W obliczu rosnących cen paliw tradycyjnych, polscy kierowcy na nowo odkrywają magię autogazu. Czy to tylko chwilowy trend, czy też trwały powrót do ekologicznej i portfelowo przyjaznej alternatywy? Nowe dane zaskakują, ujawniając, że popularność LPG, zwłaszcza w segmencie najnowszych modeli, rośnie w imponującym tempie, a na rynku pojawiają się gracze, o których moglibyśmy nie wiedzieć, że oferują takie rozwiązania.
LPG w Polsce wraca do łask. Chińskie wozy wchodzą do gry
Wielka moda na elektromobilność? Owszem, ale w tym samym czasie, niemal pod dywanem, LPG notuje spektakularny renesans. Dane z IBRM Samar z okresu styczeń–październik 2025 roku wskazują na wzrost sprzedaży nowych aut z instalacją gazową o 17,2 proc. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Dlaczego? Bo część producentów, zwłaszcza tych egzotycznych, stosuje sprytną sztuczkę: gaz montowany jest „u dealera”, co sprawia, że w statystykach CEPiK takie auto figuruje jako benzyniak, mimo że jego serce bije na autogaz.
Przykładem tej rynkowej inżynierii są marki takie jak Bestune, BAIC czy Forthing. U nich „fabryczna” instalacja to de facto montaż przez dealera, często w kooperacji z polską firmą EuropeGAS. Sprzedawcy Baica nie owijają w bawełnę. W wolumenowych modelach, jak Baic 5, odważnie twierdzą, że 70-80 proc. klientów wybiera opcję gazową, często w ramach promocyjnej ceny, rzędu 1 zł za instalację.
To doskonale obrazuje dysonans między oficjalną statystyką a rzeczywistością rynkową. Weźmy Baic: do końca października zarejestrowano 3 116 nowych aut tej marki, ale w oficjalnych rejestrach jako gazowe widnieje zaledwie 17 sztuk! Różnica – blisko dwa tysiące egzemplarzy – to właśnie te pojazdy, które oszczędzają na paliwie dzięki LPG, ale nie widnieją w oficjalnych, „gazowych” zestawieniach. To pokazuje, że realne zainteresowanie LPG jest znacznie głębsze.
Kto dyktuje warunki na rynku gazu? Dacia króluje, reszta goni
Kiedy patrzymy na oficjalne rejestracje nowych aut z fabrycznym LPG (czyli tam, gdzie producent sam to autoryzuje), obraz jest zadziwiająco prosty. Niekwestionowanym, można powiedzieć, monopolistą, pozostaje Dacia. Od stycznia do końca października marka ta zanotowała 9 944 rejestracje, co daje jej ponad 70 proc. udziału w rynku fabrycznego LPG. Dacia od lat konsekwentnie stawia na gaz, i klienci to doceniają.
Na drugim miejscu plasuje się Renault z wynikiem 4 023 rejestracji – to solidne 28 proc. rynku. Zauważcie coś ciekawego: Dacia i Renault należą do tej samej Grupy Renault! Technicznie rzecz biorąc, całe podium opanowała jedna stajnia, jeśli dorzucimy do tego Mitsubishi, które z 110 rejestracjami zajmuje trzecią pozycję dzięki modelowi Colt, będącemu technicznym klonem Renault Clio. SsangYong (KGM) i Skoda zamykają pierwszą piątkę, ale ich wyniki są marginalne (odpowiednio 31 i 41 aut).
Warto jednak pamiętać, że jeśli włączymy do gry te chińskie wozy z niemal „dealerową fabryką” LPG, to rzeczywiste trzecie miejsce podium należy do Baica, szacunkowo z około dwoma tysiącami aut z instalacjami gazowymi.
Polacy kochają gaz, zwłaszcza gdy nie muszą go finansować z kredytu na firmę
Kto kupuje te oszczędne maszyny? To jest chyba najciekawsza zmiana w krajobrazie motoryzacyjnym. Standardem w Polsce jest, że 7 na 10 nowych aut trafia do firm i flot. W segmencie LPG jest zupełnie odwrotnie. Jak wynika z analiz, 6 na 10 nowych samochodów z instalacjami gazowymi trafia w ręce klientów indywidualnych – „Kowalskich”. To nasi rodacy, którzy policzyli, że oszczędności nie muszą czekać na odpis amortyzacyjny.
Analizując segmentację tych zakupów, widać wyraźnie, gdzie celują nabywcy:
- Segment B króluje z udziałem blisko 33 proc. – to naturalny rynek dla Dacia Sandero i Renault Clio.
- Segment C SUV depcze mu po piętach z 30,4 proc. udziałem. Tutaj królują Dacia Duster, a z czasem pojawią się mocniejsze akcenty w postaci np. zapowiadanego Dacia Bigster.
- Na trzecim miejscu plasuje się B-SUV z wynikiem 21,1 proc.
Wygląda na to, że Polak wciąż szuka auta, które jest tanie w zakupie, ale przede wszystkim tanie w eksploatacji.
Jedź za dwadzieścia złotych i ciesz się! Elektryki mogą poczekać
Przyczyna ponownego szału na LPG jest prosta jak budowa cepa: finanse. Przepaść w kosztach eksploatacji między gazem a resztą jest dla wielu argumentem nie do zbicia. Zestawienie kosztów przejechania 100 km w III kwartale 2025 roku, przygotowane przez Ministerstwo Energii, to zimny prysznic dla zwolenników droższych paliw.
Dla auta zużywającego średnio 7,8 l/100 km i przy cenie LPG 2,66 zł/l, koszt przejechania 100 km na gazie wyniósł zaledwie 20,75 zł.
Spójrzmy, jak to wygląda w porównaniu do konkurencji dla typowego SUV-a czy crossovera:
- Benzyna (przy zużyciu 6,7 l/100 km i cenie 5,86 zł/l): 39,26 zł.
- Olej napędowy (przy zużyciu 5,9 l/100 km i cenie 5,95 zł/l): 35,11 zł.
- Energia elektryczna (ładowanie publiczne, 17 kWh/100 km, cena 2,5 zł/kWh): 42,5 zł.
W tym zestawieniu LPG jest niekwestionowanym mistrzem oszczędności. Jedynym paliwem, które może konkurować, jest prąd ładowany z domowego gniazdka. Wtedy koszt oscyluje między 17,49 zł/100 km (dla segmentu C) a 18,7 zł/100 km (dla SUV-a). Choć różnica nie jest kolosalna (około 2-3 złotych na setkę), wymaga to posiadania własnej infrastruktury ładowania. Dla statystycznego kierowcy, który tankuje tam, gdzie akurat jest w trasie, LPG pozostaje bezkonkurencyjne. Kierowcy aut na gaz mogą więc śmiało śmiać się z opowieści o „jeździe za grosze”, bo ich rachunki za paliwo są realnie o połowę niższe niż te benzynowe.
