Chiński rynek motoryzacyjny w Polsce rośnie w siłę, a wraz z nim pojawiają się marki, które dla wielu wciąż pozostają zagadką. Jedną z nich jest Jetour, stosunkowo młody gracz, który właśnie mierzy się z naszymi drogami za pomocą modelu Dashing. Czy ten świeżak, podobny do Lamborghini Urusa, ma szansę skraść serca wymagających konsumentów? Przyjrzyjmy się bliżej chińskiej ofensywie w crossoverowym wydaniu.
- Kim jest Jetour i dlaczego nagle tu jest?
- Wygląd, który kradnie spojrzenia – czyli Lamborghini w przebraniu
- Wnętrze – retro LCD kontra nowoczesna dominacja ekranu
- Dane techniczne i apetyt na paliwo – więcej sportu w nazwie niż w silniku?
- Jak Dashing radzi sobie na asfalcie?
- Bogactwo na start – co oferuje chiński SUV?
- Cena – atrakcyjna alternatywa czy kalkulacja ryzyka?
Kim jest Jetour i dlaczego nagle tu jest?
Jetour to marka rodem z Państwa Środka, która oficjalnie zadebiutowała na rynku dopiero w 2018 roku. Choć wiek nie jest jej sprzymierzeńcem w kontekście tradycyjnych koncernów, to osadzona jest w znacznie potężniejszych strukturach. Należy do grupy Chery, giganta, który na polskim rynku już zaznaczył swoją obecność poprzez Omodę i Jaecoo. Jak ma się Jetour na tle tych siostrzanych brandów? Pozycjonowanie jasno wskazuje na segment lifestylowy, celujący w młodszych odbiorców, którzy cenią sobie wrażenia z jazdy i nie boją się zjechać z idealnie gładkiego asfaltu.
Oficjalnym importerem Jetoura w Polsce jest spółka Asian Automotive Distribution Center, co jest interesujące, biorąc pod uwagę, że koncern Chery zdążył już ustanowić własne, oficjalne przedstawicielstwo w kraju. Na starcie polskiej działalności Jetour postawił na trzy modele: dużego SUV-a X70 Plus, T2, którego stylistyka kpi z klasyków typu Defender i Bronco, oraz testowany Dashing, w którym aż za dobrze widać inspiracje włoskim super-SUV-em, Lamborghini Urus. Pytanie brzmi: czy inspiracja designem idzie w parze z realnymi atutami?
Wygląd, który kradnie spojrzenia – czyli Lamborghini w przebraniu
Gdy Jetour Dashing pojawia się na ulicy, nie sposób przejść obok niego obojętnie. Stylistyka „robi robotę” – to auto natychmiast przyciąga wzrok kierowców, a nawet przechodniów. Wielokrotnie podczas testu zaobserwowano, jak ludzie zastanawiali się, co to właściwie jest za model. Napis „JETOUR” z przodu, w połączeniu z dynamicznymi liniami, tylko potęguje ciekawość. W jasnoniebieskim lakierze, który kontrastował z szarą, przedwiosenną aurą, Dashing prezentował się naprawdę dobrze – obiektywnie nie można mu odmówić atrakcyjnego wyglądu.
Wnętrze – retro LCD kontra nowoczesna dominacja ekranu
W kabinie dzieje się równie dużo. Wyświetlacz wskaźników kierowcy uderza nietypowym designem. W przeciwieństwie do wszechobecnej w chińskich autach grafiki, tutaj mamy nawiązanie do ekranów LCD znanych z samochodów z lat 80. Dla purystów może to być dziwne, ale dla fanów tamtej dekady – miły, nostalgiczny akcent.
Co ciekawe, na drzwiach kierowcy umieszczono mały wyświetlacz informujący o temperaturze zewnętrznej oraz kluczowych wskaźnikach jakości powietrza – poziomach pyłów zawieszonych PM2.5 i tlenku węgla. To rozwiązanie, które zaskakuje w klasie cenowej, do której pretenduje Dashing.
Obsługa multimediów opiera się głównie na kolosalnym 15,6-calowym ekranie (w podstawie jest 12,8 cala). I tu pojawia się problem flagowy dla wielu nowych marek: „Sporym minusem jest brak języka polskiego w menu”. Całkowita cyfryzacja poszła jednak w kierunku Tesli, gdyż regulację lusterek bocznych wykonujemy poprzez pokrętła na kierownicy, po wcześniejszym wywołaniu opcji na wyświetlaczu. Fizycznych przycisków jest zatem jak na lekarstwo.
System infotainment potrafi się zawiesić. Doświadczyłem sytuacji, gdy interfejs nie reagował na próby zmiany temperatury – klikam raz, drugi, a wskaźnik stoi na 22 stopniach Celsjusza, by po chwili gwałtownie przeskoczyć na 24. Na plus zasługuje natomiast uproszczona obsługa klimatyzacji i wentylacji foteli, gdzie funkcja (grzanie lub chłodzenie) i intensywność regulowane są za pomocą jednego intuicyjnego suwaka na ikonie siedziska.
Nietypowe jest umiejscowienie selektora zmiany biegów po prawej stronie kolumny kierownicy. To dało projektantom swobodę w kształtowaniu konsoli środkowej, ale niekoniecznie wyszło na dobre funkcjonalności. Owszem, mamy indukcyjną ładowarkę wkomponowaną w podłokietnik, a także sporą półkę pod nim. Jednakże, obok tej praktycznej przestrzeni, mamy niemal pionową tackę na dwa telefony. Jak zauważono: „Zastanawiam się, kto i po co wymyślił coś takiego. Owszem, gdy stoimy w miejscu zdaje to egzamin, ale w czasie jazdy wystarczy jeden ostrzejszy manewr i nasze urządzenie z niej wypada i zaczyna przemieszczać się po samochodzie.”
Kolejny ergonomiczny zgrzyt dotyczy pozycji za kierownicą. Mimo dużej rozpiętości regulacji fotela, nawet w najniższym ustawieniu, dla osoby mierzącej 1,80 m, siedzisko jest zdecydowanie za wysoko. „Mam 1,80 m, więc siłą rzeczy nie należę do najwyższych. […] w najwyższym możliwym ustawieniu nic nie widziałem i musiałem schylać głowę, by nie utknąć między fotelem i podsufitką.”
Na tym tle, jakość wykończenia, miękkie plastiki i ekologiczna skóra, prezentują się solidnie. Pamiętajmy, że Dashing ma 4,59 m długości, co przekłada się na przestronność. W drugim rzędzie jest komfortowo, a bagażnik oferuje 486 litrów przestrzeni, co wystarczy na rodzinny wypad.
Dane techniczne i apetyt na paliwo – więcej sportu w nazwie niż w silniku?
Pod maską Jetour Dashinga kręcą się dwa silniki benzynowe, oba turbodoładowane i cztery cylindry. Podstawą jest jednostka 1.5 litra generująca skromne 156 KM i 230 Nm momentu obrotowego, sparowana z sześciobiegową dwusprzęgłówką. Mocniejszy wariant to 1.6 litra dysponujący 197 KM i 290 Nm, który korzysta już z siedmiobiegowej przekładni DCT. Maksymalna prędkość w obu przypadkach to 180 km/h.
Producenci podają deklarowane spalanie: 10,3 l/100 km dla słabszego i 11,2 l/100 km dla mocniejszego wariantu. I tu zaczyna się brutalna weryfikacja rzeczywistości. „Jetour Dashing ma spory apetyt. Testowana przeze mnie mocniejsza wersja napędowa średnio zużywała 9,7 l/100 km.” Wyniki na trasie spadły do 8,4 l/100 km, ale w mieście, w korkach, komputer pokazywał nawet 12,1 l/100 km. Dla każdego, kto szuka oszczędnej jednostki, te wartości będą na pewno niemałym rozczarowaniem.
Jak Dashing radzi sobie na asfalcie?
Mimo sugerującej nazwy, Dashing nie jest demonem prędkości. Przy ruszaniu czuć niedosyt mocy, co wynika częściowo z charakterystyki silnika, gdzie maksymalny moment obrotowy dostępny jest dopiero od 2000 obr./min. Efekt? Lekkie dociśnięcie gazu skutkuje ciszą, a mocniejsze wciśnięcie powoduje nieprzyjemne rywki. Jazda potrafi być przez to mało płynna.
Tryb Sport jedynie podnosi poziom hałasu jednostki, ale dynamiki nie poprawia znacząco. Paradoksalnie, najlepiej sprawdza się tryb Eco, który pozwala na gładsze dozowanie mocy i sprawia, że auto rozpędza się najsprawniej, bez szarpania.
Na plus należy zaliczyć natomiast zawieszenie. Jest rozsądnie skalibrowane – nie jest ani za twarde, ani za miękkie, dobrze radząc sobie z typowymi polskimi nierównościami, jednocześnie zachowując zaskakującą zwartość w zakrętach. Za to układ kierowniczy jest dość miękki, co sprzyja manewrowaniu w mieście.
Bogactwo na start – co oferuje chiński SUV?
Jetour Dashing stawia na maksymalne bogactwo wyposażenia bazowego! Decydując się na podstawową wersję z silnikiem 1.5, otrzymujemy niemal komplet „asystentów dorosłej jazdy” oraz luksusy, które u konkurencji są tylko w topowych odmianach.
Podstawowy pakiet obejmuje:
- System monitorowania martwego pola i ostrzeganie o ruchu poprzecznym z tyłu.
- Czujniki parkowania oraz kamery 360 stopni (zamiast 540 w wersji mocniejszej).
- Pełne oświetlenie LED i szyberdach.
- Elektrycznie sterowane fotele przednie, z opcją ogrzewania i wentylacji.
- Schowek pod podłokietnikiem z funkcją chłodzenia.
- Android Auto i Apple CarPlay.
Wersja z silnikiem 1.6 litra (droższa o 17 000 zł) dodaje między innymi system ostrzegania przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu, adaptacyjny tempomat oraz większy 15,6-calowy ekran multimediów.
Cena – atrakcyjna alternatywa czy kalkulacja ryzyka?
Ceny Jetoura Dashinga to pole bitwy, na którym chiński SUV mierzy się z uznanymi rywalami. Startujemy od 112 900 zł za wersję bazową (1.5 T). Chcąc mocniejszego silnika 1.6 T, musimy wyłożyć minimum 129 900 zł.
Jak to wypada na tle konkurencji? Porównajmy z Dacii Bigster (która wchodzi na rynek): cena startowa to około 101 400 zł. Dacia oferuje szerszą gamę napędów (w tym LPG), ale pod względem udogodnień, jak wentylacja foteli czy kamery 360 stopni, Dashing bije ją na głowę już w standardzie.
Znacznie gorzej dla chińskiego gracza wypada starcie ze Skodą Kodiaq (rocznik 2026), która kosztuje katalogowo minimum 182 750 zł. W tym kontekście Dashing jest zauważalnie tańszy. Co prawda Kodiaq oferuje lepszą gamę silnikową (Diesel, hybrydy plug-in) i lepsze wyposażenie bazowe (np. trójstrefowa klimatyzacja), ale różnica w cenie jest kolosalna.
Jetour Dashing jest ofertą dla kogoś, kto szuka maksymalnego wyposażenia w cenie zbliżonej do podstawowej Dacii Bigster, jednocześnie nie chcąc płacić tyle co za Skodę Kodiaq. Atrakcyjny wygląd i przestronne wnętrze, połączone z bogatym sprzętem, mogą przekonać ostrożnych kupujących, pod warunkiem, że przełkną fakt, że jednostka napędowa ma tendencje do nadmiernego picia paliwa.
