Kupił auto z zastawem skarbowym.

Jarek Michalski

Zakup używanego samochodu to zawsze loteria, ale niektórzy gracze trafiają na nagrody, które smakują wyjątkowo gorzko. Weryfikacja stanu technicznego to absolutny standard, ale co, jeśli pod błyszczącą karoserią kryje się finansowy potwór w postaci długu? Oto historia, która przypomina, dlaczego w dzisiejszym obrocie autami, sama mechanika to za mało.

Kupił Mercedesa za grosze, a stał się dłużnikiem ZUS-u na prawie 50 tysięcy. Czy sprzedaż obciążonego auta to oszustwo?

Historia pana Czesława Rosińskiego, nagłośniona w programie „Interwencja”, jest brutalnym przypomnieniem, że rynek wtórny bywa bezlitosny. Mężczyzna nabył niemal 20-letniego Mercedesa za kwotę wydawałoby się rozsądną – 24 tysiące złotych. Szczęście trwało niemal rok. Wtedy, na adres, pod którym pan Czesław nie mieszkał od trzech dekad, przyszło wezwanie. Kwota? Blisko 47 tysięcy złotych kary. Co się stało? Okazało się, że na aucie wisiał zastaw ustanowiony na rzecz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Co najbardziej szokujące, ani sprzedający, ani urzędnicy w wydziale komunikacji nie poinformowali o tym fakcie.

To scenariusz, który wielu uznałby za niemożliwy, a jednak. Polskie przepisy niestety nie blokują sprzedaży pojazdu, na którym ciąży zobowiązanie finansowe. Auto, niczym skażony teren, zmienia właścicieli – a dług podąża za nim, stając się problemem kolejnego nabywcy. Taka sytuacja może w skrajnym przypadku doprowadzić do licytacji komorniczej, w wyniku której tracimy nie tylko samochód, ale i zainwestowane pieniądze.

Dług starszy niż niektórzy kierowcy: Jak zastaw ma się do kolejnych transakcji?

Dług pana Czesława na Mercedesie ML sięgał 2011 roku. To oznacza, że przez ponad dekadę, nim trafił w ręce pechowego nabywcy, auto zmieniło właściciela kilkukrotnie. On okazał się dziewiątym szczęśliwcem, który kupił pojazd od pana Grzegorza – który, jak się okazało, sam nie miał pojęcia o ciążącym obciążeniu. Prawdziwy winowajca, kobieta z Poznania, miała na karku zobowiązania opiewające na kwotę bliską 300 tysiącom złotych!

W takich przypadkach rodzi się pytanie o odpowiedzialność. Czy każdy kolejny nabywca jest skazany na bycie kozłem ofiarnym? Nawet jeśli pierwotny dłużnik próbował załatwić sprawę polubownie, jak w sytuacji pana Grzegorza, który wraz z pełnomocnikiem zdecydował się na drogę sądową po nieskutecznych próbach odstąpienia od umowy z pierwotnym sprzedawcą, sprawa komplikuje się prawnie.

Jak sam poszkodowany opisał sytuację po interwencji mediów:

Po emisji programu ten poprzedni właściciel zwrócił mi pieniądze, pozbawił mnie problemu. Trafiłem na dobrego człowieka, bo nie potrzebował się sądzić. Dzięki temu mogłem kupić sobie drugi, lepszy samochód, niezadłużony

To szczęśliwy finał, ale on nie jest regułą. W większości przypadków zaczyna się długa i kosztowna batalia prawna, z perspektywą utraty auta.

Czy Twoje przyszłe cztery kółka to minowe pole? Jak bezpłatnie sprawdzić rejestr zastawów skarbowych?

Skoro urzędy nie mają obowiązku informowania Cię o finansowych naleciałościach danego pojazdu, ciężar odpowiedzialności spada prosto na Twoje barki. Zapominanie o tym elemencie weryfikacji to proszenie się o kłopoty. To, co musi Cię interesować, to nie tylko historia serwisowa czy kolizji, ale przede wszystkim status prawny pojazdu.

Na szczęście, Ministerstwo Finansów udostępnia narzędzie, które jest absolutnie kluczowe w prewencji tego typu problemów: Rejestr Zastawów Skarbowych. To darmowa i publicznie dostępna baza danych, która może uratować Twój portfel.

Proces jest proceduralnie prosty, choć wymaga od Ciebie inicjatywy:

  1. Wizyta online: Odnajdź oficjalną stronę Ministerstwa Finansów udostępniającą rejestr.
  2. Klucz Weryfikacyjny: Do uzyskania informacji potrzebujesz numeru VIN (Vehicle Identification Number) konkretnego pojazdu. To unikalny identyfikator, który nie podlega dyskusji.
  3. Wynik: System wskaże, czy na tym egzekwowanym składniku majątku (a samochód to ruchomość podlegająca egzekucji) nie ustanowiono zastawu skarbowego.

Warto pamiętać, że nabywcy, którzy jednak wpadną w pułapkę i okaże się, że pojazd był obciążony, mają pewną furtkę bezpieczeństwa. Przepisy dają możliwość odstąpienia od umowy kupna-sprzedaży w ciągu 12 miesięcy od momentu, kiedy dowiedzieli się o faktycznym istnieniu długu. To daje pewien bufor czasowy, ale czy na pewno chcesz przechodzić przez procedury unieważniania transakcji, skoro można temu zapobiec jednym kliknięciem? Zastanów się nad tym, zanim podpiszesz umowę kupna tego „superokazyjnego” sedana. Ingerencja urzędników w procedury przerejestrowania bywa zawodna, ale własna dociekliwość nigdy nie zawodzi.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze