Holenderski system mandatowy wpędza kierowców w długi, a rząd nie zamierza nic zmieniać.

Jarek Michalski

Holenderskie drogi stają się finansową pułapką? Choć przepisy drogowe mają na celu bezpieczeństwo, ich skandalicznie wysokie stawki mandatów generują coraz więcej dłużników. Ten problem, dotykający nie tylko zmotoryzowanych, ale i organy ścigania, rysuje obraz systemu, który wymknął się spod kontroli. Czy drakońskie kary faktycznie służą poprawie kultury jazdy, czy może są jedynie wygodnym zasileniem budżetu państwa?

Holenderski taryfikator w ogniu krytyki. Kiedy kara za parkowanie równa się pobiciu?

W Holandii narasta fala oburzenia związana z wysokością mandatów drogowych, prowadząca do niepokojących konsekwencji społecznych i prawnych. Coraz więcej obywateli wpada w spiralę zadłużenia wyłącznie z powodu nieopłaconych grzywien, co uwidacznia dysfunkcjonalność obowiązującego systemu. To, co miało być narzędziem prewencyjnym, staje się narzędziem fiskalnym, a urzędnicy, prokuratorzy i sędziowie biją na alarm.

Krytyka dotyczy przede wszystkim nieproporcjonalności kar do wagi popełnionych wykroczeń. Proszę sobie wyobrazić tę absurdalną dysproporcję: za pobicie, traktowane jako poważne przestępstwo, sądy najczęściej orzekają kary rzędu około 400 euro. Tymczasem za postawienie pojazdu na miejscu dla osób niepełnosprawnych grozi mandat w wysokości 440 euro! Jak zauważają urzędnicy z Openbaar Ministerie (holenderskiego odpowiednika prokuratury), taka kalkulacja „nie ma żadnego uzasadnienia”.

Sędziowie również przyłączają się do chóru krytyków. Wskazują, że już sama kwota początkowa potrafi mocno uderzyć po kieszeni, a mechanizm naliczania odsetek za zwłokę tylko pogłębia problem. Gdy kierowca spóźni się z uregulowaniem należności, cena rośnie lawinowo, wpędzając obywateli w długi.

„System mandatów wymaga korekcji”. Albert Hazelhoff ma dość dysproporcji

Głos w sprawie podniósł sam Albert Hazelhoff, dyrektor CJIB, czyli agencji odpowiedzialnej za ściąganie tych nieszczęsnych mandatów. W wywiadzie dla „Leeuwarder Courant” ostro zareagował na obecny stan rzeczy, stwierdzając jednoznacznie, że system wymaga „pilnych zmian”.

Hazelhoff podkreśla fundamentalny problem: obecne stawki grzywien oraz, co gorsza, mechanizm ich eskalacji, „nie są już w żaden sposób proporcjonalne do wagi wykroczenia”. Jego zdaniem, kwoty te powinny być znacznie bardziej zbliżone do tych, które stosuje się w prawie karnym, aby uniknąć takich rażących i krzywdzących dysproporcji.

Dodatkowo, przepisy dotyczące opóźnień w płatnościach są wyjątkowo bezlitosne. Dyrektor CJIB wskazuje, że po pierwszym wezwaniu do zapłaty grzywna rośnie o 150 proc.! Jeśli ktoś nie zareaguje po raz drugi, kwota zostaje podwojona. To właśnie ten mechanizm sprawia, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Dane statystyczne nie kłamią: w 2023 roku aż 127 tysięcy osób w Holandii popadło w zadłużenie z powodu grzywien drogowych. To już nie jest kwestia drobnej nieuwagi, lecz poważny kryzys egzekucyjny.

Absurd w Sądzie Najwyższym: Siedem mandatów za 1029 euro, czyli 3087 euro długu

Nie brakuje przypadków, które brzmią jak scenariusz komediowy, gdyby nie ich tragiczne finansowe konsekwencje. Przed holenderskim Sądem Najwyższym toczy się sprawa kierowcy, który w ciągu dwunastu miesięcy zebrał siedem mandatów – za brak zapiętych pasów, przekroczenie prędkości i niesprawne światła stopu. Suma pierwotnych kar wyniosła 1 029 euro.

A teraz sedno problemu: mężczyzna nie uiścił opłat w wyznaczonym terminie. W rezultacie jego pierwotny dług skoczył do astronomicznej kwoty 3 087 euro – trzykrotność początkowej sumy! Kierowca argumentuje teraz, że tak rażący wzrost kary jest sprzeczny z fundamentalnymi zapisami Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która chroni przed nieproporcjonalnymi sankcjami. Czy słusznie? Odpowiedź sądu będzie kluczowa dla przyszłości taryfikatorów.

Droga do obniżek zamknięta. Państwo nie rusza źródła dochodów

Mimo rosnącej fali krytyki ze strony prokuratorów, sędziów, a nawet szefa instytucji ściągającej długi, perspektywy na obniżkę stawek mandatów są zaskakująco ponure. Rząd holenderski, mimo świadomości skali problemu społecznego, nie zamierza korygować taryfikatora.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta i, dla zmotoryzowanych, brutalna: pieniądze. Wpływy generowane z mandatów stanowią znaczący i stale rosnący komponent budżetu państwa. Była minister sprawiedliwości, Dilan Yeşilgöz-Zegerius, otwartym tekstem przyznała, że redukcja tych wpływów „miałaby ogromne konsekwencje finansowe, strategiczne i polityczne”.

Obecnie, gdy stawki są podnoszone argumentem dostosowania do inflacji, a jednocześnie mają zniechęcać do celowego łamania przepisów, wydaje się, że te dwa cele są realizowane kosztem stabilności finansowej obywateli. Dopóki budżet czerpie tak konkretne korzyści z surowości systemu, kierowcom pozostaje jedno – ekstremalna ostrożność na drogach i bezwzględne przestrzeganie każdego, nawet najdrobniejszego, przepisu.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze