Od dekad Niemcy byli motoryzacyjną potęgą, ale przyszedł czas elektrycznej rewolucji, w której kraj ten musiał nadrabiać straty. Wygląda na to, że pięć lat intensywnej elektryfikacji i konsekwentnego budowania pełnej gamy modeli z napędem bateryjnym pozwoliło Niemcom rozprawić się z konkurencją na rodzimym podwórku, będącym zarazem największym rynkiem motoryzacyjnym Europy. Czy w końcu doczekaliśmy się powrotu do chwały, czy to tylko chwilowa anomalia?
Niemcy znów wszystkich ograli? Koniec dominacji Tesli
Historia ostatnich lat w europejskiej elektromobilności wydaje się niemal gotowym scenariuszem filmowym: najpierw długa niemoc tradycyjnych gigantów, potem eksplozja za sprawą Tesli, a teraz – niespodziewany (jak dla niektórych) odwrót fali. Dane z Federalnego Urzędu Transportu Samochodowego (KBA) nie pozostawiają złudzeń. W październiku zarejestrowano w Niemczech 52 425 samochodów elektrycznych, co oznacza wynik lepszy o 48 proc. rok do roku. Udział aut bateryjnych w ogólnej liczbie rejestracji to już 21 procent! Dla porównania, niegdysiejsza duma niemieckiej motoryzacji – silnik Diesla – ma zaledwie 12,2 proc. udziału i przegrywa nawet z hybrydami plug-in (12,4 proc.).
Kiedy patrzymy wstecz, zmiana jest dramatyczna. Jeszcze w 2020 roku na niemieckich drogach królował Renault Zoe, wyprzedzając elektrycznego Golfa i Teslę Model 3, a Nissan Leaf pchał się do miana europejskiego lidera. Ale kolejne trzy lata to był absolutny marsz przez Europę amerykańskiego giganta. W 2021 roku Tesla Model 3 osiągnęła w Niemczech ponad 35 tys. rejestracji, a lata 2022-2024 zdominował Model Y, dla którego europejscy nabywcy mieli niezdrowy pociąg licząc parametry takie jak zarządzanie energią czy zasięg, gdzie pojazdy amerykańskiej marki „wręcz ośmieszały konkurencję”.
„Zachłyśnięcie się europejskich nabywców Teslą nie było przypadkowe – pod kątem kluczowych w samochodach elektrycznych parametrów, jak np. zarządzanie energią, a więc i zasięgiem, pojazdy amerykańskiej marki wręcz ośmieszały konkurencję.”
Sytuacja, w której na czele rankingu najpopularniejszych elektryków w Niemczech nie ma rodzimego producenta, była policzkiem dla niemieckiego przemysłu. Ta anomalia to już jednak przeszłość.
Elektryczne bestie z Wolfsburga i Bawarii wkraczają do gry
Wielka mobilizacja niemieckich producentów, polegająca na konsekwentnym budowaniu szerokiej oferty EV, przyniosła efekt. Kluczowym katalizatorem tej zmiany okazały się nie tylko udoskonalone platformy i lepsze baterie, ale i czynniki zewnętrze.
Wizerunkowe wpadki Elona Muska, zwłaszcza ten niezbyt udany „romans” z częścią administracji Donalda Trumpa, a później poparcie dla konserwatywnej AFD, przełożyły się na natychmiastowy spadek zainteresowania marką Tesla w całej Europie. Konsumenci, szukający ekologicznych alternatyw, zaczęli z dużo większą uwagą zaglądać do salonów europejskich gigantów. W tym samym czasie Volkswagen dysponował już gamą modeli, które mogły realnie konkurować z amerykańskim rywalem zarówno pod kątem zasięgu, jak i zużycia energii.
Konsekwencje tego przesunięcia były szybkie. W lutym niemiecka marka po raz pierwszy wysunęła się na prowadzenie pod względem rejestracji aut elektrycznych w Europie. Jak donosi Schmidt Automotive Research, po pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku Grupa VW jest europejskim liderem z blisko 20-procentowym udziałem w rynku EV.
„Konsekwentne budowanie szerokiej oferty elektrycznych modeli przez niemieckich producentów poskutkowało przetasowaniem na niemieckim i europejskim rynku aut elektrycznych.”
Niemcy odzyskali własne podwórko. Auta na prąd tylko z Niemiec?
Skala powrotu na rodzimym rynku jest imponująca. Według danych Avtovista24 (część J.D. Power), na koniec września samym tylko niemieckim klientom Volkswagen dostarczył ponad 113,6 tysiąca elektrycznych samochodów. To poprawa w stosunku do ubiegłego roku o blisko 135 proc.!
Odbicie popularności Volkswagena i jego marek podrzędnych jest tak silne, że w październiku aż siedem z dziesięciu najczęściej wybieranych elektryków w Niemczech pochodziło z Grupy VW, wedle danych KBA.
Spójrzmy na podium pożądanych EV w Niemczech w październiku, a zobaczymy, kto naprawdę dyktuje warunki:
- Skoda Elroq – 3 320 rejestracji,
- Volkswagen ID.7 – 3 193 rejestracji,
- Volkswagen ID.3 – 3 074 rejestracji,
- Skoda Enyaq – 2 586 rejestracji,
- Volkswagen ID.4 / ID.5 – 2 522 rejestracji.
BMW, plasując się na szóstym miejscu modelem X1 (1 925 rejestracji), kontynuuje trend budowany na solidnej ofercie niemieckich premium – wyprzedzając pod tym względem ostatnie lata dominacji Tesli. Co ciekawe, Cuprze (+133%) i Skodzie (+155%) odnotowały wręcz gigantyczne wzrosty procentowe, co świadczy o głębi produkcyjnej całej grupy.
Co z rywalami spoza kontynentu? Trudno im się przebić, zwłaszcza w obliczu sankcji. Wysokie cła nałożone przez Unię Europejską na samochody produkowane w Chinach sprawiają, że tamtejsi producenci nie są w stanie skutecznie nawiązać walki cenowej z europejskimi wytwórcami.
W tym elektrycznym wyścigu na własnym podwórku wydaje się więc, że Niemcy postawili na konsekwencję, wykorzystali potknięcia konkurencji i wreszcie zrównali się z liderami pod względem kluczowych technologii. Kiedy we wrześniu na liście 10 najczęściej rejestrowanych EV wciąż widniały takie marki jak Hyundai, Volvo i Tesla, październikowe statystyki zapowiadają, że całoroczne zestawienie zdominuje już wyłącznie europejski (czytaj: niemiecki) rodowód.
