Na polskim rynku wtórnym auta psują się jak na zawołanie! Średnia wieku pojazdów oscyluje wokół 15 lat, a statystyki awaryjności w pierwszym roku po zakupie są zatrważające. Przygotujcie się na dawkę brutalnej prawdy, bo dane z 50 000 obsłużonych przypadków pokazują, że kupno „igły” bywa loterią z większością przegranych biletów.
Dlaczego polskie używane auta to bomba z opóźnionym zapłonem?
Nie ma co owijać w bawełnę: polska flota samochodów osobowych cierpi na chroniczne starzenie się. Dane firmy GetHelp, która na co dzień zajmuje się rozszerzonymi gwarancjami (czyli de facto ubezpieczeniem od kosztów napraw), malują obraz, który przyprawia o szybsze bicie serca każdego, kto właśnie wydał oszczędności na kilkuletniego diesla.
Otóż, sytuacja jest dramatyczna:
- Co trzecie używane auto kupione w Polsce notuje awarię w ciągu pierwszego roku eksploatacji. To nie mity, to zimne liczby.
- Średni wiek samochodu na naszych drogach przekracza 15 lat. Im starsze auto, tym większe ryzyko, że wyciągniemy z portfela niemałą sumę na naprawy.
- Co gorsza, w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej odnotowano wzrost liczby awarii aż o 18 procent! To sugeruje, że jakość wprowadzanych na rynek używanych pojazdów (lub ich historia serwisowa) stale się pogarsza.
Warto zauważyć kontekst: GetHelp obsługuje pojazdy, które mają nawet 20 lat i przebieg do 350 tysięcy kilometrów. To szerokie pokrycie, które obejmuje lwia część polskiego rynku aut używanych – niemal cztery tysiące komisów korzysta z ich rozwiązań. A te dane wskazują na jedno: ręce precz od egzemplarzy, które wyglądają dobrze, ale pod maską mają już tylko wspomnienia dawnej świetności.
Nawet dane z Niemiec to potwierdzają. O ile w grupie aut do 3 lat wskaźnik niepowodzenia w przeglądzie TUV wynosi zaledwie około 6,5%, to w przypadku 12- i 13-latków, które masowo trafiają do Polski, mówimy już o ponad 28 proc. Mówiąc krótko, importujemy pojazdy na granicy technicznej akceptowalności.
Co się najczęściej wali i ile to kosztuje mechanika duszy?
Kupując auto z drugiej ręki, większość z nas boi się „wielkiej trójki”: silnika, skrzyni biegów i układu wtryskowego. I słusznie, bo to właśnie te segmenty generują największe koszty. Raport GetHelp dowodzi, że polski rynek naznaczony jest eksploatacją do granic możliwości.
Zdecydowana większość problemów to czysta mechanika. A tu nie ma litości dla portfela:
Aż 80 proc. ze stwierdzonych w ramach rozszerzonej gwarancji usterek stanowiły awarie mechaniczne.
Co dokładnie kryje się pod tym pojęciem? Mówimy o uszkodzeniach wewnętrznych komponentów silnika, awariach turbosprężarek, problemach ze skrzynią biegów czy padniętym rozruszniku. To są naprawy, które z reguły wymagają głębokiej ingerencji warsztatowej.
Statystyczny koszt tych nieszczęść jest doprawdy imponujący. Jeśli Twoje szczęście skończy się na awarii serca samochodu, przygotuj się na:
- Naprawę silnika: Statystycznie uszczupli to Twój budżet o około 4461 zł.
- Skrzynia automatyczna: Remont to wydatek rzędu 4142 zł. Manualna skrzynia jest tańsza, ale i tak zaboli – średnio 2814 zł.
Wśród diesli, odwiecznych ulubieńców polskich kierowców, prym wiodą drogie w naprawach układy: wtryskowy (średnio 2752 zł) oraz układ oczyszczania spalin (ponad 2075 zł).
Elektryka? Dla odmiany – to najmniejszy problem
Co ciekawe, w dobie skomplikowanych systemów komputerowych i wszechobecnej elektroniki, problemy z okablowaniem, czujnikami (jak choćby te od systemu SCR czy ABS) czy awarie systemów multimedialnych i tempomatu stanowią marginalny odsetek usterek.
Co ciekawe, z raportu ubezpieczyciela wynika, że zaledwie za 6 proc. zgłoszonych awarii odpowiada szeroko rozumiana „elektryka”.
To może sugerować, że choć nowoczesne samochody mają mnóstwo potencjalnych punktów zapłonu problemów elektrycznych, to i tak brutalna eksploatacja i zużycie materiałów eksploatacyjnych wygrywają w statystykach awarii.
Oczywiście, na liście usterek są też materiały eksploatacyjne, które powinny być wymienione, a nie są – od układu rozrządu, przez sprzęgło, aż po filtry. Za nie odpowiada 14 proc. zgłoszeń. Jeśli poprzedni właściciel oszczędzał na wymianie paska, to Ty zapłacisz za zniszczony silnik. Taka jest brutalna kwintesencja rynku wtórnego.
