Ceny paliw w Niemczech galopują: czy oligopol jest winny rekordowym podwyżkom?

Jarek Michalski

Niemieckie stacje benzynowe znów przyprawiają kierowców o ból głowy, a ceny benzyny przełamały barierę, której nie widzieliśmy od dawna. To nie jest zwykła fluktuacja – to gwałtowny skok napędzany globalnymi niepokojami, który uderza w portfele mocniej niż w większości krajów UE. Dlaczego akurat sąsiedzi zza Odry płacą tak słono za tankowanie i czy rząd ma jakiś asa w rękawie?

Droga ropa naftowa i benzyna za ponad dwa euro: Niemcy na cenzurowanym

Ostatnie dni na niemieckich dystrybutorach to był prawdziwy rollercoaster, oscylujący w okolicach kwot, które wydawały się domeną zamierzchłych czasów. Mówimy tu o cenach benzyny w Niemczech, które przekroczyły symboliczne 2 euro za litr dla popularnej benzyny Super E10. To nie jest byle co – to najwyższy poziom od maja 2022 roku, okresu naznaczonego inwazją Rosji na Ukrainę.

Skąd ten nagły skok? Odpowiedź, jak zwykle, tkwi w geopolityce. Bezpośrednim zapalnikiem okazała się eskalacja na Bliskim Wschodzie – atak Izraela i USA na Iran. Jak informuje niemiecki automobilklub ADAC, ten jeden incydent spowodował, że średnia cena E10 wystrzeliła w górę o blisko 26 eurocentów za litr w ciągu zaledwie dwóch dni, osiągając we wtorek średnią cenę 2,09 euro. Mówiąc wprost, to oznacza dla nas, kierowców, mniej pieniędzy w portfelu i więcej dla rafinerii.

Diesel goni benzynę, a różnica maleje – dlaczego tak drastycznie?

Jeśli myśleliście, że Wasza taxa na olej napędowy jest bezpieczna, muszę Was rozczarować. Kierowcy diesla odczuwają te podwyżki jeszcze boleśniej. Od początku eskalacji na Bliskim Wschodzie, średnia cena oleju napędowego wzrosła o około 43 centy! We wtorek litr diesla kosztował przeciętnie 2,23 euro (czyli niemal 9,50 zł).

Jasne, te kwoty wciąż są minimalnie niższe niż historyczne maksima z marca 2022 roku (kiedy diesel osiągnął 2,32 euro), ale tempo, w jakim wracamy do tych poziomów, jest niepokojące. Analizując samą strukturę cen, widzimy, że różnica między dieslem a benzyną kurczy się, co jest anomalią na niektórych rynkach.

Obecne stawki są nieco niższe niż rekordowe ceny z okresu inwazji Rosji na Ukrainę. Historyczne maksimum dla oleju napędowego w Niemczech odnotowano 10 marca 2022 roku, kiedy litr diesla kosztował 2,32 euro.

Niemiecka specyfika rynku paliwowego: Oligopol, który dyktuje ceny

To, co jest naprawdę intrygujące – i co sprawia, że Niemcy notują jeden z najszybszych wzrostów cen paliw w Unii Europejskiej – to struktura tamtejszego rynku. Wzrost cen w tym kraju był około dwukrotnie wyższy niż przeciętna unijna, ustępując jedynie Finlandii. Jak to możliwe?

Większość ekspertów wskazuje na panujący w Niemczech model rynku. Tamtejszy sektor paliwowy jest mocno skoncentrowany. Dominacja pięciu dużych graczy, którzy kontrolują rafinerie, hurt i detal, tworzy środowisko sprzyjające szybkim reakcjom cenowym, ale niekoniecznie korzystne dla konsumenta.

Nie mamy tu – przynajmniej formalnie – do czynienia ze zmową cenową, ale z klasycznym oligopolem. Jak to działa w praktyce?

W ekonomii taki układ określa się mianem oligopolu. Oznacza to sytuację, w której kilka dużych firm dominuje na rynku i wzajemnie obserwuje swoje działania. W takim systemie przedsiębiorstwa nie muszą zawierać formalnych porozumień, aby reagować podobnie na zmiany cen czy sytuację rynkową.

Każdy ruch konkurenta jest natychmiastowo naśladowany, co eliminuje „wojny cenowe” i pozwala na płynne przerzucanie kosztów surowca na klienta końcowego. To mechanizm, który jest piekielnie trudny do uchwycenia przez organy antymonopolowe, ponieważ udowodnienie nielegalnej zmowy jest karkołomnym zadaniem.

Czy Berlin może interweniować? Historia uczy powściągliwości

W obliczu takich cen, naturalnie rodzi się pytanie: czy rząd może cokolwiek zrobić, aby ulżyć kierowcom? Dyskusja o interwencji powraca jak bumerang. Przypomnijmy sobie rok 2022, kiedy wprowadzono czasową obniżkę podatków, aby złagodzić szok po ataku na Ukrainę.

Wydawałoby się, że to proste rozwiązanie: obniżyć akcyzę, cena spada. Niestety, ekonomia okazała się bardziej przebiegła. To kosztowne przedsięwzięcie – wspomniana obniżka kosztowała niemiecki budżet około 3,4 miliarda euro. Co gorsza, nie cała ta kwota wylądowała w baku kierowców.

Wg ekonomistów, nie cała ta kwota faktycznie trafiła do kierowców. Część zysków została przejęta przez sektor naftowy w postaci wyższych marż.

To kluczowy argument, który obecnie studzi zapał polityków do kolejnych interwencji. Dlaczego państwo ma dotować marże wielkich koncernów zamiast inwestować te pieniądze w coś bardziej produktywnego? Oligopol na rynku skutecznie absorbuje ulgi, minimalizując korzyść dla konsumenta, jednocześnie maksymalizując obciążenie dla budżetu federalnego. Zatem, choć pokusa jest silna, polityka paliwowa w Niemczech musi mierzyć się z bolesną lekcją z przeszłości.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze