Kierowca volkswagena uparł się, że z ronda zjedzie lewym pasem.

Jarek Michalski

Ronda – teoretycznie proste ronda, w praktyce pole bitwy na asfalcie. Czytając o kolejnych kolizjach, które generują spory i wymagają interwencji policji, można odnieść wrażenie, że polscy kierowcy traktują te skrzyżowania jako prywatną szkołę jazdy, gdzie obowiązują własne, często absurdalne, reguły. Przyjrzyjmy się zatem, dlaczego nawet pozornie banalne manewry na rondzie prowadzą do drogowej jatki i kto faktycznie ma rację, gdy dochodzi do stłuczki przy zjeździe z „wyspy”.

Kto zawinił, gdy Passat zderzył się z S-Klasą? Dramat na rondzie

Zdarzenie, które ilustruje całkowite rozdarcie w rozumieniu przepisów ruchu drogowego, miało miejsce całkiem niedawno. Mamy klasyczny układ sił: zderzenie Mercedesa klasy S, poruszającego się pasem zewnętrznym (prawym), z Volkswagenem Passatem, który z uporem godnym lepszej sprawy postanowił zjechać z ronda bezpośrednio z pasa wewnętrznego (lewego). Efekt? Kolizja jak spod podręcznika, ale dla uczestników – poważny problem i wezwanie służb.

Najbardziej frustrujący w tej historii jest brak elementarnego zrozumienia, co wydarzyło się na drodze. Kierowca Volkswagena, zamiast skromnie przyjąć fakt opuszczenia ronda i przecięcia innego pasa drogowego, zaczął snuć własną, prawną fantasmagorię. Twierdził, że włączenie kierunkowskazu automatycznie zdejmuje odpowiedzialność z niego na „tego drugiego”. To jest właśnie sedno polskiej patologii drogowej: myślenie życzeniowe zamiast znajomości kodeksu.

Co gorsza, sytuacja eskalowała do absurdu, gdy kierowca VW zaczął kwestionować autorytet funkcjonariusza policji. Policjant próbował mu wytłumaczyć fundamentalną zasadę: ustępowanie pierwszeństwa kierowcy znajdującemu się na pasie, na który wjeżdżamy. To jest podstawa bezpieczeństwa na każdej zmianie pasa, niezależnie od tego, czy jesteśmy na rondzie, czy w korku na autostradzie. Upór kierowcy Volkswagena był tak wielki, że policjanci musieli rozważać możliwość odebrania mu prawa jazdy za rażącą nieznajomość przepisów. A przecież rondo to nie teren poza prawem.

Czy można zjeżdżać z ronda lewym pasem? Prawda, której wielu unika

Zasady dotyczące jazdy po rondach są – uwaga, tu wkracza sedno problemu – banalnie proste, ponieważ nie znajdziemy ich wprost w Kodeksie drogowym jako osobnego rozdziału. Dlaczego? Bo na rondzie obowiązują te same zasady, co na każdym innym skrzyżowaniu, tyle że ruch jest okrężny. Dezorientacja bierze się z faktu, że niektórzy kierowcy wierzą, iż „okrężny ruch” implikuje „okrężne przepisy”.

Otóż nie. Na rondzie możemy jechać dowolnym pasem i z dowolnego pasa możemy zjechać. Tak, można zawrócić, trzymając się prawego pasa. Tak, można pojechać prosto (drugim zjazdem) z pasa wewnętrznego (lewego). Brzmi prosto, prawda?

Problem pojawia się w momencie zjazdu. Jeżeli decydujemy się opuścić rondo, jadąc pasem wewnętrznym (lewym), nieuchronnie przecinamy pas zewnętrzny. Tutaj wkracza aksjomat drogowy: musimy ustąpić pierwszeństwa tym, którzy na tym pasie się znajdują i kontynuują jazdę lub z niego zjeżdżają. Działanie kierowcy z Volkswagena, który z lewego pasa postanowił skręcić w prawo (pierwszy lub drugi zjazd), było rażącym naruszeniem tej zasady. Nie wystarczy kierunkowskaz, by zyskać mandat na to, by wymusić kolizję.

Dlatego też eksperci, dbając o płynność ruchu, zalecają klasyczną taktykę: jeśli skręcasz w prawo lub jedziesz prosto (pierwszy lub drugi zjazd), trzymaj się pasa zewnętrznego. Jeśli celujesz w lewo lub zawracasz (trzeci lub czwarty zjazd), zajmij najpierw pas wewnętrzny, a dopiero tuż przed docelowym zjazdem, bezpiecznie zmień pas na zewnętrzny. Bezpieczeństwo i płynność ruchu na tym polegają, a nie na agresywnej próbie przecięcia drogi innym.

Ekspercki werdykt: Co mówi prawo o zjeździe z lewego pasa?

Dla tych, którzy nadal szukają prawnych argumentów, by bronić postawy kierowcy Volkswagena, warto przywołać głos specjalisty. Zbigniew Drexler, autor fundamentalnego podręcznika „Przepisy ruchu drogowego z ilustrowanym komentarzem”, precyzyjnie rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące opuszczania ronda bezpośrednio z lewego pasa. Jak zauważa ekspert, podważanie tego zapisu jest sprzeczne z logiką przepisów manewrowych:

Przepisu nie można interpretować (co niekiedy się zdarza), jako zobowiązującego kierującego poruszającego się przy wyspie centralnej na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym i zamierzającego je opuścić, do zbliżenia się najpierw do prawej krawędzi jezdni ronda i z tego miejsca wjechania na drogę wylotową. Taka interpretacja jest sprzeczna z istotą przepisu art. 22 ust. 2, dotyczącego sytuacji przed skręceniem, a więc przed wjechaniem na skrzyżowanie, natomiast już na rondzie skręcanie jest realizowane odpowiednio do jego formy, która – jak wiadomo – bywa bardzo różnorodna.

Inaczej mówiąc: zasady pierwszeństwa obowiązują na całej długości zjazdu. Jeśli z lewego pasa „wjeżdżasz” na prawy, to tak, jakbyś wjeżdżał na skrzyżowanie bezkolizyjne, gdzie kierunkowskaz nie daje ci absolutnego prawa pierwszeństwa przed tymi, którzy już są na pasie docelowym. Cała sztuka polega na zrozumieniu, że opuszczając rondo z lewego pasa, wywołujesz nagłą zmianę pasa ruchu, podlegającą ogólnym regułom ustępowania pierwszeństwa. Kierowca Mercedesa, poruszający się pasem zewnętrznym, miał w tym przypadku prymat – jeśli tylko Passat wtargnął na jego tor jazdy.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze