Mercedes klasy S po liftingu: najbardziej kompleksowa modernizacja w historii modelu.

Jarek Michalski

Mercedes Klasy S po modernizacji to nie jest zwykły lifting – to rewolucja w limuzynie, która od pół wieku definiuje segment luksusu. Choć S-Klasa zawsze była ostoją dla biznesmenów, głów państw i dygnitarzy, inżynierowie z Stuttgartu poszli o krok dalej, twierdząc, że przeprowadzili „najbardziej kompleksową modernizację w ramach jednej generacji”. Sprawdźmy, czy to tylko marketingowy szum, czy faktycznie mamy do czynienia z ewolucją godną króla drogi, której doczekało się około 2,7 tysiąca elementów!

Jak wyglądają nowe oblicza prestiżu? Lifting, który zmienia wszystko

Mercedes zawsze podchodził do liftingów z pewną rezerwą, ale w przypadku najnowszej iteracji Klasy S, zmiany są uderzające, zwłaszcza z przodu. Zamiast subtelnych poprawek, otrzymaliśmy front, który krzyczy nowością. Przede wszystkim, osłona chłodnicy urosła o imponujące 20 procent w stosunku do wersji sprzed modernizacji. Zamiast trzech lśniących poziomych listew, teraz mamy cztery – jest bardziej wyrazista, a jej głębi dodają dyskretne elementy w kształcie logo marki. A wisienka na torcie? Cały grill, a nawet pionowy symbol na masce, mogą być teraz podświetlane. Rano, wieczorem – zawsze zwraca uwagę.

Przejdźmy do świateł, bo tu dzieje się prawdziwa magia. Nowoczesny system DIGITAL LIGHT, bazujący na mikrodiodach LED, powiększa pole oświetlenia o 40 procent! To oznacza, że nocne podróże staną się bezpieczniejsze i jaśniejsze. Co więcej, światła drogowe ULTRA RANGE oferują teraz zasięg do 600 metrów. „Dzięki wykorzystaniu danych z kamer i nawigacji system ma teraz lepiej dostosowywać doświetlenie zakrętów do przebiegu drogi” – to nie bajki, to inżynieria, która naprawdę ma znaczenie w życiu kierowcy. Z tyłu natomiast inżynierowie postawili na spójność wizualną, implementując w kloszach tylnych świateł trzy elementy, które łagodnie nawiązują do znakomitego logo Mercedes-Benz.

Salon przyszłości w zasięgu ręki: Technologiczny knockout

Wnętrze Klasy S od zawsze było swoistą twierdzą luksusu, ale teraz to, co kryje się pod tą lśniącą karoserią, definiuje nowy rozdział. Najważniejsza zmiana to wdrożenie systemu operacyjnego MB.OS. Niemcy chwalą się, że architektura wykorzystuje całkowicie przeprojektowaną sieć komputerów połączoną ultraszybkim Ethernetem. Efekt? Samochód ma „myśleć” szybciej i „działać” mądrzej. Zapomnijmy o spowolnieniach, to jest limuzyna, która musi aspirować do miana superkomputera na kołach.

Przed kierowcą lśni 12,3-calowy ekran wskaźników, na którym grafika została delikatnie odświeżona, wprowadzając opcję wyświetlania informacji w trzecim wymiarze. Jednak centrum dowodzenia to 14,4-calowy wyświetlacz centralny. Obsługa ma przypominać tę prosto z nowoczesnego smartfona – grupowanie aplikacji, tworzenie folderów, a do dyspozycji klienta jest ponad 40 dostępnych aplikacji. A nawigacja? Bazuje na Mapach Google, co jest efektem strategicznego partnerstwa.

Wirtualny asystent, napędzany między innymi przez sztuczną inteligencję, zyskał pamięć krótkotrwałą, co pozwala mu prowadzić rozmowy, a nie tylko reagować na suche komendy. Korzysta on z mocarzy AI, takich jak ChatGPT, wyszukiwarka Microsoft Bing oraz Google Gemini. Komenda wywoławcza to klasyczne „Hej Mercedes”, ale system jest na tyle inteligentny, że często zareaguje, gdy zaczniesz mówić. Co więcej, jego awatar pokazuje „emocje”, na przykład świecąc na zielono, gdy powiesz asystentowi „dziękuję”. Absolutny majstersztyk interakcji!

Pasażer (ten przedni) również ma swój 12,3-calowy ekran, umieszczony pod wspólną, szklaną powierzchnią z ekranem centralnym. Oczywiście, funkcja prywatności zapobiega frustracji kierowcy, który nie powinien rozpraszać się kinem pasażera.

Tylna kanapa to zupełnie inna historia. Pasażerowie z tyłu dostają dwa większe, 13,1-calowe wyświetlacze oraz dwa panele dotykowe. Dzięki nim, bez konieczności sięgania do ekranu, można zarządzać kluczowymi funkcjami: głośnością audio, nastrojowym oświetleniem, regulacją foteli i klimatyzacją. Ekrany te są wyposażone w kamery, co umożliwia prowadzenie spotkań biznesowych online, choćby przez Zoom czy Teams, w warunkach absolutnego komfortu. Dodatkowy bonus dla pasażerów Klasy S: możliwość oglądania treści z Disneya.

I na koniec subtelny, acz luksusowy akcent – podgrzewane pasy bezpieczeństwa, które potrafią osiągnąć temperaturę do 44 stopni Celsjusza. Połączenie tej funkcji z podgrzewaniem foteli jest intuicyjne i podnosi komfort w chłodne dni.

Pod maską: Potęga i mikrohybrydowa filozofia

Mercedes Klasy S nie zrezygnował z tradycji, oferując klientom szeroką gamę silników spalinowych: od sześciu po osiem cylindrów, zarówno benzynowych, jak i wysokoprężnych, uzupełnionych o zaawansowane hybrydy plug-in.

Absolutny szczyt to benzynowa wersja 580 4MATIC (dostępna w standardzie i Longu). Czterolitrowe V8 generuje 537 KM i 750 Nm po gruntownych modyfikacjach układu wtryskowego i wałka rozrządu. Poprawiono również, co kluczowe dla limuzyny, izolację akustyczną.

W odmianach 450 4MATIC i 500 4MATIC (również w obu długościach nadwozia) znajdziemy trzylitrowy, sześciocylindrowy motor. Wersja 450 to 381 KM i 560 Nm, a mocniejsza 500 oferuje 449 KM i 600 Nm (krótkotrwale 640 Nm). Te turbobenzyny również przeszły kurację odmładzającą, optymalizując kanały dolotowe i podnosząc komfort akustyczny.

Dla miłośników oleju napędowego przygotowano 350 d 4MATIC (313 KM, 650 Nm) oraz 450 d 4MATIC (367 KM, 750 Nm) – obie w wariancie standardowym i Long. Po raz pierwszy seryjnie zaimplementowano elektrycznie podgrzewany katalizator, co ma zapewnić szybszą i efektywniejszą redukcję emisji spalin – ukłon w stronę ekologii, bez utraty mocy.

Co łączy wszystkie te jednostki? „Wszystkie trzy jednostki wyposażone są w rozruszniko-alternator o mocy 23 KM.” To serce 48-woltowego układu miękkiej hybrydy, pozwalającego na „żeglowanie” lub chwilowe wsparcie silnika spalinowego przy dynamicznym przyspieszaniu.

Hybrydy Plug-In to warianty 450 e oraz 580 e 4MATIC. W obu bazą jest sześciocylindrowa benzyna. W słabszej wersji system oferuje 435 KM i 680 Nm, a zasięg na prądzie ma sięgać rekordowo 117-118 km (w zależności od wersji nadwozia). Mocniejsza, 580 e 4MATIC, wykręca systemowo 585 KM i 750 Nm, oferując nieco mniejszy zasięg elektryczny – do 103 km.

Czujny anioł stróż: Parkowanie pod dyktando AI

Luksus wymaga bezpieczeństwa i bezkolizyjności, co w miejskiej dżungli bywa wyzwaniem. Dlatego systemy wspomagające manewrowanie przeszły gruntowny przegląd. Za percepcję otoczenia odpowiada teraz cała armia sensorów: dziesięć zewnętrznych kamer, pięć radarów i aż dwanaście czujników ultradźwiękowych. Algorytmy wykorzystujące sztuczną inteligencję przetwarzają te dane w czasie rzeczywistym. System MB.DRIVE PARKING ASSIST jest teraz na tyle kompetentny, że potrafi zaparkować auto pod kątem, rozpoznając miejsca parkingowe nawet te, które nie są wyraźnie oznaczone białymi liniami. To koniec stresu na zatłoczonych parkingach supermarketów, czyż nie?

Cena godna króla: Ile to kosztuje luksus po liftingu?

Pytanie za milion euro, a właściwie za sto dwadzieścia tysięcy euro. Nowa Klasa S w Niemczech rusza do konfiguracji 30 stycznia. Ceny startują od 121 356,20 euro za bazową, najsłabszą jednostkę wysokoprężną 350 d 4MATIC w standardowym nadwoziu. Przełożone na polskie realia, daje to kwotę wykraczającą poza 510 tysięcy złotych według obecnego kursu. Dla kontekstu, wersja sprzed modernizacji z ówczesnym, 313-konnym dieslem, w Polsce kosztowała wyjściowo około 534 200 zł. Wygląda na to, że modernizacja nie tylko dodała bajerów i koni mechanicznych, ale solidnie podniosła cenę wejścia do elitarnego klubu.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów