Kraków, niegdyś perła architektury, dzisiaj bywa piekłem dla zmotoryzowanych. Napięcie narasta, a kierowcy czują się coraz bardziej osaczeni przez restrykcje miejskie. Czy nowy prezydent, Aleksander Miszalski, znajdzie sposób, by załagodzić ten bunt, czy też pogłębi kryzys zapoczątkowany przez poprzednika? Analizujemy serię niepopularnych decyzji, które doprowadziły miasto na skraj politycznego trzęsienia ziemi.
Jak Kraków zamienił się w motoryzacyjne pole bitwy?
Nie da się ukryć, że ostatnie lata w Krakowie dla kierowców były pasmem udręk. Jacek Majchrowski, ustępujący prezydent, pozostawił miasto w stanie permanentnego zatoru, co było efektem specyficznej polityki transportowej. Mówiąc wprost – ulice były systematycznie zwężane, a organizacja ruchu często nosiła znamiona absurdu. Skutek? Niskie notowania, które zresztą zmusiły prezydenta Majchrowskiego do rezygnacji z dalszej walki o fotel. Niestety, dla zmotoryzowanych mieszkańców, zmiana na szczycie władzy nie przyniosła oczekiwanego oddechu.
Nowe otwarcie, stare tory: Miszalski kontynuuje walkę z autem
Aleksander Miszalski, obejmując urząd, niemal natychmiast dał do zrozumienia, że wizja transportowa miasta nie ulegnie diametralnej zmianie. Wręcz przeciwnie – walka z kierowcami została zaostrzona. Kamień milowy tego nowego rozdziału stanowi wejście w życie Strefy Czystego Transportu (SCT) 1 stycznia. Co szczególnie zabolało, to fakt, że SCT objęła cały obszar wewnątrz obwodnicy (A4, S52 i S7). Choć mieszkańcy protestowali w konsultacjach społecznych, ich głosy zostały zignorowane, co wywołało lawinę oburzenia.
To jednak był dopiero początek. Zaledwie miesiąc później, od 1 lutego, twarda ręka objęła Strefę Płatnego Parkowania (SPP). Godziny obowiązywania opłat wydłużono z 20:00 do 22:00. Ale to niedziela stała się symbolicznym punktem zapalnym. Dotychczasowa jedyna ostoja darmowego parkowania – święta niedziela – również została objęta opłatami w strefie A (ścisłe centrum). Dla wielu to było przysłowiowe przelanie czary goryczy.
Na dokładkę, niczym świąteczny (czy raczej anty-świąteczny) prezent, ogłoszono podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej, która ma wejść w życie 2 marca. Te decyzje, wprowadzane jedna po drugiej, doprowadziły do gwałtownego spadku notowań prezydenta Miszalskiego. Rosnące niezadowolenie społeczne szybko przełożyło się na realne działania polityczne – rozpoczęto zbieranie podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta, w które zaangażowała się cała opozycja. Jak widać, referendalne starcie w Krakowie wydaje się być już tylko kwestią czasu.
Prezydent się cofa? Wycofanie ciosów i niespodziewane dymisje
W obliczu narastającego kryzysu i realnej groźby utraty stanowiska, prezydent Miszalski podjął manewr obronny, rozpoczynając wycofywanie się z najbardziej kontrowersyjnych zmian. Pierwszym celem stała się SCT. Ogłoszono konieczność „korekty Strefy Czystego Transportu”. Chociaż konkretne założenia tej korekty są na razie mgliste – to obietnice bez twardych ustaleń – można spekulować, że chodzi przede wszystkim o redefinicję obszaru, na którym SCT obowiązuje.
Równolegle nastąpił ruch personalny. Odwołany został dyrektor Zarządu Transportu Publicznego (ZTP) w Krakowie, Łukasz Franek. Postać ta, pełniąca funkcje dyrektorskie od lat, także za kadencji Majchrowskiego (najpierw w ZIKiT), jest powszechnie uważana za głównego architekta utrudnień dla kierowców w mieście. Co ciekawe, sytuacja wokół odwołania jest niejasna. Służbowo Łukasz Franek pojawił się ponoć w siedzibie ZTP po urlopie, a pracownicy powitali go entuzjastycznymi brawami. Ten medialny zgrzyt tylko podsycil narrację o chaosie decyzyjnym.
Czy parkowanie w niedzielę może uratować prezydenturę?
Zmiany nie ominęły również obleganej SPP. W czwartkowy poranek prezydent ogłosił propozycję skierowaną do Rady Miasta, która potencjalnie może złagodzić nastroje na weekendy. Mowa o zwolnieniu mieszkańców Krakowa z opłat za parkowanie w niedzielę. Według deklaracji, płacić mieliby wyłącznie przyjezdni. Technicznie, jak zaznaczono, zmiana ta jest prosta do wdrożenia, gdyż system taryfikacji (stawki są już zróżnicowane) pozwala na takie rozróżnienie.
Te chaotyczne korekty – obietnice zmian w SCT, odwołanie dyrektora ZTP oraz liberalizacja niedzielnego parkowania – to próba załagodzenia politycznego pożaru. Pozostaje otwartą kwestią, czy te kroki wystarczą, by zdjąć z referendum grożące miastu, a także czy Aleksander Miszalski nie będzie zmuszony wycofać się także z planowanych podwyżek cen miejskiej komunikacji. Na razie Kraków wstrzymuje oddech, obserwując, czy pożary gaszone są benzyną, czy wodą.
