Zimowe szaleństwo na drogach właśnie się rozpoczęło, a wraz z nim naturalnie pojawia się pytanie: jak bardzo ucierpi na tym nasze portfele? Choć spadek ruchu na niektórych trasach to mit, to na szczęście dla kierowców mamy pewną finansową niespodziankę. Przygotujcie się na analizę aktualnych cen paliw i sprawdźmy, czy tegoroczne ferie faktycznie będą najtańszym zimowym wojażem od lat.
Ferie na horyzoncie i autostradowy boom – co na to portfel?
Ferie zimowe 2026 wystartowały 19 stycznia w pięciu regionach: mazowieckim, pomorskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. Policja już odnotowuje adekwatny wzrost natężenia ruchu – w końcu Polacy ruszyli w kierunku stoków i górskich pensjonatów. Czy to oznacza korki i frustrację? Owszem, ale na szczęście mamy pewien bufor finansowy, który te niedogodności może trochę osłodzić. Mówimy tu rzecz jasna o paliwie.
To będą najtańsze ferie od 2022 roku. Ceny paliw w dół
Jeśli planujecie dłuższą trasę, to mam dla Was świetną wiadomość. Wygląda na to, że tegoroczny „turnus” zimowych wyjazdów będzie najprzyjemniejszy dla naszych budżetów od stycznia 2022 roku. Według danych Refleksu, cytowanych przez PAP, ceny na stacjach benzynowych w ciągu najbliższych dwóch tygodni będą średnio o 53 grosze na litrze niższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. To jest, nie oszukujmy się, solidna oszczędność przy tankowaniu całego baku.
Aktualne średnie ceny, które obserwujemy na dystrybutorach, wyglądają następująco:
- Benzyna Pb95: 5,67 zł/l
- Olej napędowy (ON): 5,95 zł/l
- Autogaz (LPG): 2,71 zł/l
Eksperci są zgodni: z perspektywy kierowcy, jest to bardzo korzystny moment na podróżowanie, zwłaszcza na długich dystansach. Co ciekawe, ta tendencja spadkowa widoczna jest w całej Unii Europejskiej, ale dla nas, szykujących się do ferii w kraju, oznacza to podwójny zysk – niższe koszty niż rok temu i potencjalnie tańsze tankowanie niż u naszych sąsiadów (choć to już inna analiza).
Gdzie jest haczyk? Napięcia na Bliskim Wschodzie i hurtowe drożyzny
Zawsze, gdy wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu, na scenę wkraczają geostrategiczne zawirowania. Analitycy z e-petrol zwracają uwagę na ostatni wzrost cen hurtowych. To typowy mechanizm obronny rynku i sygnał ostrzegawczy dla nas, konsumentów.
Co jest motorem napędowym tych podwyżek w hurcie? Napięcia wzrastające na Bliskim Wschodzie. Konkretnie mówimy o protestach antyrządowych w Iranie, a także groźbach możliwej interwencji Stanów Zjednoczonych oraz sugestiach sankcji handlowych ze strony Donalda Trumpa (który, jak wiemy, lubi zaskakiwać rynki).
Jak informuje agencja Reuters, blokada Cieśniny Ormuz jest mało prawdopodobna.
To kluczowa informacja. Przez tę cieśninę przepływa około 20% światowego handlu ropą i gazem. Każde nawet najmniejsze zakłócenie w tym strategicznym punkcie natychmiast winduje ceny surowca. Czy te wzrosty w hurcie przeniosą się na nasze stacje benzynowe?
Eksperci przewidują, że choć hurtowniczego optymizmu na razie nie ma, to na rynku detalicznym tendencja spadkowa może zostać wyhamowana, a ceny mogą się ustabilizować. Nie spodziewajmy się drastycznych skoków cen tuż po zatankowaniu, ale ostrożność w planowaniu kolejnych tankowań jest wskazana. Zatem korzystajmy z obecnych, niższych stawek, póki zawirowania geopolityczne nie zepsuły nam tej zimowej finansowej idylli.
