Cała branża turystyczna wstrzymała oddech, ale sektor autokarowy łapie się za głowę. Mamy do czynienia z prawdziwym tsunami straty, a najmocniej oberwali przewoźnicy operujący na dalekich trasach. Spadek liczby pasażerów z Azji i Bliskiego Wschodu jest dramatyczny i stawia pod znakiem zapytania sensowność inwestycji w nowoczesną flotę. Czy czeka nas powtórka z kryzysu pandemicznego, tylko tym razem wywołana geopolityką?
- 70 procent turystów mniej. Rynek autokarowy traci azjatyckich gigantów
- Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w transport turystyczny – Dubaj zamyka bramy?
- Autokary bez zleceń. Czy 12 tysięcy pojazdów czeka na lepsze czasy?
- Nadpodaż usług i paliwowa pułapka – jak przetrwać na minimalnej marży?
- Branża autokarowa apeluje o wsparcie – czy UE pamięta o 638 milionach?
70 procent turystów mniej. Rynek autokarowy traci azjatyckich gigantów
To nie są ćwiczenia. Dane Polskiego Stowarzyszenia Przewoźników Autokarowych (PSPA) malują obraz, który przyprawia o zawrót głowy: liczba turystów z Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, korzystających z usług autokarowych w Europie, runęła o minimum 70 procent. Jeśli dodamy do tego fakt, że ruch z krajów Zatoki Perskiej oraz z Izraela „praktycznie zanikł”, otrzymujemy receptę na kryzys. A przecież ci klienci stanowili esencję lukratywnych, objazdowych wycieczek po Starym Kontynencie. Eksperci PSPA podkreślają, że polskie firmy odpowiadają za ponad jedną trzecią obsługi takich grup na rynku europejskim – to ogromny kawałek tortu, który nagle zniknął.
Wojna na Bliskim Wschodzie uderza w transport turystyczny – Dubaj zamyka bramy?
Co spowodowało tak gwałtowne odcięcie dopływu pasażerów? Bezpośrednią przyczyną jest trwający konflikt na Bliskim Wschodzie, który wywołał efekt domina w logistyce lotniczej. Kluczowy hub komunikacyjny, jakim jest Dubaj, notuje ograniczenia w siatce połączeń. Mówiąc językiem bardziej technicznym, zaburzenie efektywności połączeń transferowych przełożyło się na drastyczny wzrost biletów lotniczych – w niektórych przypadkach mówimy o kwotach kilkukrotnie wyższych.
Efekt? To prosta matematyka regresji popytu. Z grup, które jeszcze niedawno liczyły srogie 50 osób, zostaje garstka turystów. Jak celnie zauważają przedstawiciele branży: „Taki poziom popytu nie uzasadnia wykorzystania pełnowymiarowych autokarów turystycznych”. Mamy tu do czynienia z sytuacją, w której potężne maszyny, zaprojektowane do przewozu dużych grup, jeżdżą niemal puste, co jest ekonomicznym samobójstwem.
Autokary bez zleceń. Czy 12 tysięcy pojazdów czeka na lepsze czasy?
Skala polskiego rynku autokarowego jest imponująca, ale obecna sytuacja pokazuje jego wrażliwość na czynniki zewnętrzne. Na koniec 2025 roku polscy przewoźnicy dysponowali flotą około 12 tysięcy pojazdów, obsługiwanych przez 2,8 tysiąca firm. Warto pamiętać, że jeszcze niedawno panował szał inwestycyjny. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynikało, że w 2025 roku nastąpił spory wzrost zakupów – 459 nowych autokarów i 850 używanych, co oznacza wzrosty odpowiednio o 17 i 24 procent rok do roku. To były inwestycje oparte na prognozie utrzymania wysokiego popytu. Dziś część tego drogiego taboru stoi nieużywana, a przedsiębiorcy wstrzymują odbiory nowych pojazdów, których cena idzie w setki tysięcy, a nawet miliony złotych.
Nadpodaż usług i paliwowa pułapka – jak przetrwać na minimalnej marży?
Kiedy popyt spada, a podaż pozostaje na wysokim poziomie (bo przecież autokarów się nie sprzedaje z dnia na dzień), następuje brutalne zjawisko: nadpodaż usług. Branża alarmuje, że na jedną grupę turystyczną potrafi rywalizować nawet 50 autokarów. To krwawa wojna cenowa, która nieuchronnie prowadzi do obniżania marż do zera, a często nawet poniżej progu rentowności.
Paradoksalnie, w tym samym czasie rosną koszty operacyjne, szczególnie ceny paliwa – ten klasyczny dylemat transportowy uderza teraz ze zdwojoną siłą. Problem ten jest strukturalny; ruch turystyczny wewnątrz Europy, choć ważny, nie jest w stanie skompensować gigantycznych strat po utracie klientów z Azji i Bliskiego Wschodu. Przypomnijmy, sam ruch obsługiwany przez połączenia przez ZEA generował rocznie ponad 11,6 miliona pasażerów między Europą a Azją.
Branża autokarowa apeluje o wsparcie – czy UE pamięta o 638 milionach?
Przewoźnicy patrzą w przeszłość i widzą światełko, choćby migoczące. Sytuacja fiskalna i operacyjna staje się niepokojąco podobna do tej z początków pandemii. Dlatego branża głośno, niemal teatralnie, apeluje o interwencję. Powołują się na historyczne precedensy: w 2021 roku Komisja Europejska zatwierdziła dla Polski program wsparcia dla sektora autobusowego o wartości blisko 638 milionów złotych. Branża autokarowa, zatrudniająca dziesiątki tysięcy osób i będąca filarem turystyki przyjazdowej, stoi na krawędzi utraty płynności finansowej z powodu nagłego załamania popytu i potężnych kosztów stałych utrzymania floty. Czy decydenci wyciągną wnioski, czy pozwolimy, by ten kluczowy element polskiej mobilności gospodarczej zatonął?
