Niemiecka machina motoryzacyjna, synonim precyzji i inżynieryjnej potęgi, znów kuleje, i to na podzespole, który stał się solą w oku całego przemysłu – mikroczipach. Konflikt geopolityczny, tym razem zaostrzony przez spór dotyczący firmy Nexperia, uderza w dostawy części pierwszej potrzeby, zmuszając gigantów takich jak Bosch do drastycznych kroków. Czy to tylko chwilowe zadrażnienie, czy sygnał, że Europa traci kontrolę nad cyfrowym kręgosłupem swoich pojazdów?
Czy kryzys chipów powrócił, by dać w kość niemieckim tuzom?
Mimo uspokajających deklaracji na linii Amsterdam-Pekin, skutki konfliktu wokół Nexperii już teraz są boleśnie odczuwalne w sercu europejskiej motoryzacji. Mówimy tu o producentach, którzy napędzają światowe rynki – to nie są drobiazgi. Niemieckie koncerny motoryzacyjne, przyzwyczajone do płynności produkcji, muszą mierzyć się z rzeczywistością, w której to losy chińskich spółek zależnych decydują o tempie montażu najnowszych modeli.
Konkretnie, uderzenie dotknęło giganta produkującego komponenty – Boscha. Firma musiała podjąć niepopularne decyzje: odsyłanie pracowników na przymusowe, choć dotowane przez państwo, urlopy. Jak informuje agencja Reuters, skala problemu jest znacząca – dotyka już ponad 3,5 tysiąca niemieckich pracowników.
Portugalia na pierwszej linii frontu cyfrowego niedoboru
Najcięższe straty produkcyjne obserwujemy w fabryce Boscha w portugalskiej Bradze. To tam tworzone są zaawansowane mózgi współczesnych samochodów: multimodalne jednostki infotainment, komputery pokładowe oraz kluczowe czujniki dla systemów ADAS (Advanced Driver-Assistance Systems). Z 3300 pracowników, aż około 2500 objętych jest „tymczasowymi korektami czasu pracy”. Warto zaznaczyć, że głównymi klientami tego zakładu są tacy giganci jak Grupa Volkswagen, BMW i Mercedes-Benz. To jaskrawy dowód na to, jak krucha jest nowoczesna produkcja, oparta na dostawach kluczowych „kawałków krzemu”.
Nie bez echa przechodzą także sytuacje w macierzy. Przymusowe urlopy dotykają także zakłady w Ansbach i Salzgitter. W Ansbach, gdzie produkuje się moduły do systemów stabilizacji (ABS/ESP) oraz elementy mechatroniki, zwolniono czasowo około 650 z 2500 pracowników. W Salzgitter zaś, kluczowym dla elektryfikacji (tam powstają moduły BMS – systemy zarządzania bateriami), czas pracy skrócono dla 300 do 400 osób. To dosłownie uderza w zdolność do budowania aut elektrycznych, które mają być przyszłością branży.
Widmo paraliżu: Kiedy ZF Friedrichshafen również stanie?
Jeśli Bosch tnie godziny i wysyła ludzi na urlopy, naturalnie pojawia się pytanie o innych gigantów. Jak na tle tego chaosu radzi sobie ZF Friedrichshafen? Firma na razie uspokaja nastroje, deklarując, że bezpośrednio jeszcze nie zwalnia pracowników na przymusowe urlopy. Szybko jednak dodano kluczowe zastrzeżenie: zgromadzone zapasy chipów zapewniają ciągłość działania fabryk jedynie do „połowy przyszłego tygodnia”. Oznacza to, że margines bezpieczeństwa jest minimalny, a ryzyko domino jest realne.
Niemieckie Stowarzyszenie Motoryzacyjne VDA również nie pozostaje obojętne. Mimo medialnych doniesień o próbach rozbrojenia konfliktu dyplomatycznego między Amsterdamem a Pekinem, VDA bije na alarm w sprawie zakłóceń w ciągłości dostaw półprzewodników. Jak donoszą, jest zbyt wcześnie, by zadeklarować normalizację sytuacji. Stanowisko to brzmi niepokojąco:
Jest zbyt wcześnie, aby dać jasność – nie możemy wykluczyć dalszych skutków dla łańcuchów dostaw w nadchodzących tygodniach.
A to nie tylko problem niemiecki. Choć uwaga skupia się na potęgach zza Odry, skutki odczuwa również Nissan. Nieoficjalne informacje sugerują, że japoński gigant będzie zmuszony ograniczyć produkcję w swoim zakładzie w Kyushu już w przyszłym tygodniu – kolejna ofiara wojny technologicznej.
Nexperia: Przyczyna geopolitycznego trzęsienia ziemi
Cała ta lawina problemów zaczęła się na początku października, gdy nastroje między Holandią a Chinami gwałtownie się ochłodziły. Holenderski rząd zdecydował się przejąć kontrolę nad lokalnym oddziałem Nexperii, firmy, która technologicznie wywodzi się z holenderskiego Philipsa, ale jest własnością chińskiego Wingtechu.
Oficjalnie chodziło o „poważne niedociągnięcia w zarządzaniu przedsiębiorstwem”. Nie oszukujmy się jednak – w tle toczyła się walka o kontrolę nad krytycznymi, nowoczesnymi technologiami, których transfer do Chin władze w Amsterdamie chciały zablokować. Nexperia to potężny gracz, główny na świecie dostawca procesorów dla branży motoryzacyjnej. Aż 70% jej produkcji trafia z chińskich fabryk, co stanowi około 40% globalnego rynku tych podzespołów.
Chińska odpowiedź była szybka i bezlitosna. Nexperia China Co. ogłosiła, że staje się „niezależnym podmiotem” i drastycznie ogranicza eksport swoich komponentów poza granice Chin, skupiając się jedynie na chińskich odbiorcach rozliczających się w juanie. Dla europejskich producentów, którzy polegali na tych dostawach dla swoich systemów sterowania silnikami czy zaawansowanej elektroniki, był to cios wymierzony prosto w linię produkcyjną.
Choć pojawiły się oznaki odprężenia – Holandia „zawiesiła” przejęcie Nexperii po „konstruktywnych rozmowach” z Pekinem – branża musi zachować czujność. Warto pamiętać, że Chiny już wcześniej zapowiadały, że mogą wstrzymywać dostawy, nawet jeśli poszczególne podmioty będą się starały o wyłączenia z tego embarga. Choć VW miał problemy z uruchomieniem promocji rocznika właśnie z powodu braku dostępności tych podzespołów, na razie nie widać jasnego światła, które definitywnie wykluczałoby dalsze, nieprzewidziane opóźnienia produkcyjne. Te chipy, małe niczym pyłek, wykazują dziś, kto tak naprawdę trzyma stery w globalnym przemyśle samochodowym.
