Czy kierowca musi donosić na siebie w sprawie mandatu z fotoradaru?

Jarek Michalski

Zapewne każdy kierowca dreszcze przechodzi na widok koperty z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Zdjęcie z fotoradaru to zawsze nieprzyjemna niespodzianka, ale co zrobić, gdy to właśnie my jesteśmy na tym niechcianym upamiętnieniu naszej prędkości? Przez lata ta kwestia budziła ogromne kontrowersje prawne, a głosy ekspertów i Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) zdawały się kreować pole bitwy między kierowcami a aparatem państwa. Czy faktycznie stoimy na straconej pozycji, czy może polskie prawo daje nam pole manewru, którego niektórzy nie są świadomi?

Fotoradar pstryknął – co dalej z pismem od GITD?

Proceder karania za przekroczenie prędkości za pomocą automatycznych urządzeń, zarządzanych obecnie przez CANARD działający w ramach Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD), jest dobrze znany. Kiedy system zarejestruje wykroczenie, identyfikowany jest właściciel pojazdu na podstawie tablic rejestracyjnych. W jego ręce trafia urzędowe pismo, które daje nam, właścicielom, trzy opcje manewru. Po pierwsze, możemy klasycznie się przyznać, przejąć winę i zapłacić standardowy mandat. Po drugie, możemy „zrzutować” winę, wskazując faktycznego sprawcę wykroczenia, podając jego pełne dane. Po trzecie, najczęściej budząca największe emocje opcja: możemy po prostu odmówić wskazania, kto kierował naszym czterokołowcem w danym momencie.

I tu zaczyna się robić gorąco. Jeżeli decydujemy się na trzecią drogę, polskie przepisy są bezlitosne. Właściciel pojazdu otrzymuje mandat w wysokości podwójnej standardowej stawki za dane wykroczenie. Co istotne, dolne widełki tej kary są ustawione nie niżej niż 800 złotych. Zasadniczo, chronimy wówczas punkty karne – nie są one naliczane na konto nikogo, ponieważ „winny” jest sam pojazd, a właściwie jego właściciel za niewskazanie sprawcy. Podstawą prawną dla tej sankcji jest art. 96 § 3 Kodeksu wykroczeń, który stanowi:

Kto wbrew obowiązkowi nie wskaże na żądanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, podlega karze grzywny

Brzmi to jak zamknięta furtka, ale tu właśnie tkwi sedno prawniczego dylematu: czy jako obywatel musimy aktywnie działać na własną niekorzyść?

Ostatni bastion obrony: prawo do milczenia kontra podwójny mandat

W polskim systemie prawnym, który bazuje na kontradyktoryjności i domniemaniu niewinności, istnieje fundamentalna zasada: nikt nie jest zobowiązany do dostarczania dowodów obciążających samego siebie. Zastanówmy się – czy art. 96 § 3 k.w. nie wchodzi w kolizję z tym filarem prawa do obrony? Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) uznał, że tak. RPO interweniował u Ministra Sprawiedliwości, sugerując dopisanie do artykułu paragrafu 4, który wprost zwalniałby z tej „donosicielskiej” powinności w sytuacji, gdyby wskazanie kierowcy stanowiło dowód w postępowaniu przeciwko właścicielowi.

RPO powoływał się na stanowisko Trybunału Konstytucyjnego (TK) z lat 2014 i 2015 (np. SK 64/13), gdzie orzekano, że:

Oskarżony nie ma obowiązku dowodzenia swej niewinności ani obowiązku dostarczania dowodów na swoją niekorzyść.

Trybunał podnosił argument, że zgodnie z Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP, dopóki wina nie jest prawomocnie stwierdzona, to oskarżyciel musi udowodnić zarzut. Jeśli organy ścigania mają jedynie zdjęcie, na którym nie widać twarzy sprawcy, i właściciel nie chce tego ujawnić, aby uniknąć punktów karnych lub mandatu, nie powinien za to być surowo karany podwójną stawką.

Wiele sądów powszechnych skłaniało się ku tej interpretacji. Jednak, jak to w Polsce bywa, prawna praktyka bywa kapryśna i niespójna.

Ustawowe ostrzeżenie – czemu RPO nie wygrał w kwestii zmian?

Mimo silnych argumentów prawnych i poparcia Trybunału Konstytucyjnego, próby legislacyjnego uszczelnienia tej luki napotkały na mur. Zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, pod różnymi kierownictwami, jak i Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego, odniosły się do postulatów RPO z rezerwą, a w efekcie – negatywnie.

Ostateczny werdykt Komisji Kodyfikacyjnej, podpisany przez prof. Andrzeja Sakowicza, był stanowczy:

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego nie uznaje za zasadne wprowadzenie zmian legislacyjnych w treści art. 96 k.w.

Teoretycznie brzmi to jak porażka, ale kluczowe jest to, co Komisja uznała dalej. Choć nie chcieli „łatki” w prawie, potwierdzili to, co TK orzekał już wcześniej. Komisja jasno wskazała na tożsame wyroki TK, stwierdzając, że:

właściciel lub posiadacz pojazdu nie mają obowiązku wskazania, komu powierzyli pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, jeżeli sami tym pojazdem kierowali lub go używali i dopuścili się np. wykroczenia przekroczenia prędkości zarejestrowanego za pomocą urządzenia rejestrującego.

Co więcej, Komisja sugerowała, że występujące w orzecznictwie poglądy odmienne, które nakładają odpowiedzialność na właściciela za nieujawnienie siebie jako kierowcy, powinny być korygowane na drodze procesowej.

Co to oznacza w praktyce dla kierowcy złapanego przez „oczko” fotoradaru?

Metaforycznie rzecz ujmując, Komisja powiedziała: nie zmienimy prawa, ale racja tkwi po Państwa stronie, jeśli powołacie się na Konstytucję i orzecznictwo TK.

Dla Ciebie jako kierowcy, w starciu z CANARD, oznacza to jasny sygnał: w postępowaniu mandatowym nie masz obowiązku donosić na samego siebie. Jeżeli zdecydujesz się odmówić wskazania sprawcy i w rezultacie otrzymasz mandat z art. 96 § 3 k.w. w podwójnej wysokości, musisz być przygotowany na obronę w sądzie.

Jeśli sąd pierwszej instancji – pomimo orzeczeń TK – wyda wyrok obciążający Cię za samo niepowiadomienie, jedynym logicznym ruchem jest natychmiastowe złożenie apelacji. Argumentacja powinna być oparta na fundamentalnym prawie do nieobciążania się dowodami. Choć próba legislacyjna się nie powiodła, prawny fundament obrony jest nienaruszony przez orzecznictwo wyższych instancji. RPO zasugerował nawet możliwość wystąpienia do Sądu Najwyższego w celu ujednolicenia tej rozbieżnej wykładni, ale sam proces sądowy wciąż wymaga od kierowcy aktywności obronnej. Oznacza to, że choć racja jest po Twojej stronie, podróż do sprawiedliwości może być długa i wymagać profesjonalnej batalii prawnej.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze