Ceny paliw znów spędzają sen z powiek polskim kierowcom, a na stacjach benzynowych obserwujemy niepokojące rozbieżności: diesel drożeje w tempie, które budzi podejrzenia o zmowę cenową. Choć intuicja podpowiada, że winowajcą jest kurs ropy, prawda jest znacznie bardziej zawiła i dotyczy struktury naszego importu oraz sezonowego popytu. Dlaczego zatem olej napędowy ucieka cenowo szybciej niż benzyna? Przygotujcie się na dekonstrukcję mitów i spojrzenie na realne mechanizmy rynkowe.
Kurs ropy to mydlenie oczu, czyli dlaczego paliwo nie jest wyceniane na bieżąco z giełdy
Wielu kierowców, widząc wahnięcia na wykresach giełdowych surowca, zakłada prostą korelację: ropa w dół – paliwo w dół. Nic bardziej mylnego. Rynek paliw to skomplikowany system rafinacji i logistyki. Kluczowe znaczenie mają tu ceny hurtowe gotowych produktów naftowych, a nie samego surowca.
Ropa, zanim trafi do naszych baków, musi zostać przetworzona. Wpływ na ceny, które finalnie widzimy na dystrybutorach, mają notowania samego „produktu gotowego” – benzyny, LPG czy oleju napędowego – kupowanego często na bieżąco od importerów. Powód? Magazynowanie gotowych paliw jest drogie, a ich okres przydatności ograniczony.
Eksperci podkreślają, jak drastyczne zmiany zaszły w koszcie zakupu diesla. Jak informuje dr Jakub Bogucki z e-petrol.pl, cena zakupu gotowego oleju napędowego „na terminalu” u importerów wzrosła w ostatnim czasie o blisko 70 procent. To jest sedno problemu i główne wytłumaczenie szoku cenowego, jakiego doświadczamy na dystrybutorach.
Dlaczego diesel drożeje szybciej niż benzyna? Strukturalna słabość importowa paliwa
Fascynujące jest to, dlaczego olej napędowy ucieka cenowo tak agresywnie w porównaniu do benzyny bezołowiowej. Odpowiedź leży w polskiej strukturze zaopatrzenia. Jesteśmy w znacznie gorszej sytuacji z dystrybucją diesla niż z benzyną.
W 2025 roku około 38 proc. zużywanego w Polsce oleju napędowego pochodziło z importu, a ceny na stacjach kształtowane są zarówno przez krajowych producentów, jak i importerów
Oznacza to, że cztery na dziesięć litrów oleju napędowego, które tankujemy, musi być kupione od poddostawców spoza kraju. Produkcja krajowa pokrywa więc zaledwie 60 procent zapotrzebowania.
Dla porównania, jak wskazuje Rafał Zywert, dyrektor działu prognoz i analiz w reflex.com.pl, w przypadku benzyn z importu pochodzi około 20 procent. Benzyna jest zatem dwukrotnie mniej podatna na gwałtowne podwyżki cen u zagranicznych dostawców, ponieważ jesteśmy w stanie pokryć większość potrzeb własną produkcją. W przypadku oleju napędowego jesteśmy o wiele bardziej obnażeni na wahania cen na międzynarodowym rynku hurtowym.
Sezonowe szaleństwo i panika konsumencka: kocioł cenowy na wiosnę
Nie możemy też ignorować czynników sezonowych, które zbiegły się w czasie z podwyżkami importowymi. Choć niektórzy upatrują winę wyłącznie w spekulacjach, rzeczywistość jest taka, że nagły wzrost zapotrzebowania wywiera jeszcze większą presję na i tak już napięty rynek.
Wzrost cen oleju napędowego wiąże się z początkiem sezonu wiosennego. Ruszyły pierwsze prace polowe, a zapotrzebowanie na paliwo dla maszyn rolniczych eksplodowało. To zjawisko, które obserwujemy co roku, ale w połączeniu z wysokimi cenami zakupu generuje skokowe wzrosty cen w hurtowniach.
Ta „panika konsumencka”, podobna do tej, którą widzieliśmy po inwazji Rosji na Ukrainę, zbiegła się z realnym, sezonowym wzrostem zamówień u europejskich importerów. Dostawcy stawiają na priorytet, jakim jest utrzymanie ciągłości dostaw dla kluczowych sektorów, często kosztem wyższej ceny, jaką muszą zapłacić za awaryjne zakupy u poddostawców zagranicznych, aby nikt nie stanął w korku z powodu braku napędu.
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
