Kierowcy płacą więcej, państwo zarabia krocie na A4 Katowice-Kraków.

Jarek Michalski

Wjazd na autostradę A4 Katowice-Kraków znów droższy, a w mediach zawrzało. Czy to tylko chciwość prywatnych operatorów, czy może skomplikowana gra finansowa, w której państwo zgarnia lwią część tortu? Najnowsze dane finansowe rzucają nowe światło na tę sprawę, komplikując czarno-biały obraz „drogiej autostrady”.

Podwyżki na A4 i A2 wywołały reakcję rządu. Czy koncesje są pułapką?

Od 1 kwietnia kierowcy muszą się liczyć z kolejną podwyżką stawek na płatnych odcinkach autostrad A4 oraz A2. Ta sytuacja – jak zwykle – wywołała falę oburzenia wśród użytkowników dróg. Ministerstwo Infrastruktury, pod wodzą Dariusza Klimczaka, nie pozostało bierne. Zapowiedziano gruntowną analizę, a nawet rozważa się radykalne kroki: wycofanie się Polski z umów koncesyjnych, które często określano jako „skrajnie niekorzystne”. Co więcej, resort infrastruktury zwrócił się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) z prośbą o weryfikację, czy operatorzy nie wykorzystują swojej pozycji rynkowej do narzucania kierowcom drakońskich stawek. Jest to o tyle symptomatyczne, że w świetle umów, państwo ma, delikatnie mówiąc, ograniczone pole manewru w kwestii kontroli cen. Ale czy rzeczywiście prywatny operator jest jedynym beneficjentem tego systemu?

Ile państwo zarabia na A4 Katowice-Kraków? Prawda ukryta w raportach

Gdy mówimy o prywatnej koncesji, naturalnie myślimy o wysokich zyskach operatora. Jednak spójrzmy na liczby przedstawione przez Stalexport Autostrady w kontekście odcinka A4 Katowice-Kraków. Spółka przechwaliła się „rekordowymi płatnościami na rzecz Skarbu Państwa w historii umowy na zarządzanie trasą”. To nie są drobne kwoty. Jak wynika z komunikatu, sam udział strony publicznej w zyskach z przedsięwzięcia za rok 2025 ma wynieść ponad 226 milionów złotych.

Przedstawiciele Stalexportu z dumą podkreślają, że łącznie – w okresie od 2016 do 2025 roku – państwo zarobiło na tej koncesji niemal miliard złotych, i to bez partycypowania w kosztach modernizacji i utrzymania trasy! To kluczowa informacja.

W 2025 roku przychody z poboru opłat na tej autostradzie osiągnęły kwotę 628,5 miliona złotych. Wykonajmy szybkie obliczenia: oznacza to, że około 36% wszystkich pieniędzy zostawionych przez kierowców na bramkach trafia bezpośrednio do budżetu państwa. Tymczasem operator, po potrąceniu tej kwoty i innych kosztów, zarobił na kierowcach niespełna 95 milionów złotych.

Płatności na rzecz Skarbu Państwa za 2025 rok wyniosły 226,7 mln zł. Natomiast za okres 2016–2025 państwo zyskało na koncesji prawie 1 mld zł. Stanowi to dodatkowy, istotny wkład do budżetu państwa, niezależnie od wpłaconych przez spółki Grupy Kapitałowej kwot podatków VAT i CIT.

Zatem, po raz kolejny okazuje się, że płacąc za przejazd, współfinansujemy nie tylko prywatny biznes, ale przede wszystkim budżet państwa.

Zarabia państwo, ale operator od lat też. Stabilny model dla wszystkich

Na pierwszy rzut oka, dane za 2025 rok mogą sugerować, że to Skarb Państwa jest głównym beneficjentem systemu opłat. Jednak poleganie wyłącznie na tym jednym, choć rekordowym, roku byłoby analitycznym samobójstwem. Trzeba spojrzeć na dłuższą perspektywę.

Zanim nastąpił skok wpływów państwowych, Stalexport Autostrady cieszył się stabilnym i rosnącym trendem zysków netto. Dane z lat poprzednich to potwierdzają: zysk netto wyniósł około 85 milionów w 2022 roku, przekroczył 110 milionów w 2023 roku, a w 2024 oscylował w okolicach 130–140 milionów złotych. Przy rocznych przychodach przekraczających 600 milionów, mówimy o bardzo solidnej i przewidywalnej rentowności. Koncesja na A4 nie jest więc jednorazowym strzałem w dziesiątkę; to dojrzały i intratny, wieloletni biznes.

2025 to rok, który zaburza obraz. Dlaczego zysk operatora nagle spadł?

Paradoksalnie, w 2025 roku, mimo wyższych przychodów z poboru opłat, zysk operatora spadł do wspomnianych około 95 milionów złotych. Dlaczego? To efekt ogromnych wydatków inwestycyjnych, które spółka ponosi, przygotowując autostradę do końca okresu koncesyjnego. Przypomnijmy – umowa wygasa 15 marca 2027 roku. W samym 2025 roku oddano do użytku 35 kilometrów nowej nawierzchni. Operator inwestuje, aby oddać drogę w nienagannym stanie, a te wydatki obniżają bieżący zysk netto.

W dłuższej perspektywie, zarówno państwo, zgarniające setki milionów z tytułu udziału w zyskach, jak i koncesjonariusz, czerpiący stabilne dochody z utrzymania (i podnoszenia) opłat, korzystają z wypracowanego modelu. Problem, który podgrzewa medialne spory, tkwi w braku elastyczności państwa w kontrolowaniu cen poboru opłat w trakcie trwania koncesji.

Kiedy A4 będzie bezpłatna? Ostatnia prosta przed przejęciem przez państwo

Koniec tej struktury jest już blisko. Aktualna umowa koncesyjna na kluczowy odcinek Katowice-Kraków wygasa 15 marca 2027 roku. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) konsekwentnie zapewnia, że po tej dacie autostrada przejdzie pod zarząd państwowy. Oznacza to, że, analogicznie do innych odcinków niezarządzanych przez prywatnych operatorów, przejazd z Krakowa do Katowic wreszcie stanie się darmowy. Do tego czasu jednak, dylemat pozostaje ten sam: kierowcy płacą coraz więcej, państwo inkasuje znaczną część tych pieniędzy, a operator utrzymuje wysokie marże i inwestuje w infrastrukturę w obliczu zbliżającego się finału umowy.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze