Komisja Europejska rozważa opóźnienie zakazu sprzedaży aut spalinowych.

Jarek Michalski

Gorąca debata w świecie motoryzacji przybiera na sile, a Bruksela zdaje się ulegać presji. Czy majaczący w horyzoncie zakaz sprzedaży aut spalinowych od 2035 roku faktycznie może zostać odroczony? Europejski przemysł motoryzacyjny, dławiony rosnącą chińską konkurencją, alarmuje, że twarde cięcia mogą doprowadzić do katastrofy, a Niemcy walczą o elastyczność. Czy wizja elektromobilności ulegnie rewizji?

Pakiet dla branży motoryzacyjnej: Czy 2035 rok jest do obrony?

Wygląda na to, że europejscy decydenci zaczynają nabierać wody w usta. Kryzys w sektorze, potęgowany przez dynamiczny napór chińskich producentów, sprawia, że plany dotyczące całkowitego unicestwienia silników spalinowych w roku 2035 mogą okazać się przedwczesne. Komisarz UE ds. transportu, Apostolos Tzitzikostas, dał do zrozumienia, że kalendarz może ulec przesunięciu. Choć pierwotnie pakiet wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego miał zostać ogłoszony 10 grudnia, termin ten prawdopodobnie zostanie przesunięty na początek stycznia. Komisja, jak podkreślił komisarz, „wciąż nad tym pracuje”, celując w prezentację dokumentu, który będzie „naprawdę kompleksowy” i obejmie wszystkie kluczowe obszary.

To nie tylko kwestia terminów ogłaszania strategii; sedno sprawy leży w samym celu redukcji emisji CO2 o 100 proc. dla nowych aut w 2035 roku. Niemcy, jako motoryzacyjne serce Europy, wywierają coraz większą presję. Postulaty Berlina, wspierane przez lokalny przemysł, dążą do bardziej pragmatycznego podejścia. Sugeruje się elastyczność, która pozwoliłaby na dopuszczenie do sprzedaży po tym terminie nowoczesnych jednostek spalinowych oraz, co kluczowe, hybryd typu plug-in. To olbrzymia zmiana kursu, biorąc pod uwagę, że wcześniej Unia dążyła do całkowitego wykluczenia tych technologii. Dlaczego? Hybrydy plug-in stanowią obecnie dynamicznie rosnący segment rynku – ich rynkowy udział rośnie, a dla konsumentów bywają logicznym pomostem w transformacji.

Czy Europa musi być naiwna w obliczu chińskiej dominacji?

Problemy europejskiego przemysłu są złożone, ale w ostatnich miesiącach na pierwszy plan wysunął się jeden, potężny czynnik: rosnąca siła chińskiej konkurencji. Ta ekspansja nie jest jedynie uzupełnieniem rynku – to coraz poważniejsze wyzwanie dla europejskich gigantów.

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. dobrobytu i strategii przemysłowej, Stephane Sejourne, nie krył zaniepokojenia, stwierdzając w rozmowie z „La Stampa”:

„Musimy być mniej naiwni i powrócić do standardów wszystkich największych gospodarek świata. Jesteśmy jedynym kontynentem, któremu brakuje strategicznego myślenia w zakresie polityki przemysłowej”.

To ostry sygnał, że Bruksela zdaje sobie sprawę z konieczności obrony własnego bastionu motoryzacyjnego. Wygląda na to, że unijni urzędnicy intensywnie pracują nad środkami, które mogłyby skutecznie ograniczyć wpływ chińskiej motoryzacji na Starym Kontynencie. Choć mówi się o wprowadzeniu nowej kategorii małych samochodów jako wsparciu, wielu ekspertów uważa to za kroki niewystarczające, aby efektywnie kontrować subsydiowaną ekspansję z Azji. W tym kontekście, ponowna analiza planu z 2035 roku wydaje się być nie tyle opcją, co koniecznością strategiczną.

Berlin interweniuje: Szukanie złotego środka między klimatem a przemysłem

Inicjatywa Niemiec jest tu decydująca, ponieważ to właśnie niemiecka klasa polityczna, mająca na wyposażeniu potężne koncerny, forsuje bardziej zniuansowane podejście. Kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, wraz z koalicją CDU/CSU i SPD, naciska na złagodzenie restrykcyjnych ram. Merz jasno zakomunikował, że cele klimatyczne są ważne, ale nie mogą one działać destrukcyjnie na fundamenty gospodarki:

„Nie może dojść do twardego odcięcia w 2035 r.”.

Co dokładnie proponuje Berlin? Model, w którym po 2035 roku w salonach będą obecne samochody wyposażone zarówno w napęd w pełni elektryczny, jak i te z zaawansowanymi silnikami spalinowymi połączonymi z elektrycznymi, czyli właśnie wspomniane hybrydy. Innymi słowy, zamiast całkowitego zakazu ICE (Internal Combustion Engine), proponuje się technologiczną neutralność lub przynajmniej okres przejściowy, dający czas na dojrzewanie infrastruktury i technologii bateryjnych na europejską skalę. Komisarz Tzitzikostas przyznał, że list z propozycjami ze strony niemieckiej został „bardzo pozytywnie przyjęty”, co sugeruje, że KE jest gotowa do rekalibracji kursu. Zatem rewidowanie zakazu 2035, napędzane obawami o konkurencyjność i spadek sprzedaży, staje się coraz bardziej realnym scenariuszem.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze