Uwaga, kierowcy i wszyscy, którzy zastanawiają się nad przejściem na elektromobilność! Czy deklarowany zasięg elektryka to tylko marketingowa fantazja? Francuski wyrok rzuca na to światło, zmuszając giganta do zwrotu pieniędzy za zbyt „oszczędnego” Peugeota e-Partnera. To nie jest odosobniony przypadek – regulatorzy w Europie zaczynają ostrzej patrzeć na to, co producenci piszą na swoich stronach internetowych.
Elektryk zaginął po 131 kilometrach zamiast 170? Wojna zasięgów w Tuluzie
Historia zakupu Peugeota e-Partnera przez pewną firmę remontowo-budowlaną we Francji, która miała miejsce we wrześniu 2019 roku, stała się kanwą dla jednego z głośniejszych rozstrzygnięć dotyczących realności zasięgów samochodów elektrycznych. Sprzedawcy z sieci Stellantis & You France zapewniali, że ten elektryczny dostawczak bez trudu pokona „do 170 km” na jednym ładowaniu, co idealnie pasowało do zapotrzebowania klienta, wynoszącego około 140 km dziennie. Rzeczywistość okazała się jednak brutalniejsza dla nabywcy – zapakowany sprzętem budowlanym e-Partner rzadko kiedy zbliżał się do 120 km, a maksymalny realny dystans oscylował wokół 110 km. To klasyczny przypadek, kiedy procedura testowa WLTP mija się z codzienną, obciążoną eksploatacją.
Gdy firma chciała zwrócić pojazd, spotkała się z odmową dealera, co skierowało sprawę prosto na wokandę. Kluczowe okazały się dwie niezależne ekspertyzy. Ta zlecana przez ubezpieczyciela początkowo orzekła, że auto jest sprawne, a problemem jest jedynie rozbieżność w zasięgu, aż o 30% mniejszym niż deklarował producent. Jednak prawdziwy gwóźdź do trumny dla obrony dealera wbiła ekspertyza biegłego sądowego.
Idealne warunki, katastrofalne wyniki: Czy WLTP to mit?
Biegły postanowił przetestować Peugeota w warunkach, które w teorii powinny maksymalizować zasięg, celując w ideał procedur pomiarowych. Jak donosi francuskie pismo „Que choisir”, wyjazd testowy odbył się przy średniej prędkości zaledwie 44 km/h, z ostrożnym przyspieszaniem, w temperaturze między 21 a 25 stopni Celsjusza. Co istotne, kierowca celowo wyłączył elementy obciążające akumulator – ani klimatyzacja, ani radio, ani nawet światła mijania nie były używane, co jest dalekie od typowego użytkowania pojazdu. Mimo tych „uprzywilejowanych” okoliczności, Peugeot rozładował się po przejechaniu jedynie 131 km, zamiast obiecanych 170 km.
Pomimo szczególnie korzystnych warunków, test ujawnia że zasięg o 23 proc. niższy niż ogłoszony w dokumencie technicznym przekazanym nabywcy
Pierwsza decyzja sądu gospodarczego była niekorzystna, ale sprawa trafiła do sądu apelacyjnego w Tuluzie. Sąd ten jednoznacznie stanął po stronie przedsiębiorcy, wskazując na fundamentalny błąd w komunikacji sprzedażowej. Sąd uznał, że rzeczywisty zasięg 131 km jest drastycznie niewystarczający dla klienta, który od początku kalkulował na podstawie dziennego zapotrzebowania rzędu 140 km. Sąd apelacyjny argumentował: „Obowiązkiem profesjonalisty jest dostarczenie pełnych i przejrzystych informacji na temat zasięgu proponowanego przez niego pojazdu”. Rozbieżność nie wynikała z usterki czy złej obsługi – była cechą inherentną pojazdu w realnym świecie. W efekcie, sieć Stellantis & You France została zmuszona do odebrania e-Partnera i zwrotu pełnej kwoty zakupu, czyli 18 900 euro.
Rynek drży: Koniec z fantazjami o zasięgu sprzed lat?
Ten decyzja zapadła na podłożu rosnącej presji regulacyjnej na transparentność rynku samochodów elektrycznych. Francuski wyrok może być preludium do zalewu pozwów w podobnej materii w całej Europie, dając mocny precedens. Włoski odpowiednik polskiego UOKiK, czyli urząd AGCM, już wcześniej zajął stanowisko w tej sprawie. Pod koniec ubiegłego roku AGCM zobowiązał czołowych graczy, w tym Stellantis, Teslę, BYD i Volkswagena, do gruntownej rewizji swoich włoskich stron internetowych. Mają oni 120 dni na dopracowanie prezentacji danych zasięgu, uwzględniając „różne czynniki” wpływające na to, ile kilometrów faktycznie przejedziemy.
Wygląda na to, że era, w której producenci mogli bezkarnie operować wątpliwymi danymi dotyczącymi zasięgu, co przypomina czasy przed wprowadzeniem WLTP dla aut spalinowych, powoli dobiega końca. Konsumenci, podobnie jak przedsiębiorcy, domagają się nie tylko ekologicznych rozwiązań, ale przede wszystkim uczciwości w specyfikacjach technicznych. Prawdziwy zasięg staje się nowym „spalaniem” – wskaźnikiem, który producenci będą musieli wreszcie podać w sposób niemal laboratoryjnie weryfikowalny.
