Kia K4 wchodzi na rynek: zastępca Ceeda z trzema silnikami benzynowymi i cenami od 109 tysięcy złotych.

Jarek Michalski

Zastąpienie ikony segmentu C to nie przelewki – zwłaszcza gdy mowa o modelu, który przez blisko dwie dekady definiował oblicze marki w Europie Środkowej. Kia K4 właśnie wjechała na salony, a wraz z nią debiutuje wersja Kombi. Czy mamy do czynienia z ewolucją, czy rewolucją, która zmiażdży konkurencję? Przyjrzyjmy się nowemu koreańskiemu graczowi, który aspiruje do zajęcia miejsca po nieśmiertelnym Ceedzie.

Kia K4. Co to za model, który wkracza na scenę?

Nowy model Kii, K4, to bez wątpienia wyczekiwany następca Ceeda. Choć premiera hatchbacka miała miejsce jesienią ubiegłego roku, teraz gama powiększa się o wersję Kombi, która już jest dostępna do zamawiania. Trzeba jasno postawić sprawę: K4 to już nie jest typowy, ciasny kompakt. Koreańczycy ewidentnie celują nieco wyżej; ten samochód balansuje na granicy segmentów C i D.

Weźmy wymiary pod lupę. Hatchback mierzy 4440 mm długości i imponujące 1850 mm szerokości, z rozstawem osi na poziomie 2720 mm. To już są konkretne parametry! Standardowy bagażnik oferuje 438 litrów pojemności, co dla wielu będzie satysfakcjonujące. Jednak prawdziwy game changer pojawia się w opcji Kombi. Ta wersja, przy zachowaniu tego samego rozstawu osi, urosła do 4695 mm – to ponad 25 centymetrów więcej niż w hatchbacku. Efekt? Bagażnik powiększa się do 604 litrów. To już niemal klasa wyższa, jeśli chodzi o przestrzeń ładunkową.

Estetyka? Tutaj Kia nie idzie na ustępstwa. Zastosowano światła typu „Star Map”, które widzieliśmy już w EV9, a do tego tylne klamki zostały sprytnie zintegrowane ze słupkiem C. Hatchback stylistycznie przypomina elektryczną Kię EV4, chociaż te detale jak pas przedni, zderzaki czy klapa bagażnika są wyraźnie odrębne. Warto odnotować, że elektryczny kuzyn nie doczekał się wersji kombi, co daje K4 przewagę w praktyczności.

Czy deska rozdzielcza Kii K4 to futurystyczny kokpit rodem z science fiction?

Jeśli spojrzymy do środka, Kia daje nam jasno do zrozumienia, że oto przyszłość motoryzacji jest już tu i teraz. Kabina K4 jest po prostu efektowna. Standardem jest potrójny zestaw ekranów: dwa 12,3-calowe wyświetlacze – ten na zegary i ten dla systemu infotainment – są wizualnie połączone z trzecim, 5,3-calowym panelem dedykowanym obsłudze klimatyzacji. Wszystkie te elementy znajdują się na jednym poziomie, tworząc wrażenie jednolitym, nowoczesnym pasem technologicznym. Takie rozwiązanie budzi uznanie i stawia poprzeczkę wysoko konkurencji.

Standard wyposażenia jest bogaty. Otrzymujemy bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto – to już nie luksus, lecz konieczność. Ale dla tych, którzy chcą mieć absolutnie wszystko, Kia oferuje opcjonalnie nagłośnienie Harman Kardon, cyfrowy klucz Digital Key 2.0, ładowarkę indukcyjną oraz pakiet usług Kia Connect wspierany przez aktualizacje OTA i hotspot Wi-Fi. W dobie ciągłej łączności, to kluczowe elementy.

Systemy wspomagania kierowcy (ADAS) również przeszły solidny lifting. Mamy tu Highway Driving Assist 2.0, Smart Cruise Control 2, monitorowanie martwego pola z wizualizacją na ekranie zegarów, kamerę 360° oraz zaawansowany układ awaryjnego hamowania, który widzi pojazdy, pieszych i rowerzystów. Systemy te sprawiają, że jazda staje się bezpieczniejsza, choć niektórzy puryści zawsze będą kwestionować, jak bardzo samochód ingeruje w sam proces prowadzenia.

Tylko benzyna na starcie? Gdzie jest elektronomia?

Na chwilę obecną, gama jednostek napędowych Kii K4 to istny hołd dla tradycyjnych silników benzynowych. Na naszych drogach póki co dostępne są trzy opcje, identyczne zarówno dla hatchbacka, jak i kombi:

  1. 1.0 T-GDI: Bazowy silnik generujący 115 KM, sparowany wyłącznie z sześciobiegową manualną przekładnią. To opcja dla tych, którzy cenią niższe zużycie paliwa i prostotę konstrukcji.
  2. 1.6 T-GDI: Dostępny w dwóch wariantach mocy – 150 KM lub 180 KM. Obie te jednostki są standardowo sprzęgnięte z siedmiobiegową skrzynią dwusprzęgłową DCT. Przyznam szczerze, to te mocniejsze warianty będą najczęściej wybierane do dynamicznej jazdy.

Warto podkreślić, że póki co wszystkie te warianty są napędzane wyłącznie na przednią oś. Zero zaskoczeń, standard w tym segmencie. Jednak Kia nie zapomniała o trendach. „Nieco później, ale jeszcze w 2026 roku, pojawi się odmiana hybrydowa”. Cóż, poczekamy. W erze dyrektyw Euro 7 i nacisków na dekarbonizację, brak hybrydy w momencie debiutu to krok, który może być dyskusyjny, ale najwyraźniej Kia ma jasny plan na elektryfikację w drugim etapie życia modelu.

Cennikowa konfrontacja: K4 kontra Ceed. Dlaczego jest drożej?

Przejdźmy do tego, co zazwyczaj najbardziej interesuje polskiego nabywcę – portfel. Kia K4 jest oferowana w trzech poziomach wyposażenia: M, L oraz sportowo stylizowanym GT Line. Warto zauważyć, że wyposażenie GT Line nie jest kompatybilne z bazowym silnikiem 1.0, a wersja M pomija najmocniejszą benzynę 1.0 (chyba że w źródle jest błąd, bo te zdania wydają się delikatnie sprzeczne, ale przyjmujemy pierwotne założenie: linia GT Line nie jest z bazowym silnikiem 1.0, a M nie jest z 180 KM).

Ceny otwierają następujące kwoty:

  • Hatchback K4 w wersji M z silnikiem 1.0 i manualem to wydatek 109 490 zł.
  • K4 Kombi w tejże konfiguracji startuje od 115 490 zł.

Dopłata za mocniejszy silnik 1.6 T-GDI (150 KM) z DCT to 9 tysięcy złotych. Przeskok do wersji wyposażenia L to dodatkowe 12 500 zł.

Kto marzy o sportowym wyglądzie, musi przygotować się na mocniejsze kwoty:

  • Ceny K4 GT Line hatchback (150 KM) startują od 152 000 zł, a w wersji 180 KM to już 156 500 zł.
  • Kombi GT Line jest jeszcze droższe: 160 500 zł (150 KM) i 165 000 zł (180 KM).

Jak to się ma do poprzednika? Nie jest zaskoczeniem, że jest drożej. I tu dochodzimy do sedna: „w przypadku bazowej wersji M – o 2 tys. zł, L – 8 tys. zł, a w przypadku GT Line – o około 15 tys. zł” drożej niż Ceed. Kia broni wyższej wyceny, argumentując, że K4 jest gabarytowo większa, a co najważniejsze, każda wersja jest „znacznie lepiej wyposażona” niż jej odpowiednik w Ceedzie. Innymi słowy, płacimy więcej za rozmiar i technologię. Pytanie brzmi, czy kupujący to zaakceptują, przesiadając się z auta, które było synonimem świetnego stosunku ceny do jakości.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze