Witajcie w erze, gdzie samochody myślą za kierowcę, a systemy ADAS (Advanced Driver Assistance System) stają się standardem, a nie luksusem. Choć przepisy Unii Europejskiej wymuszają montaż coraz bardziej zaawansowanych „anielskich stróżów technologicznych”, jak hamowanie awaryjne czy asystent pasa ruchu, wygląda na to, że samochody te mądrzeją szybciej niż ich właściciele. Czy kierowcy faktycznie ufają tej cyfrowej symbiozie na drodze? Odpowiedź może Was zaskoczyć.
Skąd to całe zamieszanie wokół ADAS? Obowiązek czy wygoda?
Systemy ADAS przestały być futurystyczną wizją – stały się twardym wymogiem legislacyjnym. Od połowy 2022 roku nowe modele wchodzące na rynek UE muszą być wyposażone w kluczowe elementy, takie jak system hamowania awaryjnego czy asystent utrzymywania pasa ruchu. To tempo narzucone przez regulacje sprawiło, że od 2024 roku każdy nowy samochód prosto z salonu to już pojazd naszpikowany elektroniką wspierającą kierowcę. Oprócz tych obligatoryjnych „must-have”, mamy opcje, które podnoszą standard komfortu, jak adaptacyjny tempomat. Jednak paradoks polega na tym, że im więcej technologii dostajemy, tym mniejszy entuzjazm widać za kółkiem.
Kierowcy w dylemacie: Chcą, ale bali się dotknąć
Przeprowadzony przez Boscha i BCG rzut oka na globalne podejście do systemów ADAS ujawnia intrygującą dysproporcję. Wyobraźcie sobie: 55 procent ankietowanych kierowców w krajach takich jak Chiny, Niemcy, USA czy Japonia, deklaruje gotowość do dopłacenia za najnowsze systemy asystujące. To brzmi jak zielone światło dla producentów, prawda? Nic bardziej mylnego! Otóż zaledwie 25 procent z tych samych osób faktycznie korzysta z nich regularnie. Pytanie brzmi: co się stało z tymi pozostałymi 75 procentami, czyli trzema na czterech kierowców, którzy systemy zainstalowane w aucie ignorują?
Dlaczego technologia, za którą płacimy, ląduje w kącie?
Przyczyna, dla której nowoczesne gadżety bezpieczeństwa spędzają większość czasu w stanie spoczynku, okazała się być prosta i bolesna: brak zaufania i elementarna niewiedza. Autorzy badania wskazują, że proces wdrażania technologii do użytku jest fatalnie przeprowadzony. Aż jedna trzecia badanych przyznała, że do tej pory systemy poznawała „metodą prób i błędów”. To sugeruje, że wizyta w salonie samochodowym nie zapewnia gruntownego przeszkolenia – kupujący dostają zaawansowany interfejs, ale brakuje im instrukcji obsługi pisanej językiem „dla kierowcy”.
Kiedy zapytano kierowców, dlaczego trzymają te technologiczne cacka w uśpieniu, padły konkretne zarzuty:
- 38 procent z nich stwierdziło, że systemów po prostu „nie lubi lub nie potrzebuje”. To frustrujące dla inżynierów, którzy w celu ratowania życia wkładali mnóstwo pracy w algorytmy.
- 24 procent skwitowało to po prostu: „nie wiedzą, jak z nich korzystać”.
Można by pomyśleć, że ten brak wiary szybko się uleczy, prawda? Niestety, na horyzoncie pojawia się większy sabotaż zaufania.
Upiory na drodze: Kiedy auto hamuje bez powodu
Najbardziej destrukcyjnym elementem podważającym zaufanie do pakietów ADAS jest zjawisko określane jako „hamowanie fantomowe”. Aż 40 procent ankietowanych miało już taką nieprzyjemną przygodę. Wyobraźmy sobie: jedziesz spokojnie, a Twój samochód, interpretując skrzyżowanie dróg podporządkowanych jako śmiertelne zagrożenie, nagle wpada w awaryjne hamowanie, choć realnego zagrożenia nie było. Czasem to wina algorytmu, który źle zinterpretował intencje innego kierowcy, a czasami, jak przyznają specjaliści, jest to po prostu błąd programistyczny, którego genezy nie da się jednoznacznie zidentyfikować. Powtarzające się „fantomy” nie tylko irytują, ale aktywnie zniechęcają do korzystania z asystentów i sprawiają, że kierowcy będą sceptyczni przy kolejnych dopłatach.
Co ciekawe, kierowcy stanowczo odrzucili także pomysł subskrypcji na systemy ADAS. Woleli jednorazową opłatę przy zakupie pojazdu, niż ciągłe płacenie za możliwość korzystania z funkcji bezpieczeństwa.
Czy etykietka „AI” działa jak odstraszacz?
W dobie wszechobecnej cyfryzacji, można by oczekiwać, że systemy reklamowane jako bazujące na Sztucznej Inteligencji (AI) zyskają na wiarygodności i zaufaniu. Tymczasem dla części kierowców bywa odwrotnie. Aż 25 procent respondentów w badaniu Bosch/BCG stwierdziło, że systemowi opartemu na algorytmach AI zaufałoby mniej niż standardowemu, mniej skomplikowanemu rozwiązaniu.
Generalnie, klimat wokół tych technologii jest chłodny, a ekspert motoryzacyjny może postawić tu odważną tezę: wizerunek ADAS padł ofiarą najmniej subtelnego ze swoich elementów – systemu monitorowania przekroczenia prędkości. W wielkomiejskich aglomeracjach, gdzie znaki ograniczeń prędkości zmieniają się co kilkaset metrów, to właśnie inteligentny ogranicznik najczęściej „krzyczy” fałszywymi alarmami. Gdy system ciągle sygnalizuje przekroczenie prędkości, podczas gdy kierowca wie, że jedzie zgodnie z prawem, cała gama zaawansowanych asystentów traci swój majestat i staje się zwykłym, irytującym szumem.
