Chiński gigant motoryzacyjny, Leapmotor, ostro wchodzi na europejski rynek, a jego ofensywa produktowa nabiera tempa. Po modelach T03 i C10, oraz po pokazie B10, przyszedł czas na kolejnego gracza, który ma podbić segment B. Poznajcie Leapmotor B03X – kompaktowego elektryka, który może wywrócić tabele cenowe do góry nogami, choć pewne kluczowe detale wciąż pozostają tajemnicą.
- Leapmotor B03X. Co to za samochód w europejskiej układance?
- Jak duży jest Leapmotor B03X i czy to SUV czy „miejski rozrabiaka”?
- Tajemnicze wnętrze Leapmotoru B03X: Czy to czarna skrzynka na kołach?
- Jaki napęd ma Leapmotor B03X i ile realnie przejedzie?
- Ile ma kosztować Leapmotor B03X i czy warto czekać na polskie dotacje?
Leapmotor B03X. Co to za samochód w europejskiej układance?
Leapmotor, pewnie i metodycznie realizuje swoje plany ekspansji na Starym Kontynencie. Wiemy, że marka rozpoczęła podbój Europy od miejskiego T03 i większego SUV-a segmentu D, czyli C10. Później na targach w Paryżu zadebiutował model B10. Teraz, po prezentacji B03X podczas Brussels Motor Show 2026, widać wyraźnie, że chiński producent nie zamierza zwalniać tempa, celując prosto w popularne, miejskie segmenty. Czym jest B03X? To chińska wersja modelu A10, zaprojektowana głównie z myślą o zwinnej jeździe miejskiej, choć proporcje sugerują, że to coś więcej niż tylko „miejski maluch”. Jak zapowiada producent, ten model ma ambicję „przełamać typowe wyobrażenia o samochodach elektrycznych”. Zobaczymy, czy za tymi słowami pójdą czyny.
Jak duży jest Leapmotor B03X i czy to SUV czy „miejski rozrabiaka”?
Choć pierwotnie określany jako auto do miasta, wymiary B03X umieszczają go w pewnym amfibijnym segmencie, który łączy kompaktową zwrotność z wrażeniem przestronności. Mamy tu do czynienia z pojazdem mierzącym ponad 4,2 metra długości oraz około 1,8 metra szerokości, przy wysokości oscylującej wokół 1,6 metra. Najważniejszy parametr, czyli rozstaw osi, przekracza 2,6 metra. Producent twierdzi, że dzięki takim gabarytom, pasażerowie powinni cieszyć się przestrzenią porównywalną z większymi SUV-ami, jednocześnie zachowując zwinność typową dla aut segmentu B. To klasyczna zagrywka marketingowa – zaoferować więcej wnętrza w mniejszym opakowaniu.
Tajemnicze wnętrze Leapmotoru B03X: Czy to czarna skrzynka na kołach?
Tutaj wkraczamy w sferę domysłów, bo w Brukseli B03X nie ujawnił wszystkich swoich kart. Wygląda na to, że Stellantiss, który ma spore udziały w europejskim oddziale Leapmotoru, zdecydował się na pewną dozę tajemnicy. Samochód zaprezentowany na targach miał celowo zaklejone szyby, co oznacza, że na oficjalną prezentację wnętrza musimy jeszcze poczekać. To celowy zabieg budujący napięcie, ale dla entuzjastów technologii, którzy chcą wiedzieć, co kryje kokpit, to spora frustracja.
Jaki napęd ma Leapmotor B03X i ile realnie przejedzie?
W kwestii jednostki napędowej i zasilania, panuje podobna zasłona milczenia. Wiemy jednak jedno – na pokładzie znajdą się baterie wykonane w technologii LFP. To standard, który stawia na bezpieczeństwo i trwałość kosztem nieco mniejszej gęstości energii. Według chińskiej normy CLTC, deklarowany zasięg ma wynosić imponujące 500 km. Prawda jest jednak taka, że europejski cykl WLTC jest znacznie bardziej restrykcyjny. Realnie, optymistycznie licząc, klienci mogą spodziewać się w warunkach europejskich zasięgu rzędu 300 do 350 kilometrów. Oprócz tego, auto ma być naszpikowane gadżetami: rozbudowane systemy wspomagające kierowcę (ADAS), futurystyczny kokpit z funkcjami „Sztucznej Inteligencji” oraz kluczowa cecha nowoczesnych EV – możliwość aktualizacji oprogramowania „over-the-air” (OTA), co pozwala ulepszać samochód bez wizyty w ASO.
Ile ma kosztować Leapmotor B03X i czy warto czekać na polskie dotacje?
Oczywiście, elektryczny SUV z pokaźnym zasięgiem to nic nowego, ale kluczową przewagą chińskiej ofensywy jest zawsze cena. Choć oficjalny cennik na rynki europejskie jeszcze nie padł, spekulacje rynkowe są bardzo odważne. Eksperci przewidują, że B03X może zadebiutować z kwotą poniżej 25 tysięcy euro, co w przeliczeniu na złotówki daje pułap około 100 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że większy model B10 był w Polsce dostępny w promocyjnej cenie 119 tys. zł, takie wyliczenia wydają się nie tylko realne, ale i absolutnie atrakcyjne dla masowego odbiorcy. Jest tylko jedno „ale”: ten intrygujący model wjedzie na rynek po zakończeniu rządowego programu dopłat „NaszEauto”. Szkoda, bo z taką dotacją cena mogłaby spaść o kolejne 40 tysięcy złotych, czyniąc z niego prawdziwego rynkowego pogromcę.
