Minęły trzy lata od debiutu Mazdy CX-60, a ten japoński SUV wciąż potrafi zawrócić głowę na drogach, wymykając się utartym schematom na rynku premium. Czy unikalna mieszanka odważnej stylistyki, nietypowych rozwiązań technicznych i zaskakująco niskiego spalania diesla wystarczy, by zdobyć serca wymagających kierowców? Zanurzmy się w szczegóły tego, co sprawia, że CX-60 to kandydat do miana outsidera w segmencie D-SUV.
- Czy stylistyka Mazdy CX-60 to jeszcze świeży powiew, czy rutyna?
- Infonet w stylu retro: dlaczego system multimedialny bywa frustrujący?
- Klimat luksusu kontra codzienna ergonomia: co oferuje nowa Mazda CX-60 we wnętrzu?
- Sześć cylindrów i diesel, który pali mniej niż oczekiwano: techniczny majstersztyk?
- Jak CX-60 naprawdę się prowadzi? Krok w kierunku komfortu
- Mazda CX-60: Cena pozycjonuje ją… pomiędzy światami
Czy stylistyka Mazdy CX-60 to jeszcze świeży powiew, czy rutyna?
Mimo upływu czasu od premiery, Mazda CX-60 wciąż prezentuje się świeżo, co jest zasługą mistrzowskiego podejścia japońskiego producenta do języka stylistycznego Kodo. Zwracają uwagę nie tylko charakterystyczne reflektory czy masywny grill z chromowanym obramowaniem, ale przede wszystkim subtelne traktowanie przetłoczeń na karoserii. Zazwyczaj projektanci karmią nas krawędziami i ostrymi liniami, ale CX-60 idzie pod prąd – boki są niemal idealnie gładkie.
„Styliści zamiast wyrazistych przetłoczeń, postawili na zabiegi powodujące załamanie światła, przez co mamy wrażenie, że przetłoczenia jak najbardziej tam są.”
To genialny zabieg optyczny. Wyraźnie zarysowane tylne nadkole to prawie jedyny relief na boku, widoczny dopiero z bliska. Dodajmy do tego sylwetkę, która z uwagi na zaskakująco długą maskę (element podyktowany architekturą silnika) przypomina sportowe coupe. Mazda nie uległa jednak modzie na mocno opadającą linię dachu typu „SUV coupe”, dzięki czemu zachowała proporcje, które sprawiają, że ten mierzący imponujące 4745 mm długości i 1890 mm szerokości SUV, mimo braku agresywnych przetłoczeń, jest po prostu ogromny i przyciąga wzrok.
Infonet w stylu retro: dlaczego system multimedialny bywa frustrujący?
Wnętrze Mazdy CX-60 to pole, na którym Japończycy zdecydowanie pokazują swój indywidualizm, szczególnie w kontekście walki o segment premium. Zamiast ślepo podążać za trendem gigantycznych, dotykowych ekranów kontrolujących absolutnie wszystko, CX-60 oferuje ergonomiczne i klasyczne podejście. Mamy tu wydzielony panel klimatyzacji z fizycznymi przyciskami i dedykowanym wyświetlaczem. Centralny ekran – choć dotykowy i wspierający Android Auto/Apple CarPlay – obsługiwany jest głównie za pomocą centralnego pokrętła z zestawem przełączników. To rozwiązanie, które kiedyś było standardem, dziś jest znakiem wyróżniającym.
„Centralne pokrętło z przyciskami pozwalającymi szybko wybrać najważniejsze opcje kiedyś było popularnym rozwiązaniem, obecnie to duży wyróżnik CX-60.”
System jest przejrzysty: opcje ograniczono do minimum – informacje o aucie, muzyka, nawigacja i ustawienia pojazdu. Niestety, ta minimalistyczna strategia ma swoje wady. Choć menu jest proste, opcje często ukryte są w nieoczywistych miejscach. Na przykład, by sprawdzić ciśnienie w oponach, musimy doszukiwać się informacji w ekranie związanym z wymianą oleju. Co więcej, niemal monochromatyczne menu, skupione głównie na tekście, wydaje się marnowaniem potencjału 12,3-calowego kolorowego wyświetlacza. Identycznie sprawa ma się z drugim dużym ekranem – wirtualnymi zegarami. Są one eleganckie, ale pozbawione głębszej możliwości indywidualizacji, a wyświetlenie tam mapy nawigacyjnej to luksus, na który nie ma co liczyć.
Klimat luksusu kontra codzienna ergonomia: co oferuje nowa Mazda CX-60 we wnętrzu?
Mazda odważnie celuje w segment premium, a w topowych konfiguracjach CX-60 to widać gołym okiem. W odmianie Takumi pasażerów wita luksusowa kombinacja białej skóry Nappa, drewna klonowego i japońskiej tkaniny. Czy to działa? Absolutnie tak, ale szybko okazuje się, że niższe wersje nie oferują tego samego luksusowego feelingu.
Na szczęście, jak donoszą najnowsze aktualizacje, Mazda poszła po rozum do głowy i ujednolica standardy. Testowana przez nas wersja Homura Plus zyskała znaczące ulepszenia. Teraz również tutaj znajdziemy tapicerkę ze skóry naturalnej – czarną, ale z efektownymi brązowymi przeszyciami i centralnym pasem. Deska rozdzielcza i boczki drzwi zyskały winylowe wykończenie imitujące skórę hamburską, a listwy ozdobne przypominają metal. To naprawdę zmienia postrzeganie wnętrza. Ostatnio Mazda poszła o krok dalej, oferując w wersjach Homura brązową skórę z pasującymi elementami kokpitu – czysty premium vibe.
Niestety, aspekty czysto użytkowe nie ewoluowały równie dynamicznie. Przednie fotele, choć wygodne i oferujące wentylację oraz ogrzewanie, mają problem z podparciem bocznym, a siedziska wydają się zbyt krótkie dla wyższych kierowców. Co gorsza, w niemal 475-centymetrowym SUV-ie z rozstawem osi 2870 mm, ilość miejsca na tylnej kanapie rozczarowuje.
„Pasażer mający 1,8 m wzrostu będzie dotykał oparcia fotela, gdy siądzie przed nim równie rosły kierowca.”
Dla tak dużego crossovera to po prostu niedopuszczalny kompromis. Choć bagażnik oferuje solidne 570 litrów, to na drugim rzędzie można poczuć się nieco stłoczonym.
Sześć cylindrów i diesel, który pali mniej niż oczekiwano: techniczny majstersztyk?
To właśnie jednostka napędowa definiuje inżynieryjny charakter Mazdy CX-60. Podczas gdy reszta rynku goni za downsizingiem i hybrydyzuje małe jednostki, Mazda postawiła na architekturę aspirującą do dawnej klasy wyższej: napęd na tył (tylko podstawowy diesel ma RWD, reszta to dołączane AWD), wzdłużnie umieszczony, rzędowy silnik sześciocylindrowy. To jawne nawiązanie do filozofii znanej z BMW, co wyjaśnia długą maskę i sportowy sznyt pojazdu.
Testowany egzemplarz napędzany był mocniejszą wersją diesla 3.3 e-Skyactiv D o mocy 254 KM i 550 Nm momentu obrotowego. Japończycy, wbrew panującym standardom, wybrali „właściwą”, a nie „najmniejszą” pojemność, co ma gwarantować elastyczność i realną oszczędność. I faktycznie, 2-tonowy SUV, który osiąga setkę w 7,4 sekundy, potrafi być zaskakująco ekonomiczny.
„Wynik naprawdę dobry jak na 2-tonowego SUV-a, który przyspiesza do 100 km/h w 7,4 s.”
W cyklu podmiejskim można zejść poniżej 5 l/100 km! W mieście spalanie nieznacznie przekracza 7 l/100 km. Oczywiście, naciskając mocniej, słychać twardą pracę diesla, ale w codziennym, spokojnym trybie, silnik jest zaskakująco kulturalny.
Jak CX-60 naprawdę się prowadzi? Krok w kierunku komfortu
Samochody aspirujące do miana premium muszą łączyć świetne prowadzenie z wysokim komfortem. Początkowo CX-60 była krytykowana za zbyt twarde nastawy zawieszenia, co psuło obcowanie z właściwościami jezdnymi. Na szczęście, Mazda zareagowała.
W zmodernizowanych egzemplarzach zastosowano innowacyjne rozwiązanie: bardziej miękkie tylne sprężyny, ale twardsze amortyzatory. Efekt?
„CX-60 faktycznie lepiej radzi sobie teraz na nierównościach, choć nadal trudno nazwać ją bardzo komfortową.”
Poprawa jest odczuwalna, SUV lepiej łyka nierówności, ale Mazdy nie nazwiemy limuzyną komfortu. Co ważne, prowadzenie pozostało pewne i przewidywalne, choć japońscy inżynierowie zdecydowali się też zwiększyć siłę wspomagania kierownicy, co może budzić kontrowersje wśród purystów szukających czystego feedbacku z drogi.
Mazda CX-60: Cena pozycjonuje ją… pomiędzy światami
Gdzie lokuje się cenowo ten unikalny produkt? Najtańsza wersja 200-konnego diesla z RWD startuje od 232 tys. zł. Testowany, dopakowany model Homura Plus z mocniejszym dieslem i AWD kosztuje już 307 tys. zł.
Dla porównania, Volkswagen Tiguan z silnikiem benzynowym 1.5 TSI (150 KM) jest tańszy (start ok. 186 tys. zł), ale porównywanie go do CX-60 to jak zestawianie jabłek z pomarańczami. Wersja diesla 4×4 u Niemców to już okolice 238 tys. zł. Za to, gdy spojrzymy na BMW X3 (dla porównania, model z 2-litrowym dieslem o porównywalnych osiągach), cena startuje od 274 tys. zł.
Wniosek jest prosty: Mazda CX-60 jest droższa niż modele z mainstreamu, ale oferuje znacznie więcej technologicznego i stylistycznego „mięsa” w cenie wyraźnie niższej niż u gestapo premium. To pozycjonuje ją jako kuszącą alternatywę dla tych, którzy cenią sobie unikalność i rozwiązania techniczne inne niż wszyscy.
