Niemiecka motoryzacja, niegdyś synonim inżynieryjnej potęgi i globalnego dominatora, przeżywa obecnie bolesny i głęboki kryzys. Rekordowe spadki zysków, idące w dziesiątki procent, zmuszają gigantów takich jak Volkswagen, BMW i Mercedes do drastycznych cięć, a perspektywy na najbliższe lata jawią się równie ponuro. Czy „Motor der Wirtschaft” traci swój rytm, a transformacja w kierunku elektromobilności okazała się finansową pułapką?
Niemiecki przemysł samochodowy: 76% spadku zysków – czy to już dno?
Nie ma co owijać w bawełnę: najnowsze dane finansowe za trzeci kwartał 2025 roku dla niemieckich potentatów motoryzacyjnych – Volkswagena, BMW i Mercedesa – malują obraz nienajlepszy. Łączny spadek zysku operacyjnego o gigantyczne 76 procent to wynik, który mrozi krew w żyłach analitykom i pracownikom. Jak podkreśla raport firmy doradczej EY, jest to najgorszy rezultat od czasu globalnego kryzysu finansowego w 2009 roku. Dla sektora, który stanowi kręgosłup niemieckiej gospodarki, to sygnał alarmowy najwyższej wagi.
W międzynarodowym porównaniu niemieccy producenci wypadają zdecydowanie gorzej niż ich konkurenci z innych krajów. Choć przychody wielu koncernów utrzymały się na jako takim poziomie, to rentowność poszybowała na łeb na szyję. W efekcie, redukcje zatrudnienia przestały być abstrakcyjnym zagrożeniem, a stały się brutalną rzeczywistością.
Fala zwolnień i utracone miejsca pracy: co dzieje się z „Motor der Wirtschaft”?
Gdy zyski topnieją, każda firma szuka oszczędności tam, gdzie to tylko możliwe, a największym kosztem operacyjnym, obok surowców, jest pracownik. W niemieckim sektorze motoryzacyjnym widoczna jest największa redukcja zatrudnienia spośród wszystkich gałęzi przemysłu. W porównaniu z rokiem ubiegłym liczba etatów spadła o 6,3%, co w ujęciu bezwzględnym oznacza pożegnanie się z 48 800 pracownikami.
To jednak nie koniec złych wieści. Patrząc na dane długoterminowe, картина staje się jeszcze bardziej alarmująca. Od roku 2019, czyli okresu sprzed pandemii i obecnego spowolnienia, niemiecki przemysł samochodowy pozbył się aż 112 tysięcy miejsc pracy. To spadek o ponad 13 procent – niemal co siódme stanowisko zniknęło w ciągu zaledwie kilku lat. Prognozy na 2030 rok są równie pesymistyczne; eksperci przewidują utratę kolejnych blisko 100 tysięcy etatów.
Jan Brorhilker, zarządzający działem audytu EY w Niemczech, nie pozostawia złudzeń co do skali nadchodzących wyzwań:
Zwolnienia w niemieckim przemyśle jeszcze się nie skończyły. Dotyczy to zwłaszcza branży motoryzacyjnej, która stoi w obliczu prawdziwej burzy: ogromne spadki zysków, nadwyżka mocy produkcyjnych, bariery handlowe i osłabienie rynków zagranicznych sprawiają, że konsekwentna redukcja kosztów jest nieunikniona.
Chiński rollercoaster: dlaczego Niemcy tracą grunt pod nogami?
Co jest główną przyczyną tej potężnej burzy? Problemy są wielowymiarowe i kumulują się niczym lawina. Mamy tu osłabienie segmentu premium, które historycznie stanowiło lokomotywę napędową niemieckiego eksportu, konsekwencje protekcjonistycznej polityki celnej USA, niekorzystne wahania kursów walut, a także kosztowne, aczkolwiek strategicznie niezbędne, inwestycje w elektromobilność, które jeszcze nie zaczęły się zwracać.
Jednakże, gwoździem do trumny dla obecnego modelu biznesowego wydaje się być rynek chiński. To dla niemieckich producentów pole bitwy, na którym przegrywają. W trzecim kwartale odnotowano spadek sprzedaży niemieckich aut w Chinach o 9 procent. To z kolei przełożyło się drastycznie na ich globalny udział w rynku, który skurczył się z 39 procent w 2020 roku do zaledwie 29 procent obecnie.
Dzieje się tu coś fundamentalnego: lokalni chińscy producenci, wspierani przez dynamiczny rozwój technologii elektrycznych, zyskują przewagę konkurencyjną z niespotykaną dotąd siłą. Podczas gdy niemieckie marki premium zmagają się ze spowolnieniem gospodarczym w Azji i wysokimi kosztami transformacji, Chińczycy oferują konkurencyjne cenowo, nowoczesne samochody elektryczne. Dla niemieckich gigantów oznacza to nie tylko utratę wolumenu sprzedaży, ale przede wszystkim utratę kontroli nad przyszłością rynku. Nadwyżki mocy produkcyjnych, które jeszcze niedawno były buforem bezpieczeństwa, dziś stają się balastem finansowym, gdy popyt na dotychczasowe flagowe modele słabnie.
