Driftował na zamarzniętym zalewie i postawił na nogi służby.

Jarek Michalski

Czy jazda wyczynowa w miejscu, gdzie nie ma dróg i samochodów, to jeszcze sport, czy już skrajna głupota wywołująca panikę? Ostatnie wydarzenia na zamarzniętym zalewie boleśnie podważają tę granicę, angażując służby ratunkowe, chociaż nikt nie ucierpiał. Kierowca Opla Omegi postanowił przetestować trakcję swojego auta w najbardziej widowiskowy (i ryzykowny) sposób. Przygotujcie się na analizę prawnych luk i motoryzacyjnej brawury.

Driftował na zamarzniętym zalewie. Postawił na nogi służby

Wyobraźmy sobie scenariusz: mroźny dzień, zamarznięta tafla jeziora, a po niej sunie samochód, wykonując widowiskowe slajdy. To mógłby być obrazek z zimowego raja dla entuzjastów motoryzacji, gdyby nie jeden fakt – na numer alarmowy wpłynęło zgłoszenie o „kierowcy samochodu jeżdżącym po tafli zamarzniętego zbiornika z dużą prędkością i driftującym”. Dla świadków było to na tyle niepokojące, że na miejsce zadysponowano policyjne patrole, strażaków i karetkę pogotowia. Choć lód się nie załamał i nikt nie ucierpiał, interwencja służb była faktem.

Kierowca, 41-letni mieszkaniec Lublina, za kierownicą Opla Omega, widząc nadjeżdżające służby, sam postanowił zsiąść z lodu. Policjanci, badając sytuację, nie znaleźli podstaw do nałożenia mandatu za sam drift. Jednak, jak to często bywa, diabeł tkwił w szczegółach technicznych: funkcjonariusze zauważyli wycieki z silnika i zatrzymali dowód rejestracyjny pojazdu. Co więcej, zebrano zeznania świadków, a cała sprawa ma trafić do sądu, który ostatecznie oceni, czy brawurowa jazda stanowiła zagrożenie bezpieczeństwa.

Nowe przepisy dotyczące driftu nie obowiązują na zamarzniętych akwenach

To, co wydarzyło się na zalewie, doskonale ilustruje pewną prawną szarą strefę. Od niedawna, bo z dniem 29 stycznia, w Polsce obowiązują zaostrzone przepisy penalizujące driftowanie na drogach publicznych. Mandaty są wysokie – 1500 zł, a w przypadku stworzenia zagrożenia – nawet 2500 zł. Oczywiście mowa tu o typowej infrastrukturze drogowej.

Problem polega na tym, że polskie prawo, jak się okazuje, jest zaskakująco elastyczne, jeśli chodzi o zamarznięte akweny. Nie ma tu bowiem wprost przepisów, które zakazywałyby celowego wprowadzania pojazdu w poślizg na lodzie. W takiej sytuacji, jak wskazują funkcjonariusze, jedynym narzędziem prawnym, na które sąd może się powołać, jest art. 86 Kodeksu Wykroczeń:

Kto prowadzi pojazd mechaniczny w sposób zagrażający bezpieczeństwu w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

W przypadku kierowcy Opla, to właśnie ocena sądu, czy jego wyczyny na lodzie można zakwalifikować jako „stworzenie zagrożenia”, zdecyduje o konsekwencjach. Jednak, jak słusznie zauważono, jeśli uda się wykazać, że tafla była pusta i daleko od jakichkolwiek obiektywnych zagrożeń, dowiedzenie winy może być wyzwaniem – co być może potwierdziłoby nagranie z podobnego incydentu (którego treść jest raczej sugestywna niż definitywna).

Na zamarzniętych Śniardwach powstał tor do driftowania

W tym roku, dzięki naprawdę mroźnej zimie, polskie jeziora zamarzły solidnie, co naturalnie otworzyło szerokie możliwości dla amatorów forsowania granic przyczepności. Na taką „zimową autostradę” natknęli się policjanci, ale nie wszędzie tego typu aktywność jest traktowana jednakowo.

Na przykład, na Mazurach, na słynnym jeziorze Śniardwy, w pobliżu miejscowości Nowe Guty, entuzjaści motoryzacji poszli o krok dalej. Zorganizowali tam niczym nieoficjalny, ale wyznaczony tor do ćwiczenia jazdy poślizgami. Jest to swego rodzaju poligon dla kierowców chcących podszkolić kontrolę nad pojazdem w ekstremalnych warunkach.

Przykład ten pokazuje, że intencja ma znaczenie. O ile stworzenie zorganizowanej przestrzeni, być może za zgodą właścicieli terenu (choć w przypadku jezior to skomplikowane), pozwala na pewną quasi-legalność ćwiczeń, o tyle niespodziewane pojawienie się driftującego auta na publicznie dostępnym lodzie jest odbierane inaczej. Jak podsumowuje nadkom. Anna Szypczyńska z Komendy Powiatowej Policji w Piszu dla PAP:

Nie ma uregulowań prawnych dotyczących ścigania się na lodzie. Nie ma przepisów zakazujących wchodzenia czy wjazdu samochodem na lód. Możemy i sprawdzamy to, czy kierowcy nie naruszyli przepisów porządkowych ruchu drogowego czy przepisów dotyczących środowiska

Brak regulacji dotyczących samego poślizgu na jeziorze to fascynujący prawny niedopowiedzenie, które w przypadku tego 41-latka może przynieść mu częściową ulgę, nie licząc awarii technicznej Opla. Ostatecznie, zamiast poślizgu na zakręcie, skończył z uszkodzonym dowodem rejestracyjnym i wizytą w sądzie.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów