Fotografia polityka u boku elektrycznego, futurystycznego pickupa wywołała w sieci prawdziwą burzę medialno-polityczną. Sławomir Mentzen, znany ze swoich kontrowersyjnych poglądów, wylegujący się przy Tesli Cybertruck, stał się natychmiastowym tematem gorącej debaty. Czyżby to nagły zwrot w kierunku elektromobilności, czy raczej mistrzowsko wyreżyserowany PR-owy majstersztyk? Niezależnie od intencji, to zdjęcie otworzyło puszkę Pandory pełną zarzutów o hipokryzję i konspiracyjnych teorii.
Elektryczny szok: Cybertruck w obiektywie i lawina krytyki
Kiedy Sławomir Mentzen opublikował na swoich platformach społecznościowych zdjęcie z podpisem: „Przyszłość jest dziś :)”, obok ikonicznego, kanciastego Cybertrucka, internet zawrzał. Ponad 2,6 miliona wyświetleń to dowód na to, jak elektryzujący (nomen omen) potrafi być ten nietypowy pick-up, zwłaszcza w zestawieniu z osobą, która dotychczas otwarcie krytykowała unijną politykę klimatyczną i promowała alternatywne ścieżki rozwoju motoryzacji.
Reakcje były natychmiastowe i spolaryzowane. W sieci szybko pojawiły się sugestie, że Cybertruck to nowy nabytek polityka, co momentalnie zwróciło uwagę na potencjalną sprzeczność z jego dotychczasowymi deklaracjami. Część internautów, nie ufając obrazowi, snuła teorie o fotomontażu lub ingerencji sztucznej inteligencji. Jednak najostrzejszy ton nadały zarzuty o hipokryzję. Wyciągnięto mu dawne wypowiedzi dotyczące nieefektywności i szkodliwości samochodów elektrycznych.
Na atmosferze nie pomogły również doniesienia dotyczące pochodzenia samego pojazdu. Według niektórych źródeł, Cybertruck widoczny na zdjęciu posiadał bułgarskie tablice rejestracyjne i miał być wynajęty od firmy aktywnie zajmującej się operacjami kryptowalutowymi, co jeszcze bardziej podsyciło ogień spekulacji o ukrytych powiązaniach.
Mentzen ucina domysły: „Trochę nim tylko pojeździłem”
W obliczu narastającej lawiny podejrzeń i medialnego szumu, polityk postanowił szybko zdementować te najgorętsze plotki. W krótkim oświadczeniu rozwiał domysły, jasno komunikując, że futurystyczny pick-up od Elona Muska nie trafił do jego garażu.
„Tesla Cybertruck nie jest moja – po prostu miałem okazję się nią przejechać” – wyjaśnił Mentzen, próbując zdjąć z siebie łatkę hipokryty.
Jednak zamiast kompletnie zdyskredytować pojazd, polityk podzielił się wrażeniami z krótkiej przejażdżki. Uznał, że design budzi podziw, ale realne użytkowanie ujawniło bolączki, które dla wielu europejskich kierowców są wręcz fundamentalne. Na liście „minusów” znalazły się:
- Masa własna: Choć Mentzen szacował ją na około 4 tony, w rzeczywistości oscyluje wokół 3,1 tony, co nadal jest wagą godną małego czołgu.
- Zasięg: Mimo rewolucyjności, realny zasięg okazał się dla niego niewystarczający.
- Problemy homologacyjne: Najważniejszy punkt dla europejskiego rynku – niemal niemożliwa legalna rejestracja.
Ostatecznie, wydając werdykt, Mentzen nie zostawił złudzeń co do praktyczności Cybertrucka: > „samochód bardzo oryginalny, ale ilość zachodu i pieniędzy nie jest tego warta”.
Dlaczego Tesla Cybertruck to w Europie jeżdżący paradoks?
Zanim Sławomir Mentzen usiadł za sterami, warto zaznaczyć, dlaczego Tesla Cybertruck, mimo globalnego szumu medialnego, pozostaje w Europie rzadkością, wręcz egzotycznym, „nielegalnym” okazem. Powód tkwi w fundamentalnej niezgodności z surowymi europejskimi regulacjami dotyczącymi bezpieczeństwa i homologacji pojazdów.
Standardy Unii Europejskiej, w tym regulacje ECE, są wymyślone tak, by piesi mieli jak największe szanse na przeżycie kolizji z samochodem, a karoseria absorbowała energię uderzenia. Geometryczna, kanciasta konstrukcja Cybertrucka, wykonana z ultra twardej stali nierdzewnej (często przez krytyków określana jako „pancerz”), jest całkowitym przeciwieństwem tej filozofii. Ta stalowa bryła po prostu nie jest zaprojektowana do „ugięcia się” i chronienia życia pieszego.
Kolejny kłopot to detale konstrukcyjne. Model amerykański nie posiada m.in. odpowiedniego oświetlenia zewnętrznego ani lusterek bocznych zgodnych z europejskimi normami. W praktyce, sprowadzenie Cybertrucka do Polski czy innego kraju UE wiąże się z koniecznością indywidualnego dopuszczania pojazdu, co jest procesem nierzadko niemożliwym do pomyślnego zakończenia dla modelu niespełniającego tych wymogów. Tesla, koncentrując się najpierw na rynku północnoamerykańskim, na razie nie podjęła wysiłków związanych z uzyskaniem europejskiej homologacji dla tej radykalnej maszyny.
