Chiny chcą ograniczyć przyspieszenie aut do 5 sekund.

Jarek Michalski

Rewolucja na chińskich drogach nabiera tempa, a jej celem są… osiągi? W dobie, gdy nawet miejskie hatchbacki wykazują przyspieszenie godne supersamochodów sprzed lat, chińskie władze postanowiły założyć hamulec bezpieczeństwa. Czy to koniec wyścigu na setkę, a może po prostu próba zdyscyplinowania zbyt rozbrykanych kierowców? Najnowsze plany regulacyjne z Państwa Środka mogą zdefiniować przyszłość dynamiki jazdy na całym świecie.

Czy współczesne auta są po prostu za szybkie? Chiny zamykają drzwi na „setkę” poniżej pięciu sekund

Współczesna motoryzacja, napędzana elektryfikacją i zaawansowaną inżynierią, sprawiła, że kryterium „szybkiego samochodu” uległo kompletnemu redefiniowaniu. Jeszcze niedawno 6 sekund do pierwszej setki było domeną aut sportowych, dziś wiele rodzinnych SUV-ów czy aut segmentu C osiąga ten wynik z łatwością, często bez użycia paliw kopalnych. Owszem, lepsze osiągi to wyższa kultura jazdy i łatwiejsze manewry wyprzedzania, ale – jak argumentują chińskie władze – to również zachęta do niepotrzebnego popisywania się na drogach, co drastycznie podnosi ryzyko kolizji.

Dlatego też Państwo Środka przygotowuje grunt pod radykalne zmiany, które uderzą w serce dynamiki każdego nowego pojazdu homologowanego na tamtejszym rynku. Planowane przepisy, zawarte w projekcie „Specyfikacje techniczne pojazdów o napędzie silnikowym poruszających się po drogach”, mają zastąpić dotychczasową normę GB 7258-2017, która, jak się okazuje, nie przewidywała takich restrykcji.

W skrócie: Chińczycy chcą wymusić montaż systemów ograniczających „zrywność” pojazdów. Kluczowy limit? Czas dwuminutowej gonitwy do 100 km/h ma nie być krótszy niż pięć sekund.

Ograniczenie przyspieszenia jako obowiązkowy standard. Jak to ma działać?

Nowe prawo dotyczyć ma absolutnie wszystkich samochodów osobowych, bez względu na to, czy posiadają silnik spalinowy, hybrydowy, czy – co szczególnie istotne w kontekście dynamicznego wzrostu segmentu – są to pojazdy elektryczne (EV). Producenci będą musieli zaimplementować system, który domyślnie ograniczy przyspieszenie, zmuszając auto do osiągnięcia „setki” w minimalnym czasie 5 sekund.

Analogicznie do europejskiego inteligentnego asystenta prędkości (ISA), ten chiński wynalazek działałby domyślnie. Oznacza to, że choć kierowca ewentualnie uzyskałby możliwość dezaktywacji tego ograniczenia – na przykład poprzez wciśnięcie konkretnych przycisków w konkretnej sekwencji – po każdorazowym ponownym uruchomieniu silnika (wyłączając systemy typu start-stop), system wracałby do ustawień fabrycznych, pilnując zakładanej minimalnej wartości przyspieszenia.

Ten zapis, zawarty w sekcji 10.5.4 proponowanej regulacji, jest krystalicznie jasny:

Po każdym uruchomieniu pojazdu (z wyłączeniem automatycznego systemu start-stop) samochód powinien znajdować się w trybie, w którym czas przyspieszenia do 100 km/h nie jest krótszy niż 5 sekund.

Dla inżynierów brzmi to jak koszmar optymalizacji momentu obrotowego, ale dla regulatora – to twarde sedno poprawy bezpieczeństwa na drogach.

Europejskie „coś tam było”, ale Chiny idą na całość

Dla europejskiego konsumenta ta propozycja może wydawać się co najmniej zaskakująca, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w Unii Europejskiej od dawna trwa dyskusja nad zaostrzaniem kontroli nad dynamiką pojazdów. Choć formalnie Unia również postawiła na systemy wspomagające bezpieczeństwo, ich implementacja okazała się znacznie łagodniejsza.

Od lipca 2024 roku na naszych drogach pojawia się system ISA (Intelligent Speed Assistance). W swojej obecnej formie jest on jednak jedynie systemem ostrzegawczym. Wystarczy przekroczyć dopuszczalną prędkość o symboliczny 1 km/h, a samochód zaczyna emitować sygnały dźwiękowe. To uciążliwe, ale nie ingeruje bezpośrednio w możliwości dynamiczne auta.

Warto pamiętać, że początkowe plany Brukseli były znacznie bardziej radykalne. Już w 2021 roku Brusel rozważał, by kluczowym elementem systemu ISA była funkcja nakładająca ograniczenie mocy pojazdu w chwili wykrycia nadmiernej prędkości. Ten pomysł, który faktycznie ingerowałby w „odcięcie” osiągów, ostatecznie nie trafił do ostatecznych zaleceń dla aut sprzedawanych na rynku europejskim. Chińska propozycja to zatem krok dalej: nie tylko ostrzeżenie przed prędkością, ale aktywne zarządzanie potencjałem przyspieszenia pojazdu.

Największe zmiany, jak słusznie zauważają analitycy, odczują posiadacze pojazdów elektrycznych. To właśnie te konstrukcje, charakteryzujące się natychmiastowym, gigantycznym momentem obrotowym, najłatwiej osiągają „setkę” w czasie poniżej pięciu sekund, stając się głównym celem tych regulacji mających kontrolować agresywną jazdę w aglomeracjach.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze