Elektryfikacja w Polsce przyspiesza, ale polski przemysł motoryzacyjny staje przed transformacyjnym wyzwaniem.

Jarek Michalski

Rewolucja na polskich drogach nabiera tempa, a my stoimy u progu motoryzacyjnej transformacji, która wstrząśnie fundamentami polskiego przemysłu części. Elektryki i hybrydy szturmem zdobywają rynek, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość tradycyjnych producentów. Czy polska branża jest gotowa na ten elektryczny cios i czy kosztem spadku krajowej produkcji uda się utrzymać pozycję globalnego eksportera?

Elektryczny tsunami: polski rynek motoryzacyjny w obliczu zmiany parametrów

Proszę spojrzeć na liczby, bo one nie kłamią. Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) i KPMG donoszą, że w okresie od stycznia do września 2025 roku nasi rodacy zarejestrowali 26 tysięcy nowych samochodów osobowych z napędem elektrycznym. To ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku! A gdy doliczymy do tego hybrydy, obraz staje się jeszcze bardziej wyrazisty: „Zdominowały one rynek w omawianym okresie, stanowiąc 58,6 proc. wszystkich nowych zarejestrowanych w Polsce pojazdów”. Mówimy tu o 60% nowych aut, które wjeżdżają na nasze drogi, a to, powiedzmy sobie szczerze, jest trzęsieniem ziemi.

Na szczęście, ogólny apetyt na nowe cztery kółka wciąż rośnie. Łącznie przez pierwsze trzy kwartały roku w Polsce zarejestrowano 428 tysięcy nowych aut osobowych, co oznacza wzrost o ponad 7% rok do roku. Zarówno klienci indywidualni (+9,3%), jak i instytucjonalni (+6,4%) chętnie sięgają po nowości. To pokazuje, że polski kierowca nie boi się zmian, o ile mu na nie pozwoli budżet. Popularne marki, jak zwykle, wyprzedzają segment premium, choć różnica jest symboliczna: 316 tys. popularnych kontra 112 tys. marek premium. Ale uwaga, w tym całym entuzjazmie czai się potężny problem dla przemysłu.

Polski przemysł części motoryzacyjnych: Czy jesteśmy skazani na dekonstrukcję?

Polska od lat szczyci się pozycją siódmego największego eksportera części motoryzacyjnych na świecie. To ogromne osiągnięcie, w dużej mierze zbudowane na silnikach spalinowych. I tu zaczyna się dramaturgia. Autorzy badania PZPM i KPMG wskazują: „Auta elektryczne wymagają mniejszej liczby komponentów niż ich spalinowe odpowiedniki”. A co gorsza, w 2024 roku 37% całego eksportu tych części z Polski wciąż dotyczyło właśnie aut spalinowych. To jest klasyczny scenariusz, w którym technologiczny postęp staje się egzystencjalnym zagrożeniem dla ugruntowanej gospodarki.

Przemysł musi się ratować, a dotychczasowe recepty przestają działać. Wygląda na to, że jedynym przyzwoitym wyjściem, które pozwala utrzymać moce produkcyjne i wiedzę inżynierską, jest dywersyfikacja w kierunku komponentów uniwersalnych. O czym mowa? O częściach, które mają sens zarówno w klasycznym „benzyniaku”, jak i w futurystycznym EV. Mówimy tu o elementach kluczowych, które transformacja napędowa zmienia, ale nie eliminuje. Jako przykłady podano rozwiązania takie jak układy hamulcowe z rekuperacją energii, czyli systemy odzyskujące energię podczas hamowania – technologia, która staje się standardem w elektrykach, ale wymaga integracji z istniejącymi systemami. Drugi filar to opony – większa masa baterii w EV generuje potężniejsze obciążenia, co wymaga zupełnie innych specyfikacji bieżnika i mieszanki. To pokazuje, że adaptacja musi być kompleksowa, a nie kosmetyczna.

Różnorodność na kołach: od ciężarówek po motocyklowy renesans

Choć elektryfikacja dominuje w dyskursie, rynek nie jest monolitem. Warto odnotować, że Polska nie tylko chłonie nowe osobówki, ale także twardo trzyma się logistyki i dwóch kółek. Wzrost liczby rejestrowanych przyczep i naczep o 9,5% (15,2 tys. sztuk) sugeruje, że transport ciężki, choć wciąż oparty głównie na Dieslu, ma się dobrze. Po II kwartale 2023 roku w III kwartale bieżącego roku po raz pierwszy licznik ciężarówek ruszył do przodu – odnotowano wzrost o 3,4% (czyli 21,7 tys. sztuk). To daje promyk nadziei dla dostawców komponentów do pojazdów użytkowych.

Ale prawdziwa eksplozja popularności dotyczy pojazdów, które często traktujemy po macoszemu w kontekście wielkiej motoryzacji. Mowa o motocyklach i motorowerach. Motocykliści w tym roku zarejestrowali 36,2 tys. nowych maszyn, bijąc poprzedni wynik o 10,3 proc.! Z kolei rynek motorowerów również przeżywa swój renesans, z 12,6 tys. kupionych egzemplarzy, co oznacza poprawę o 8,3 proc. To dowodzi, że polski konsument, być może zniechęcony wysokimi cenami nowych samochodów elektrycznych lub po prostu szukający większej swobody, ponownie odkrywa radość z jazdy na dwóch kołach.

Niestety, ten lokalny rozkwit rejestracji kontrastuje z kondycją krajowej produkcji. To najbardziej bolesna statystyka całego raportu „Branża motoryzacyjna. Podsumowanie danych za Q1-Q3 2025”: „Z polskich fabryk wyjechało ich do tej pory 312 tys. sztuk, co oznacza spadek o niemal 1/3, bo o 29 proc.”. Niemal 30% spadek produkcji, podczas gdy rejestracje rosną – to definicja deindustrializacji, jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań adaptacyjnych.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze