KAS łapie tysiące nielegalnych hulajnóg z internetu.

Jarek Michalski

Fale tanich hulajnóg elektrycznych zalewają polski rynek, kusząc ceną, ale kryjąc pod sobą lawinę ryzyk – od bezpieczeństwa, przez finanse, po kwestie prawne. Organy ścigania biorą się za ten proceder, a konsumenci, zwabieni okazjami w Internecie, nie zawsze zdają sobie sprawę, w co tak naprawdę inwestują. Czy warto ryzykować, polując na te „superokazje”?

Polska zalana nielegalnym mikromobilnym towarem: Skala problemu, której nie widać

Nielegalne hulajnogi elektryczne w Polsce to już nie incydentalny problem, a masowe zjawisko. Szacunki Polskiego Stowarzyszenia Lekkiej Elektromobilności (PSLE) wskazują, że w samych 2025 roku wartość obrotu tym szarym towarem mogła osiągnąć co najmniej 200 milionów złotych. To kolosalna kwota, która przepływa bokiem od państwa i legalnej dystrybucji.

Skąd to się bierze? Głównym kanałem dystrybucji są internetowe platformy e-commerce. Sprzedawcy, często trudni do zidentyfikowania podmioty zagraniczne, kuszą konsumentów cenami, które potrafią być kilkaset złotych niższe niż u autoryzowanych dealerów. Wydaje się, że to świetna okazja, prawda?

Prawda jest jednak taka, że tę „oszczędność” osiąga się przez brutalne pomijanie wszelkich norm. To nie jest tak, że ktoś po prostu zrezygnował z marży. Omijane są podatki, cła, a przede wszystkim – wymogi techniczne i bezpieczeństwa dyktowane przez prawo unijne. A to, co importowane bez mrugnięcia okiem, najczęściej oznacza: brak wymaganej homologacji, niespełnianie norm bezpieczeństwa, ale też – potencjalnie – wadliwe akumulatory czy silniki o mocy przekraczającej dopuszczalne limity. Dla profesjonalisty z branży motoryzacyjnej brzmi to jak przepis na katastrofę na kołach.

Administracja Skarbowa wchodzi do akcji: Koniec sezonu na bezkarność?

Rosnąca skala szarego rynku nie mogła pozostać niezauważona przez organy państwowe. Teraz nadchodzi czas wyrównywania rachunków. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) podnosi rękawicę i zaostrza kontrole. Funkcjonariusze przechodzą specjalistyczne szkolenia, które mają ich przygotować do identyfikacji tych nieuregulowanych pojazdów.

Mówimy tu o wiedzy technicznej i prawnej – od regulacji unijnych, przez kwestie homologacyjne, aż po zawiłości Prawa o ruchu drogowym dotyczące urządzeń transportu osobistego (UTP). To już nie tylko sprawdzanie papierów, ale aktywne poszukiwanie pojazdów o nieuregulowanym statusie celno-skarbowym.

Efekty są już wymierne. Jako spektakularny przykład podano listopadowe postępowanie, w którym KAS zabezpieczyła w jednym magazynie ponad 2 tysiące elektrycznych rowerów i hulajnóg skazanych na nielegalną sprzedaż online. Jak zapowiada Ministerstwo Finansów, te działania będą kontynuowane, a współpraca z organami nadzoru rynku będzie zacieśniana. Ryzykujesz nie tylko kupując, ale i sprzedając te „okazje”.

Pułapki e-zakupów: Co tracisz, gdy oszczędzasz na hulajnodze?

Gdy patrzymy na atrakcyjną cenę, rzadko myślimy o „kosztach ukrytych”. W przypadku nielegalnych hulajnóg te koszty są bardzo realne i uderzają prosto w portfel i bezpieczeństwo kupującego.

Jeżeli Twoja przesyłka zostanie zatrzymana przez służby, możesz pożegnać się z dwoma rzeczami jednocześnie: swoim towarem i pieniędzmi. Opłata została uiszczona, ale pojazd nigdy nie trafi do obiegu, bo jego status prawny jest nullem. Najczęściej oznacza to, że pieniądze przepadły bezpowrotnie.

Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Najważniejsza jest kwestia bezpieczeństwa. Hulajnoga, która nie przeszła europejskich testów, to bomba z opóźnionym zapłonem. Mówimy tu o podwyższonym ryzyku awarii mechanicznej, a co gorsza – o zagrożeniu pożarowym związanym z wadliwymi lub niecertyfikowanymi akumulatorami litowo-jonowymi. Brak jakiejkolwiek zgodności z przepisami oznacza też, że gwarancja rynkowa jest iluzją, a serwisowanie staje się karkołomnym zadaniem.

Do tego dochodzi perspektywa kontroli drogowej. Jeśli sprzęt nie spełnia wymogów homologacyjnych, formalnie nie jest dopuszczony do ruchu po drogach publicznych. Skończy się to mandatem i konfiskatą pojazdu, co sprawi, że inwestycja w oszczędność zamieni się w podwójną stratę.

Tanie paliwo, drogie konsekwencje: Dlaczego klienci wciąż dają się nabrać?

Po co ten cały cyrk wokół tanich hulajnóg? Odpowiedź tkwi w ekonomii codziennego poruszania się. Mikromobilność, w swojej elektrycznej odsłonie, oferuje niesamowitą efektywność. Koszt przejechania stu kilometrów takim sprzętem to ledwie kilka złotych. To jest ta magiczna liczba, которая napędza popyt.

Sprzedawcy z szarej strefy mistrzowsko wykorzystują ten trend, licząc na to, że impuls zakupu przesłoni racjonalną analizę pochodzenia towaru. Jak zgodnie twierdzą eksperci PSLE, ta rzekoma oszczędność kilkuset złotych przy zakupie niemal zawsze kończy się generowaniem dodatkowych kosztów – finansowych, prawnych lub zdrowotnych. Na chwilę obecną, zakup e-hulajnogi z nieznanego źródła to loteria, w której stawką jest Twoje bezpieczeństwo i legalność posiadania sprzętu.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze