Zaciekawił Cię cichy bestseller japońskiej motoryzacji, jakim jest Mitsubishi ASX? Cóż, Japończycy najwyraźniej to wyczuli, bo właśnie podkręcili jego estetykę do granic możliwości, wprowadzając limitowaną serię Black Edition. To już nie jest tylko rozsądny crossover; to propozycja dla kogoś, kto chce mieć kompaktowe SUV-y, ale w czarnych (i nie tylko!) szatach. Czy ten lifting stylistyczny idzie w parze z techniczną finezją i czy warto na niego wydać dodatkowe tysiące złotych? Zanurzmy się w detale tej czarnej magii.
Czym skusi Mitsubishi ASX Black Edition: Czerń, kontrast i bogactwo detali
Mitsubishi wie, jak zagrać na emocjach klientów, zwłaszcza gdy podstawowy model, jakim jest ASX, notuje świetną sprzedaż – blisko 1,5 tysiąca sztuk od stycznia do listopada 2025 roku w Polsce. To dowód, że siła tkwi w sprawdzonych rozwiązaniach. Tym razem jednak postanowiono uderzyć w niszę klientów szukających „czegoś więcej” niż standardowa konfiguracja. ASX Black Edition jest zdecydowanie wizualnym atakiem.
Najważniejszym elementem jest tutaj oczywiście dwukolorowe malowanie. O ile nazwa sugeruje totalną czerń, Japończycy dają pole do popisu. Można wybrać klasyczną biel metalizowaną z kontrastującym czarnym dachem i lusterkami, albo głęboką czerwień metalizowaną – albo tylko z czarnymi lusterkami, albo pełną czarną symetrię z dachem. Estetyka jest kluczowa, bo, jak głosi hasło: „Zmiany mogą się podobać.”
Całość stylizacyjnej ofensywy dopełniają 18-calowe felgi aluminiowe w kolorze czarnym, które dodają agresji, oraz subtelne, lecz wyraziste czarne wstawki dekoracyjne na progach i w stylistycznych sekcjach zderzaków. To subtelny tuning wizualny, który natychmiast odróżnia go od standardowych egzemplarzy.
Ale nie samym wyglądem człowiek żyje, zwłaszcza w segmencie crossoverów, gdzie funkcjonalność jest papierem lakmusowym sukcesu. Wnętrze Black Edition to prawdziwy upgrade wyposażenia. Standardem jest teraz podgrzewanie foteli (przydatne, gdy zima trzyma mocno), bezprzewodowa ładowarka dla smartfonów (koniec z plątaniną kabli!) oraz rozbudowane środowisko multimedialne. Mamy tu ekran 10,4 cala, sprawnie obsługujący Android Auto i Apple CarPlay. Do tego dochodzą automatyczna klimatyzacja, oświetlenie LED z przodu, kamera cofania i tylne czujniki parkowania, a także system bezkluczykowego dostępu. W pakiecie mamy również „pakiet systemów wspomagających kierowcę”, co w dzisiejszych czasach jest absolutną koniecznością, a nie luksusem.
Dwa silniki do wyboru i konkretne ceny. Ile kosztuje Mitsubishi ASX Black Edition?
Decydując się na limitowany model, musimy pogodzić się z faktem, że mamy do wyboru dwa zaawansowane warianty napędowe. Tu zaczyna się dylemat pomiędzy czystą mechaniką a nowoczesną hybrydyzacją.
Opcja pierwsza, dla purystów i tych, którzy lubią mieć pełną kontrolę nad obrotami, to silnik 1.2 Turbo o mocy 115 KM, sparowany z 6-biegową manualną skrzynią biegów. Taki zestaw startuje z pułapu 108 290 zł. To propozycja dla rozsądku, ale w sportowym opakowaniu.
Druga, bardziej ekologiczna i dynamiczna opcja (choć „dynamiczna” w tym segmencie to pojęcie względne), to układ 1.3 Mild Hybrid generujący 140 KM. Tutaj automatyka jest narzucona – mówimy o 7-stopniowej, dwusprzęgłowej przekładni. Ta technologia wymaga głębszych kieszeni, a cena wynosi 118 290 zł. Różnica cenowa jest wyraźna, ale dostajemy za to większą moc i komfort jazdy w korkach miejskich.
Warto zaznaczyć, że Mitsubishi Motors obecnie oferuje atrakcyjne promocje na standardowego ASX – najtańsza wersja z silnikiem 1.2 (115 KM) potrafi sprowadzić cenę katalogową 114 290 zł do poziomu 105 290 zł. Zatem Black Edition to dopłata rzędu 3 tysięcy złotych do bazowej jednostki napędowej, ale w zamian otrzymujemy ten cały pakiet stylistyczno-wyposażeniowy. To moim zdaniem sprytny ruch marketingowy.
Bestsellerowy model ASX, dostępny obecnie w salonach Mitsubishi Motors już od 92 290 zł, zyskuje od dziś atrakcyjną wersję specjalną – Black Edition. Dwa zaawansowane warianty napędu, ekskluzywna stylistyka oraz bogate wyposażenie, w tym systemy wspomagania kierowcy i środowisko użytecznych aplikacji Google na pokładzie, z pewnością przekonają do nowej wersji szeroką grupę klientów
8 lat spokoju w standardzie. Gwarancja Mitsubishi ASX Black Edition
Zostawmy na chwilę design i silniki, bo Mitsubishi od lat buduje swoją pozycję nie tylko na trwałości, ale i na zaskakująco solidnej ofercie gwarancyjnej. To jest ten element, który dla wielu decyduje o wyborze japońskiego SUV-a zamiast konkurencji znad Renu czy wschodniej Europy.
Kupując Black Edition (a w zasadzie każdy nowy model ASX), wchodzisz w strefę komfortu objętą 5-letnią gwarancją fabryczną. Ale to nie koniec dobrej wiadomości. Producent daje możliwość wydłużenia tej ochrony aż do 8 lat lub 160 tysięcy kilometrów. To już jest poważna deklaracja co do jakości podzespołów.
Oprócz standardowej ochrony kluczowym aspektem jest 12-letnia gwarancja na perforację nadwozia, co jest świetnym zabezpieczeniem przed postępującą korozją, zwłaszcza jeśli planujesz auto użytkować dłużej niż standardowe 5-7 lat. Dodatkowo, akumulator trakcyjny chroniony jest przez 8 lat lub 160 tys. km. A wisienka na torcie? Program assistance, który może obowiązywać przez te same 8 lat, pod warunkiem, że samochód jest regularnie i zgodnie z harmonogramem serwisowany w ASO. W segmencie kompaktowych SUV-ów, oferowanie takiej długoterminowej opieki to sygnał, że Mitsubishi nie boi się tego, co sprzedaje polskim konsumentom.
