Kierowcy z Ukrainy ratują polski transport, ale egzamin na autobus wciąż po polsku.

Jarek Michalski

Wagonów pełnych towarów przybywa, a za kółkiem ciężarówek coraz częściej widzimy twarze spoza Polski. Sytuacja na rynku pracy w transporcie ciężkim osiąga stan krytyczny, a branża desperacko szuka ratunku. Czy obywatele Ukrainy i Białorusi są jedyną deską ratunku dla polskiego logistyki, i czy biurokracja nadąża za potrzebami rynku, zwłaszcza jeśli chodzi o uprawnienia zawodowe?

Polski transport na krawędzi: ilu tak naprawdę brakuje kierowców?

W polskim sektorze TSL (Transport-Spedycja-Logistyka) panuje prawdziwy głód rąk do pracy, a kierowcy z kat. C i C+E są na wagę złota. Szacunki są szokujące – organizacje branżowe mówią o deficycie rzędu 30 tysięcy, ale analitycy z IRU (Międzynarodowej Unii Przewoźników Drogowych) podbijają tę stawkę do blisko 80 tysięcy wakatów! Niektórzy, bardziej pesymistyczni badacze, twierdzą, że realne zapotrzebowanie może sięgać nawet 150 tysięcy, co w kontekście polskiej floty ciężarowej brzmi jak apokalipsa transportowa.

Problem jest szczególnie dotkliwy w zachodnich województwach. Bliskość strategicznego rynku niemieckiego działa jak magnes – wyższe pensje i perspektywa niemieckiej emerytury skłaniają polskich zawodowców do migracji za Odrę. Kto zatem ma poprowadzić te puste ciężarówki? Odpowiedź, jak na dłoni, leży na Wschodzie.

Obecnie w Polsce zawodem kierowcy trudni się około 600 tysięcy osób. Jak donosi Związek Zawodowy Transport i Logistyka Polska, już 163 tysiące z nich to obcokrajowcy. W tej grupie dominuje wschód: 85 tysięcy to Ukraińcy, a 60 tysięcy stanowią Białorusini. Ci kierowcy stają się nieoficjalnym filarem, który trzyma polski transport w ryzach.

Cudzoziemska nauka jazdy: czy po ukraińsku da się zdać na C i D?

Skoro nasi wschodni sąsiedzi stanowią trzon siły roboczej, nasuwa się logiczne pytanie: czy infrastruktura egzaminacyjna w Polsce jest gotowa na ich potrzeby językowe? Posłowie KO, Tomasz Piotr Nowak i Krzysztof Gadowski, postanowili dociekać w Ministerstwie Infrastruktury, jak wygląda sprawa egzaminów teoretycznych na kategorie C (ciężarówki) i D (autobusy) w języku ukraińskim.

Jak bowiem zauważyli w swojej interpelacji, sytuacja jest niejednolita: „Obecne przepisy umożliwiają cudzoziemcom zdawanie egzaminu teoretycznego na prawo jazdy kategorii B w języku ukraińskim. Niestety, w przypadku egzaminów na wyższe kategorie, takich jak C czy D, możliwość taka nie istnieje. Kandydaci zmuszeni są zdawać egzamin w języku polskim, co rodzi poważne trudności natury językowej”. Czy ministerstwo planuje ten stan zmienić?

Odpowiedź udzielona przez wiceministra Stanisława Bukowca była dosyć pouczająca, bo korygowała pewne założenia posłów. Okazało się, że stan wiedzy legislacyjnej w tej kwestii nie był w pełni aktualny. Wiceminister wyjaśnił:

„Możliwość przystąpienia do egzaminu państwowego na prawo jazdy w języku ukraińskim została przewidziana dla kategorii B oraz C. Pytania te zostały przetłumaczone przez Komisję do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych, zatwierdzone przez Ministra Infrastruktury oraz wprowadzone na salę egzaminacyjną, zatem kandydaci chcący przystąpić do egzaminu teoretycznego na prawo jazdy w języku ukraińskim mają już taką możliwość.”

To oznacza, że drogowi tytani z Ukrainy mają już opcję zdania teoretycznego na kategorię C, co jest kluczowe dla zatrudnienia w branży transportu towarowego.

Autobusy nadal w czarnej dziurze językowej?

Pozostaje jednak kategoria D, czyli uprawnienia do przewozu osób – autobusy. W tym aspekcie, jak wynika z odpowiedzi wiceministra, sytuacja jest znacznie mniej optymistyczna i biurokracja nie zamierza gonić za rynkowymi potrzebami.

„Jednocześnie wyjaśniam, że część teoretyczna egzaminu na kategorię D prawa jazdy nie jest obecnie przeprowadzana w języku ukraińskim, a wprowadzenie takiej możliwości nie jest w najbliższym czasie planowane. Ministerstwo Infrastruktury nie planuje wprowadzać również innych wersji językowych egzaminu teoretycznego na prawo jazdy kategorii D z uwagi na dotychczasowy brak zainteresowania ze strony potencjalnych kandydatów, Dyrektorów Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego oraz nadzorujących je marszałków województw.”

Tak więc, jeśli obcokrajowiec marzy o wożeniu polskich (lub europejskich) pasażerów autokarem, musi wykazać się biegłością w polskim materiale egzaminacyjnym. Na ten moment ministerstwo widzi brak zainteresowania i tym samym brak uzasadnienia dla tłumaczenia skomplikowanych przepisów drogowych dla kategorii D na ukraiński. Co to oznacza dla kandydatów na kierowców autobusów?

Wiceminister Bukowiec wskazał ścieżkę alternatywną, choć daleką od ideału. Cudzoziemiec, który nie włada biegle polskim, może skorzystać z pomocy tłumacza przysięgłego. Jest jednak haczyk: tłumacz może asystować wyłącznie przy części teoretycznej, i to tylko do momentu rozpoczęcia testu – jego rola ogranicza się do wyjaśnienia zasad egzaminacyjnych i rozwiania wątpliwości proceduralnych. Co ciekawe, w części praktycznej, czyli na placu lub w ruchu drogowym, tłumacz przysięgły jest obecny przez cały czas trwania egzaminu, co ma zapewnić klarowność poleceń i ocen. Czy to satysfakcjonujące rozwiązanie dla kogoś, kto musi zrozumieć niuanse polskiego taryfikatora mandatowego? Wątpliwe, ale na razie to jedyna droga do zdobycia „prawka” na autobus bez znajomości polskiego na poziomie, który pozwoli zdać sam test teoretyczny.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze