Krakowscy kierowcy protestują przeciwko strefie czystego transportu.

Jarek Michalski

Krakowska Strefa Czystego Transportu (SCT) po raz kolejny stała się epicentrum gorących debat i radykalnych protestów. Podzieleni mieszkańcy, zaniepokojeni kierowcy i zarządcy miasta mierzą się z falą niezadowolenia, która przejawia się demonstracjami ulicznymi i aktami wandalizmu. Czy to dopiero początek większej wojny o przestrzeń miejską i swobodę poruszania się?

Dwa protesty, jeden cel: Rewizja strefy

Kraków nie zwalnia tempa w kwestii kontrowersyjnej Strefy Czystego Transportu. Ostatnie dni to kulminacja nastrojów, czego dowodem były dwie równoległe demonstracje zorganizowane przez różne grupy obywatelskie. Pierwsza akcja, zorganizowana m.in. przez ruch społeczny Nie oddamy miasta, Fundację Wolność i Własność oraz Komitet Społeczny „Kraków dla Kierowców”, rozpoczęła się symbolicznym akcentem – pod siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa, czyli organu odpowiedzialnego za funkcjonowanie strefy.

Druga demonstracja, pod szyldem grupy Co dalej z Krakowem, w której uczestniczyły także takie inicjatywy jak Zrównoważona mobilność czy Miasteczko studenckie bez cenzury, miała bardziej widowiskowy przebieg. Uczestnicy przemaszerowali centrum miasta, eskalując swoje żądania aż pod magistrat. Kulminacją było zawieszenie na drzwiach urzędu przy Placu Wszystkich Świętych teczki z konkretnymi postulatami.

Protestujący są nieugięci. W sformułowanym piśmie podnoszą fundamentalną kwestię: uchwała o SCT ma ich zdaniem ingerować w podstawowe prawa, takie jak prawo do korzystania z własności oraz swoboda poruszania się. Co więcej, zarzucają miastu, że dokument powstał „na podstawie nieaktualnych danych i ‘pozornych konsultacji’”. Ich żądania koncentrują się na rewizji zasad funkcjonowania SCT, domagając się uproszczenia regulacji i drastycznego ograniczenia jej zasięgu – maksymalnie do wnętrza II obwodnicy. To mocny sygnał dla władz miasta, że obecny kształt strefy jest dla dużej części mieszkańców nie do przyjęcia.

Portfel czy powietrze? Mocne hasła na transparentach

Emocje, jak łatwo się domyślić, nie ograniczyły się jedynie do formalnych pism. Ulice Krakowa wypełniły się mocnymi, czasem ciętymi hasłami, które doskonale oddają frustrację kierowców. Transparenty nie oszczędzały nikogo, celując prosto w sedno konfliktu. Mogliśmy przeczytać między innymi:

„Ta strefa nie czyści powietrza, tylko portfele!”

Inne hasła miały charakter polityczny, uderzając bezpośrednio w osoby odpowiedzialne za wdrożenie regulacji:

„Strefa do likwidacji, radni do wymiany, Franek i Miszalski dymisja”

A dla tych, którzy czują się wykluczeni z miejskiej tkanki, rozbrzmiewało hasło:

„SCT = wykluczenie komunikacyjne”.

Mimo napięcia, małopolskiej policji potwierdziła, że oba protesty przebiegły spokojnie.

Miasto odpowiada mitami i faktami

Władze Krakowa nie zamierzają pozostawać bierne wobec narastającej krytyki. W momencie, gdy odbywała się pierwsza demonstracja, urząd miasta wykorzystał media społecznościowe do „edukacji” mieszkańców poprzez publikację zestawu „mitów i faktów” dotyczących SCT.

Przekaz urzędników jest jasny: strefa ma rygorystycznie ograniczać wjazd tylko tym pojazdom, które generują największe zanieczyszczenie. Urząd przekonuje, że statystyki pokazują, iż większość samochodów w Krakowie albo spełnia wymogi, albo kwalifikuje się do wyjątków, na przykład z racji zameldowania w obrębie strefy. Co więcej, miasto zapewnia, że środki z opłat SCT zostaną skierowane strategicznie – na rozwój parkingów Park&Ride oraz na programy wymiany starych pieców, co ma bezpośrednio wpłynąć na poprawę jakości powietrza w całej aglomeracji.

Wandalizm jako forma „konsultacji”

Niestety, spór o ekologię i mobilność przybiera także destrukcyjną formę. Ruch uliczny wokół SCT jest zakłócany nie tylko przez protesty, ale i akty wandalizmu wymierzone w infrastrukturę informacyjną. W pierwszych czterech dniach funkcjonowania strefy przeciwnicy SCT zdążyli zniszczyć lub ukraść aż 20 znaków drogowych. Aktualnie mowa jest o prawie 40 zdewastowanych lub zniszczonych spośród wszystkich 180 zainstalowanych w mieście. Zdjęcia pomalowanych, przewróconych czy usuniętych tablic regularnie pojawiają się w sieci, ilustrując radykalizację nastrojów wśród części zmotoryzowanych mieszkańców.

Płynny reżim mandatowy i wyrok sądu

Na froncie egzekwowania przepisów panuje tymczasowa taryfa ulgowa. Władze miasta poinformowały, że w okresie od 1 do 8 stycznia straż miejska zatrzymała ponad 800 pojazdów, odnotowując blisko sto dwadzieścia wykroczeń. Choć nałożono trzy mandaty, to… nie były one bezpośrednio związane z wjazdem do SCT. Dotyczyły one agresywnego zachowania kierowców wobec funkcjonariuszy, którzy deklarowali brak zamiaru przestrzegania nowych reguł. Pełnoprawne kary pieniężne za naruszenie przepisów SCT mają zacząć być aplikowane dopiero od połowy roku, co daje kierowcom czas na adaptację (lub dalszą mobilizację).

W międzyczasie, w obliczu prawnej niepewności, oczy wielu mieszkańców są zwrócone na Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. Zaplanowano, że 14 stycznia sąd rozpatrzy złożone skargi na uchwałę dotyczącą SCT. Należy jednak studzić entuzjazm – wyrok WSA, choć ważny, na tym etapie nie będzie prawomocny, a zatem nie ma mocy, by natychmiast wstrzymać działanie strefy, dając miastu de facto zielone światło do kontynuowania obecnej polityki.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze