Najczęstsze wpadki silnikowe, które rujnują używane auta.

Jarek Michalski

Zabójcze sekrety topowych marek motoryzacyjnych? Zapomnij o mitach – pod maską kryją się pułapki, które potrafią zrujnować portfel i nerwy każdego kierowcy. Od problematycznych łańcuchów BMW, przez znikające paski Fordów, po nękane korozją TSI – dziś zanurkujemy w serce najbardziej kapryśnych jednostek napędowych, o których warsztaty niechętnie mówią głośno.

Kiedy niemiecka inżynieria ma awarię łańcuchową: BMW N47, N20 i B48

BMW słynie z doskonałych silników, ale ta reputacja ma swoje ciemne strony, zwłaszcza jeśli chodzi o pewne cztero- i trzycylindrowe rodziny jednostek produkowane mniej więcej od 2007 roku. Mowa tu o legendarnych problemach z rozrządem, które dotknęły zarówno diesle (N47, B47), jak i benzyniaki (N20, B20, B48, B38). To tykająca bomba zegarowa, gdzie wspólnym mianownikiem jest łańcuch rozrządu, który po prostu nie wytrzymuje przewidzianego czasu eksploatacji. Charakterystyczny „grzechot” słyszalny przy zimnym rozruchu, który potem ewoluuje w stały, nieprzyjemny hałas, to sygnał, że łańcuch się rozciągnął, napinacz już nie nadąża, a ryzyko przeskoczenia koła zębatego i kosztownej kolizji tłoków z zaworami rośnie z każdym wciśnięciem gazu.

Kristian Iwaczuk z Kris Autoserwis w Bukowcu koło Łodzi ma z tymi silnikami do czynienia na co dzień. Jak podkreśla, w jednostkach N47 rozrząd wytrzymuje zwykle między 200 a 250 tysięcy kilometrów, choć to sporo zależy od stylu jazdy – autostradowe trasy są mniej obciążające. Mówi wprost: „Zdarzały się pękające górne łańcuchy już przy 200 tys. km”. A co z oszczędnościami? To proszenie się o kłopoty. „Przy wymianie nie warto oszczędzać na zamiennikach, bo plastikowy wkład prowadnicy tańszego zamiennika potrafi wypaść ze ślizgu i zapchać smok pompy oleju – a wtedy cierpią panewki”. Widział przypadki zgonu silnika po zaledwie 50 tysiącach kilometrów od wymiany rozrządu, co świadczy o fatalnym skutku tanich poprawek. Profilaktycznie warto też pamiętać o kole pasowym, wymienianym co 150–200 tys. km.

Diesel N47 ma też podstępny problem: ropa potrafi infiltrować wiązkę elektryczną silnika przez nieszczelny czujnik niskiego ciśnienia paliwa. „W nowszym B47 jest to wręcz nagminne, w N47 zdarza się rzadziej, ale w obu przypadkach konsekwencje bywają kosztowne” – dodaje Iwaczuk. Do tego dochodzą turbiny, które luzy wzdłużne łapią często przez zaniedbanie filtrów cząstek stałych (DPF).

Jeśli chodzi o benzynowe czterocylindrówki, silnik N20 ma zmorę fundamentalną – napęd łańcucha pompy oleju potrafi się bez ostrzeżenia zerwać. Efekt? Pompa traci napęd i silnik się zaciera. Przy przebiegach rzędu 200 tysięcy kilometrów, wtryskiwacze często wymagają wymiany symultanicznie z pompą wysokiego ciśnienia, a silnik zaczyna „nieprzyjemnie hałasować” z powodu zużytych wtrysków. Co ciekawe, łańcuch rozrządu w tych wszystkich jednostkach jest zamontowany z tyłu silnika, co utrudnia serwis, ale wprawny mechanik jakoś sobie radzi – stąd pewnie wysyp tanich egzemplarzy.

Mokry pasek Forda EcoBoost – luksus czy tykająca bomba ekologiczna?

Silniki EcoBoost od Forda, mimo faktu, że wielokrotnie zgarniały tytuły „Silnika Roku”, skrywają pod obiecującymi osiągami i niskim spalaniem poważną wadę konstrukcyjną. To samo, co dopadło jednostki PureTech z koncernu Stellantis – pasek rozrządu zanurzony w kąpieli olejowej. Teoretycznie miał być cichy i trwały. W praktyce, co twierdzi właściciel Kris Autoserwis, cykl życia bywa zaskakująco krótki.

„Silnik 1.0 EcoBoost to słaby silnik pod względem trwałości – rozrząd wytrzymuje 50-60 tys. km, mokry pasek się łuszczy i smok olejowy się zapycha, a silnik się zaciera” – alarmuje Kristian Iwaczuk. Tutaj kluczową rolę odgrywa jakość oleju. Nawet niewielka pomyłka na stacji benzynowej, gdzie wleje się niewłaściwy olej, potrafi przyspieszyć degradację paska. Guma pęcznieje, staje się krucha, a oderwane fragmenty zmieniają fazy rozrządu, co nieuchronnie prowadzi do kolizji zaworów z tłokami. Koszt wymiany paska dla Fiesty czy Focusa oscyluje w granicach kilku tysięcy złotych, co często sprawia, że dalsza egzystencja auta przestaje być opłacalna.

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w większym, czterocylindrowym 1.5 EcoBoost, często spotykanym w Fordach Kuga drugiej generacji. „W tym silniku opadają tuleje cylindryczne i do komory spalania dostaje się płyn chłodniczy – jedynym rozwiązaniem jest remont silnika na tulejach sferoidalnych, a to duży koszt” – opisuje Iwaczuk. Nagły ubytek płynu chłodzącego w Kuga z tym silnikiem to niemalże natychmiastowy wyrok śmierci dla jednostki, a naprawa często przewyższa rynkową wartość pojazdu.

Identyczny problem mokrego paska dotyczy silników 1.2 PureTech znanych z modeli koncernu Stellantis (Citroën, Peugeot, Opel). Choć interwały wymiany teoretycznie wydłużono, z czasem cząstki gumy i tak odkładają się w kanałach olejowych, blokując pompę. Jedyną „profilaktyką” jest drastyczne skracanie interwałów wymiany oleju i wymiana paska co 70 tysięcy kilometrów lub co trzy lata – co przy cenie eksploatacyjnej tych modeli, wielu właścicielom po prostu się nie kalkuluje.

TSI EA111: Rozrząd, nagar i wstydliwa historia Volkswagena

Silniki z rodziny EA111, zwłaszcza te pierwsze generacje 1.2 i 1.4 TSI z łańcuchem rozrządu, to czołówka problemów na rynku wtórnym Volkswagena. Iwona Kornatko z Morela Serwis Samochodowy w Łomiankach nie owija w bawełnę: „Golf z tym silnikiem i suchą skrzynią DSG to mógł być wybór, którego dokonanie oznaczało naprawy sięgające tysięcy złotych”. Największe bolączki to kombinacja rozciągającego się łańcucha, zawodnego napinacza oraz wadliwych nastawników wałków rozrządu. VW musiał długo gasić ten pożar – pierwsze objawy pojawiały się już przy przebiegach rzędu 60 tys. km, a doraźna wymiana rozrządu przynosiła tylko chwilową ulgę. Dopiero zmiany konstrukcyjne w późniejszych seriach, obejmujące wymianę zestawu napędu pompy oleju, nowego łańcucha i nastawników, trwale eliminowały usterkę.

Nieco mniejsza skala problemu dotyczy mniejszego silnika 1.2 TSI, choć tutaj również mamy do czynienia z łańcuchem. „Najczęściej pojawiają się one około 120 tys. km przebiegu i wymiana rozwiązuje problem” – dodaje Pani Iwona. Niemniej jednak, często pojawiają się awarie sterowania turbosprężarki, czyli tzw. wastegate, co skutkuje błędami ciśnienia doładowania i nagłą utratą mocy.

Wersje z podwójnym doładowaniem (CAVD, CAVA) cierpią dodatkowo na fatalną trwałość w obrębie tłoków. Pęknięcia mostków tłokowych to efekt przegrzewania i spalania stukowego, co objawia się wypadaniem zapłonów i błyskawiczną utratą kompresji. Wszystkie warianty EA111 z wtryskiem bezpośrednim mają też powszechny problem z koksem na zaworach ssących. Dlaczego? Paliwo, w przeciwieństwie do wtrysku pośredniego, nie obmywa ich podczas pracy. Zanieczyszczone wtryskiwacze ten problem tylko pogłębiają. Choć stosowanie paliwa wyższej jakości i skracanie interwału wymiany oleju do 15 tys. km minimalizuje ryzyko, nie niweluje go całkowicie.

Biturbo Diesle w Volkswagenach T5/T6 – gorączka EGR i łożysk

W mocnych wysokoprężnych odmianach dostawczych i osobowych busów Volkswagena sprawa przybiera wymiar wręcz prawny z uwagi na liczbę wadliwych egzemplarzy. W generacji T5 z silnikiem o kodzie CFCA, głównym winowajcą, który prowadził do utraty płynu chłodzącego i krytycznego przegrzewania silnika, był wadliwie skonstruowany zawór EGR. W nowszym T6, jednostki CXEB i CXEC zmagają się z tym samym efektem, tylko że źródłem bywają defekty samego modułu EGR. To przeciążenie termiczne, zwłaszcza pod pełnym obciążeniem, niszczy chłodnice powietrza doładowanego, a w efekcie także turbosprężarki, głowice i tłoki. Na szczęście, montaż większych chłodnic z rynku wtórnego bywa rozwiązaniem łagodzącym skutki.

W najnowszych jednostkach spełniających normę Euro 6, oznaczonych kodem DZMA, pojawiają się problemy z łożyskami wynikające z niewystarczającego smarowania, i to często przed osiągnięciem 100 tysięcy kilometrów. W intensywnie eksploatowanym busie oznacza to raptem dwa lata krytycznej pracy. Minimum to skrócenie interwału wymiany oleju do 15 tys. km. Jazda na krótkich dystansach pogarsza sytuację, ponieważ niedokończone regeneracje DPF prowadzą do rozcieńczania oleju paliwem, co dalej osłabia smarowanie. Regularne skanowanie błędów i kontrola poziomu sadzy w DPF to absolutna konieczność, by wyprzedzić ewentualne zatarcia.

Udostępnij
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów