Gdy benzyna jest droższa niż złoto, inżynieria staje się desperacką sztuką przetrwania. Na Kubie, gdzie braki surowców naftowych paraliżują kraj, mechanicy wyciągają zakurzone patenty z czasów wojny. Czy Wasz stary, kultowy Fiat 126p może jeździć na… węgiel drzewny? Odpowiedź znajdziecie w historii innowacyjnego Kubanczyka, który postanowił zdystansować się od kryzysu energetycznego, wracając do technologii pamiętającej czasy II wojny światowej. To jest motoryzacja w ekstremalnych warunkach!
Kubański Maluch kontra globalny kryzys: Węgiel zamiast benzyny
Kryzys energetyczny na Kubie przybrał rozmiary, które zmuszają do niestandardowych rozwiązań. Problem zaczął się od zatrzymania dostaw ropy z USA i Wenezueli, skutkiem czego benzyna stała się towarem reglamentowanym, a na czarnym rynku jej cena osiąga astronomiczne kwoty – blisko 30 zł za litr, sześciokrotnie więcej niż oficjalna stawka! W obliczu takiej sytuacji, przerabianie samochodów na paliwa alternatywne przestaje być fanaberią, a staje się koniecznością do zachowania mobilności.
Właśnie w tym gorącym klimacie inżynierii partyzanckiej bryluje mechanik Juan Carlos Pino z miejscowości Aguacate. Ten człowiek, zamiast narzekać, postanowił wziąć sprawy (i Malucha) w swoje ręce. Jego dzieło? Fiat 126p z 1980 roku, który, zamiast standardowej 650-tki, teraz napędzany jest gazem z węgla drzewnego, czyli holzgazem. Juan przyznaje, że inspiracja przyszła od jego zmarłego wuja, również mechanika, który znał tę technologię z okresu II wojny światowej. To swoisty powrót do korzeni, tyle że zasilany czarnym złotem z grilla.
Jak zbudować „wę glowóz” w Maluchu? Wykorzystanie złomu w służbie mobilności
Konstrukcja, która wyjechała z warsztatu Juana, to majstersztyk oszczędności i pomysłowości. Zamiast skomplikowanych systemów, użyto tego, co było pod ręką. Za zbiornik paliwa służy dwucylindrowa butla po propanie, którą uszczelniono pokrywą od transformatora. Proste, skuteczne, tanie. A co z filtrem? Tutaj w ruch poszła bańka na mleko wypełniona starymi ubraniami – idealny, improwizowany filtr do oczyszczania gazu z sadzy.
Cały ten „reaktor” przymocowano z tyłu pojazdu, co miało swoje logiczne uzasadnienie: wymontowanie tylnej klapy Malucha naturalnie ułatwiło dostęp do jednostki napędowej i podłączenie nowego układu zasilania. Zamiast benzyny, silnik zasysa teraz ten opałowy gaz.
Warto zaznaczyć, że ten kubański Maluch już wcześniej przeszedł szereg modyfikacji, co jest standardem w tamtym regionie. Z zewnątrz rzuca się w oczy srebrny lakier, przyciemniane szyby i bagażnik dachowy z dumnym napisem „AC Racing” – ironiczny akcent na dwucylindrowce. W kabinie znajdziemy kierownicę z drewnianym wieńcem i jasnokolorowe pokrowce z napisem „Polski Fiat”. Nic dziwnego, że miejscowi pieszczotliwie nazywają właściciela „Polaquito”, czyli „Polaczek”.
Czy silniki zasilane węglem to klucz do energetycznej rewolucji, czy tylko prowizorka?
Juan Pino jest absolutnie zadowolony z rezultatów swojego eksperymentu. Podczas testów udało mu się przejechać 85 kilometrów, osiągając maksymalną prędkość 70 km/h. Oczywiście, nikt nie oczekuje, że Maluch na holzgazie będzie bił rekordy na autostradzie. Właściciel sam przyznaje, że wolałby jeździć na benzynie, ale w obecnej sytuacji, gaz drzewny to jedyny sposób, by w ogóle się ruszyć. Co więcej, zapowiada, że zamierza zrobić podobny „upgrade” w swoim ciągniku rolniczym, by praca na polu nie stanęła.
Co ciekawe, ta wizja ogniska na pace wzbudza ogromne zainteresowanie nie tylko wśród kierowców. W kontekście braku prądu i paliwa dla lokalnych generatorów, możliwość pozyskiwania energii z materii organicznej (oprócz węgla, może to być słoma czy chrust) staje się potencjalnym lokalnym rozwiązaniem kryzysu energetycznego. Ruch to podstawa, a holzgaz pozwala ruszyć z miejsca.
Cena mocy: Czym jest holzgaz i dlaczego tracimy połowę koni mechanicznych?
Technologia gazu drzewnego nie jest żadną nowinką. Generatory holzgasu były powszechnie stosowane w czasie, gdy paliwa płynne były reglamentowane i niedostępne – przykładem jest niemieckie wojsko podczas II wojny światowej. Idea jest prosta: zgazowanie materiału organicznego wytwarza gaz palny, który można wtłoczyć do silnika spalinowego.
Jednak ta prostota ma swoją cenę. Największą wadą holzgazu jest jego niska kaloryczność w porównaniu do benzyny. To oznacza, że aby uzyskać podobną pracę, trzeba spalić znacznie więcej „paliwa” i, co gorsza, spadek mocy silnika jest diametralny. W przypadku Fiata 126p, którego fabryczna moc to około 24 KM, jazda na węgiel drzewny redukuje tę wartość do zaledwie 12–17 KM, zakładając, że ten 46-letni silnik w ogóle trzyma fabryczne parametry!
Gaz drzewny wymaga też montażu dużej instalacji, co zresztą wymusiło na Kubanczyku rezygnację z tylnej klapy. W przypadku zasilania czystym drewnem, generatory były tak ogromne, że musiały być wożone na dedykowanych przyczepach. Użycie węgla drzewnego, jak w przypadku Juana, pozwoliło na zastosowanie mniejszej, choć wciąż sporej, konstrukcji z tyłu pojazdu. Niemniej, jak udowodnił sam „Polaquito”, nawet te 12 koni mechanicznych wystarczy, by utrzymać się w lokalnym obiegu i stawiać czoła paliwowemu marazmowi.
