Kierowcy ostrzą sobie zęby na przesądy: od zera na tablicy po zielone auta.

Jarek Michalski

Czy myśleliście, że zabobony to relikt przeszłości zanikający w naszej nowoczesnej epoce? Nic bardziej mylnego – one wciąż mocno zakorzenione tkwią w codziennym życiu, a kierowcy, jak się okazuje, mają swoje własne, sekretne pakiety przesądów. Przygotujcie się na podróż w głąb motoryzacyjnej numerologii i czarnych kotów, bo pewne symboliki mogą wpłynąć na wasz dzień za kółkiem.

Dlaczego trzeba uważać na tablice rejestracyjne z cyfrą 0?

Nie musimy być ekspertami od numerologii, aby wiedzieć, że liczba 13 budzi grozę. Jest uniwersalnym zwiastunem pecha, niczym miniaturowa bomba zegarowa w harmonogramie dnia. Przezorny kierowca unika jej jak ognia – na tablicach rejestracyjnych, a nawet (uwaga!) na pokrętle głośności radia, gdzie ustawienie jej na „13” może skończyć się lawiną nieszczęść. Ale czy to koniec listy tabu? Absolutnie nie. Okazuje się, że musimy zachować czujność także na cyfrę zero.

Dlaczego zero budzi kontrowersje? Skojarzenie jest tu zaskakująco trywialne: utożsamia się je z nicością, pustką. Przesądni kierowcy, by odczarować potencjalny pech, potrafią sięgać po radykalne metody. Mowa tu o dorysowywaniu małej kropki pośrodku zera, transformując je w coś bardziej „istniejącego” niż symbol pustki. I tu pojawia się haczyk, moi drodzy: „Radzimy z tym jednak uważać, bo jeśli policjant zauważy, że majstrowaliśmy przy tablicy, może nie wykazać się zrozumieniem i wtedy cyfra 0 faktycznie przyniesie nam pecha.” Legalność to jedno, a przesądne szczęście to drugie, ale konsekwencje prawne z pewnością wyprzedzą wszelkie ezoteryczne zmartwienia.

Czy czarny kot na drodze to wyrok? Nie daj się zmanipulować!

Obok trzynastki, czarny kot przebiegający drogę to absolutny klasyk motoryzacyjnych przesądów. Co robić, gdy to futrzaste, pechowe zjawisko przetnie naszą trasę? Według tradycji, aby zniwelować jego zgubny wpływ, należy natychmiast zarządzić objazd. Czy to oznacza, że nasza trasa zmieni się w labirynt tylko przez jednego kota? To już kwestia subiektywnego pojmowania bezpieczeństwa drogowego.

Jeśli jednak mowa o jeździe do ślubu, sytuacja staje się krytyczna. Wtedy czarne koty działają ze zdwojoną siłą. „Wtedy bowiem nie można ani się zatrzymywać (grozi to stagnacją w związku), ani zawracać (ryzykujemy niebezpiecznymi zwrotami we wspólnym życiu).” Spotkanie kota na drodze poślubnej to scenariusz rodem z horroru dla miłośników stabilizacji w związku.

A propos duchowego wsparcia dla kierowcy: istnieje też rytuał związany z odebraniem prawa jazdy. Podobno dla zapewnienia spokoju i bezpieczeństwa za kierownicą należy… podeptać nowo zdobyty dokument. Oczywiście, musimy być tu ekstremalnie ostrożni – łatwo jest zafundować sobie wizytę w wydziale komunikacji w celu złożenia wniosku o wtórnik, zanim jeszcze uda nam się legalnie ruszyć w trasę.

Porządek w samochodzie to ważna sprawa – albo finanse Cię opuszczą

Przejdźmy do porządku, który, jak powiadają znawcy przesądów, odzwierciedla stan duszy i zasobność portfela. Obowiązuje tu zasada: „bałagan w aucie to bałagan w życiu”. Zapominanie o wyrzucaniu opakowań po jedzeniu ma mieć bezpośredni wpływ na naszą sytuację materialną, przyciągając straty finansowe. Choć my, jako pragmatycy, dorzucilibyśmy tu oczywiście kwestie higieniczne, dla przesądnych to realne zagrożenie bankructwem!

Ale warto zajrzeć tam, gdzie bałagan lubi się gromadzić – pod dywaniki. Jeśli znajdziecie tam drobne monety, to znakominity omen. To nie tylko darmowy fundusz na opłaty za myjnię, ale przede wszystkim „drobne, to nie tylko przydadzą się one na odkurzacz lub myjnię, ale mają także zwiastować szczęście w przyszłości.” Szczęście w drobnych kwotach zaczyna się pod nogami!

Z innej beczki, ale również związanej z pomyślnością: po sprzedaży swojego starego wozu, zachowanie „jakiejś małej jego części” ma zapewnić pomyślność w nowej inwestycji.

Zielone samochody — relikt arszeniku czy współczesny mit?

Przesądy dotyczą także kolorów aut, co ma korzenie głębiej niż mogłoby się wydawać. Planując zakup nowego pojazdu, powinniśmy zastanowić się nad wyborem zielonego lakieru. To wyjątkowo kontrowersyjny kolor w świecie zabobonów. Obecnie, w erze ekologii, brzmi to absurdalnie, ale przesąd ma swoje podłoże w historii: „Aby uzyskać zielony kolor lakieru samochodowego dodawano do niego trujący arszenik.” Zatem obawa przed zielonym autem miała uzasadnienie zdrowotne, a nie metafizyczne. Na szczęście, czasy arszeniku w lakierach minęły, ale lęk przed tym kolorem pozostał „wiecznie żywy” w motoryzacyjnym folklorze.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze