Francuz zalał się mandatami za 3000 aut z kradzionej tożsamości.

Jarek Michalski

Wyobraźcie sobie scenariusz rodem z najgorszego koszmaru biurokratycznego: jesteś spokojnym emerytem, który nagle staje się właścicielem (oczywiście fikcyjnym) floty trzystu pojazdów i bohaterem kilkudziesięciu mandatów dziennie. To nie jest żart filmowy, lecz brutalna rzeczywistość francuskiego obywatela, którego tożsamość padła ofiarą cyberprzestępców. Uważacie, że system jest szczelny? Oto dowód, że urzędnicza machina potrafi zmiażdżyć niewinnego człowieka, zanim ktokolwiek zada podstawowe pytanie.

40 mandatów dziennie przez jeden, fatalny e-mail

Historia Christiana Derreya to jeden z najbardziej szokujących przypadków kradzieży tożsamości w kontekście motoryzacyjnym, jakie widzieliśmy. W 2019 roku, po wysłaniu skanu swojego dowodu osobistego w korespondencji służbowej, emeryt nieświadomie otworzył drzwi do katastrofy. Przez lata dane te pozostawały uśpione, co jest niestety typową taktyką dla tego rodzaju przestępstw – złodzieje tożsamości często czekają na idealny moment do aktywacji skradzionych informacji.

Moment ten nadszedł w listopadzie 2024 roku. Ktoś zarejestrował firmę o nazwie CJM Automobile, a pan Derrey został bez jego wiedzy wpisany na listę jedynego zarządcy. Co robiła ta firma? Działała niczym wirtualny, gigantyczny komis samochodowy, obsługując transakcje pojazdami przez platformy internetowe. Efekt? Przez CJM Automobile przewinęło się oszałamiające około 3000 pojazdów. Każde przekroczenie prędkości, każdy nielegalny postój, każda wjazdówka do strefy czystego transportu – wszystko to generowało mandat, który automatycznie trafiał prosto do pana Derreya. Mówimy tu o falach, nawet 25 do 40 mandatów dziennie. Pomyślcie o logistyce administracyjnej, która musi to obsłużyć, zanim ktokolwiek zorientuje się w pomyłce!

Mandaty i zablokowane konto: Urzędnicza bezwładność

Oczywiście, pan Derrey, zszokowany nowym hobby motoryzacyjnym, które sam sobie nieświadomie przypisał, natychmiast zgłosił sprawę policji. Komisariaty w jego regionie są już doskonale zaznajomione z jego absurdalnym problemem. Ustalono nawet procedury, mające na celu przekazywanie nowych mandatów do faktycznych sprawców. I tu dochodzimy do sedna problemu: systemy informatyczne, które powinny być narzędziem usprawniającym, stały się w tym przypadku narzędziem represji.

„Mandaty nadal przychodzą z dziesiątek francuskich miast, bo systemy automatycznie nie rozróżniają ofiary kradzieży tożsamości od rzeczywistego właściciela firmy.”

A to dopiero początek pasma udręk. Podczas gdy policja (teoretycznie) zaczęła sortować korespondencję, urzędy skarbowe, działające na niezależnych bazach danych, wzmogły swoją aktywność. Widząc, że fikcyjny właściciel trzech tysięcy aut nie odprowadza należności, kilka niezależnych urzędów skarbowych w różnych regionach Francji przypuściło atak odwetowy. W efekcie Christian Derrey doświadczył tego, co najgorsze dla niemieckiego emeryta: egzekucji komorniczej na żywym człowieku.

W Saint-Etienne zablokowano mu znaczną część środków na koncie bankowym – około 2950 euro. W Marsylii poszli o krok dalej, zajmując część jego świadczenia emerytalnego. Szokujące jest to, że te działania mają miejsce, „zanim ktokolwiek zadał sobie trud, żeby sprawdzić, czy ten starszy pan faktycznie posiada flotę trzech tysięcy pojazdów”. To ilustruje przerażającą prawdę: w starciu z bezduszną machiną biurokratyczną, która operuje na zautomatyzowanych wpisach, człowiek jest tylko kolejnym numerem PESEL, który musi udowadniać swoją niewinność, tracąc przy tym środki do życia.

Kradzież tożsamości przy rejestracji aut to rosnący problem dla sektora

Przypadek pana Derreya, choć ekstremalny w swojej skali, nie jest odosobniony. To ostrzeżenie dla rynku automotive i dla każdego posiadacza dokumentów cyfrowych. Wykorzystanie skradzionych danych do zakładania fikcyjnych podmiotów gospodarczych, zwłaszcza tych związanych z obrotem pojazdami, staje się coraz bardziej powszechne. Przestępcy potrzebują wiarygodnej osoby na papierze, by legalizować transfery masowej liczby aut.

Dla nas, ekspertów i pasjonatów motoryzacji, jest to sygnał do podniesienia czujności. Systemy rejestracji pojazdów, weryfikacji leasingowej czy nawet ubezpieczeniowej, muszą być stale wzmacniane. Ofiary dowiadują się o problemie najczęściej dopiero wtedy, gdy windykatorzy pukają do drzwi, albo, jak w tym przypadku, gdy bank informuje o zajęciu środków. To jest prawdziwy koszt braku synergii między organami ścigania, urzędami skarbowymi i rejestrami pojazdów: w tym chaosie, w którym systemy nie komunikują się ze sobą, emeryt musi tłumaczyć swoją sytuację od nowa w każdej instytucji, udowadniając, że nie jest potentatem motoryzacyjnym.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze