekomo tymczasowo przebywał w Polsce, a na stałe mieszka w Serbii. Brzmi znajomo? To klasyczna próba zrzucenia winy na „nieobecnego” członka rodziny.

Jednakże, prokuratura i sąd dysponowali niepodważalnym materiałem dowodowym – relacją na żywo udostępnioną na jednym z portali społecznościowych. Jak orzekł Sąd Rejonowy w Białymstoku, kluczowa okazała się opinia biegłego, który analizował wideo. Obrońcy usiłowali podważyć ustalenia, sugerując konieczność powołania eksperta do zbadania, czy w samochodach nie przeprowadzono modyfikacji układu napędowego lub tuningu software’owego, który umożliwiłby osiągnięcie tych prędkości ponad fabryczne limity.

Sędzia Hulko jasno postawiła sprawę, kwestionując potrzebę zagłębiania się w techniczne niuanse modyfikacji, gdy podstawowe wykroczenie było ewidentne i skrajnie niebezpieczne. Jak podsumowała sytuację:

Panowie jechali z prędkością przeogromną i sprawdzanie, czy te auta były tuningowane, czy nie, kiedy i tak dozwolona prędkość została znacznie przekroczona, nie miało tu znaczenia

Twardy werdykt za cyfrowy popis: 10 tysięcy złotych i trzyletnia banicja

Sąd nie miał litości dla tego typu popisów. Uznał, że intencją tych panów było po prostu zaistnienie w sieci, a nie brawurowa jazda sportowa w kontrolowanych warunkach. Transmitowanie tak niebezpiecznej jazdy na żywo to ewidentny dowód na chęć autopromocji kosztem ogólnego bezpieczeństwa.

Skutki dla obu kierowców są poważne. Sąd Rejonowy w Białymstoku orzekł karę grzywny w wysokości 10 000 złotych dla każdego z mężczyzn oraz, co chyba najdotkliwsze dla pasjonatów prędkości, trzyletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Sędzia podkreśliła, że w grę wchodziła tu ogromna społeczna szkodliwość czynu, ponieważ tacy kierowcy:

Mogli stać się potencjalnymi samobójcami i potencjalnymi zabójcami

Te wyroki, choć na ten moment nieprawomocne, mają wymiar nie tylko karny, ale i odstraszający. Mają pokazać, że współczesna motoryzacja, nawet ta tuningowana i pełna mocy, musi podlegać prawu, zwłaszcza gdy granica między ekscytującym przejazdem a tragedią jest tak cienka, że można ją przejechać z prędkością 300 km/h. Trzy lata bez uprawnień za publikowanie nagrania to surowa, ale moim zdaniem, w pełni zasłużona lekcja.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze