Izera: Las wykarczowany, a projekt stoi. Chińczycy mogą nas opuści

Mateusz Wolski

Ryzyko upadku Izery narasta. Projekt, który przeszedł przez audyty NIK i niezależnej firmy, leży na półce. Mieliśmy wszystko, co potrzeba, żeby ruszyć z budową. A wystarczyło kilka miesięcy, by pokazać, że tam, gdzie PiS stanął w miejscu, my moglibyśmy działać — mówi przedstawiciel rządu w rozmowie z Auto Światem.

Rząd jeszcze niedawno twierdził, iż przeprowadził audyt w firmie ElectroMobility Poland (EMP), odpowiedzialnej za projekt polskiego samochodu elektrycznego Izera. Okazało się, że audytu nie było. Jednak to się zmieniło, gdy nad projektem zaczął czuwać Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP). Aktualnie audyt trwa. W firmie też są zmiany — mamy nową radę nadzorczą i nowego, tymczasowego prezesa zarządu, Pawła Ponetę, członka tej rady. Firma teraz szuka stałego prezesa.

Oczekiwania wobec nowego prezesa nie są zbyt wysokie. Wymaga się znajomości języka angielskiego, ale to tylko dodatek. Teoretycznie, prezesem może zostać osoba, która nie zna angielskiego, mimo że EMP współpracuje z chińskim Geely. Jednak to tylko mały problem, jakie ma teraz EMP.

EU ma plan wobec Chin

Izera to już nie tylko o produkcja samochodu. To próba przeniesienia technologii. Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich pisze, że Europa nie chce całkowicie odciąć się od Chin, ale chce zmusić chińskie firmy do produkcji w Europie, np. w fabrykach Stellantis czy Renault. Pomysł jest taki, by chińskie firmy nie tylko tu produkowały, ale i przenosiły technologie, podobnie jak 30 lat temu w Chinach.

Czas ucieka

Sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Jan Szyszko, mówił na konferencji, że chce przenieść środki z grantów na pożyczki na produkcję niskoemisyjnych pojazdów. Nie ma jeszcze decyzji, ale czas leci. Umowy z chińskim Geely są podpisane, warunki ustalone. Zmiany w KPO to kolejne tygodnie opóźnień.

Niestety, nie wiadomo, jak długo Chińczycy będą cierpliwi. Jeśli stracą cierpliwość, to po prostu pójdą gdzie indziej. My zostaniemy z wyciętym lasem pod fabrykę, która nie powstanie, i wydanymi pieniędzmi — mówi osoba z kręgów rządowych.

Osoba ta twierdzi, że opóźnienia wynikają z politycznych gier. 

Pierwszeństwo miały Orlen czy media publiczne. Teraz gdy przyszła kolej na Izerę, projekt stał się kością niezgody. Ludzie Szymona Hołowni i Borysa Budki różnie to widzą. Brak zaufania do poprzednich władz spółki, stąd audyty i zmiany. Walka o środki z KPO też nie pomaga. Jeśli szybko nie zaczniemy budować fabryki, projekt umrze, zanim zdążymy cokolwiek zrobić” — ostrzega.

Udostępnij
Zostaw komentarz
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments