Niemieckie imperium motoryzacyjne chwieje się w posadach! Dane płynące znad Łaby malują obraz kryzysu, który może zdefiniować przyszłość europejskiej branży. Zwolnienia, drastyczne spadki zysków i nerwowe reakcje na regulacje UE – to nie są już tylko zapowiedzi, to twarda rzeczywistość dla potentatów takich jak Volkswagen czy Mercedes. Czy to początek końca niemieckiej dominacji na czterech kółkach?
Niemieckie firmy wyrzucają pracowników: Koniec ery stabilności?
Odpowiedź na pytanie, czy łańcuch dostaw motoryzacyjnych w Niemczech przechodzi głęboki wstrząs, jest jednoznaczna: tak. Niemieckie Stowarzyszenie Przemysłu Motoryzacyjnego (VDA) przeprowadziło badanie, które ujawniło zatrważające tendencje wśród małych i średnich przedsiębiorstw. Aż 72 procent ankietowanych firm planuje ciąć inwestycje w kraju – co oznacza przeniesienie kapitału za granicę (28 proc.), wstrzymanie prac (25 proc.) lub całkowite anulowanie projektów (19 proc.). To klasyczny przykład deglobalizacji w odwrotnym kierunku na poziomie mikro.
Nie lepiej wygląda obraz na rynku pracy. „Niemal dwie trzecie ankietowanych przedsiębiorstw w zeszłym roku zredukowało zatrudnienie w Niemczech, a 49 proc. robi to obecnie” – alarmuje VDA. Te statystyki rezonują z danymi rządowymi, które wskazują, że w listopadzie 2025 roku liczba miejsc pracy w niemieckim przemyśle motoryzacyjnym osiągnęła najniższy poziom od 2011 roku!
Dlaczego dostawcy, będący krwiobiegiem tej potężnej machiny, mają tak poważne problemy? Powodów jest kilka, i żaden nie jest trywialny: załamanie zamówień, brutalna międzynarodowa konkurencja oraz bolesna, kosztowna transformacja w kierunku elektromobilności, która wciąż nie generuje oczekiwanych zwrotów. Nie można zapominać o geopolitycznych zgrzytach, takich jak amerykańskie cła, które dodatkowo obciążają sektor. Efekt? Nawet giganci pokroju Volkswagena, Mercedesa, a także kluczowi gracze tacy jak Bosch i Aumovio, ogłaszają pakiety redukcji etatów. To symptomatyczne, że nawet duma niemieckiej inżynierii musi zaciskać pasa.
Zyski spadają o ponad 70 procent: Chiński rynek jak studnia bez dna?
Jeśli zwolnienia i przestój inwestycyjny to gorączka, to kondycja finansowa głównych graczy jest stanem zapalnym. Raport firmy analitycznej EY rzuca tu surowe światło. Trzeci kwartał 2025 roku przyniósł Volkswagenowi, BMW i Mercedesowi łączny spadek zysku operacyjnego o 76 procent! Autorzy raportu nie owijają w bawełnę: jest to najgorszy wynik zanotowany odépoque globalnego kryzysu finansowego w 2009 roku. Pamiętajmy, że to firmy, które jeszcze niedawno dyktowały warunki na świecie.
Co gnębi te premium marki? Po pierwsze, koszty przejścia na elektryki – ta technologiczna rewolucja pochłania rezerwy bez natychmiastowego zwrotu. Po drugie, osłabienie segmentu premium w ogóle. Jednak prawdziwym hamulcowym gigantów jest Azja. Spadek sprzedaży niemieckich aut w Chinach o 9 procent w trzecim kwartale zeszłego roku pociągnął za sobą globalny udział tych marek z 39 procent w 2020 roku do obecnych 29 procent.
Rynek chiński, niegdyś złoty kurnik, zamienia się w pole bitwy, gdzie lokalni gracze rozwijają elektromobilność w tempie, które onieśmiela Zachód. Spowolnienie gospodarcze w Chinach dodatkowo sprawia, że konsumenci są mniej skłonni do zakupu drogich, zachodnich aut. To klasyczny scenariusz, w którym innowacyjność przestaje być wyłączną domeną „starej Europy”.
VDA kontra Bruksela: Walka o spalinowe dziedzictwo
Na tym tle narastają spory kompetencyjne i ideologiczne między niemieckim przemysłem a Komisją Europejską. Spór dotyczy ambitnej propozycji KE, by do 2035 roku ograniczyć emisje CO2 nowych aut o 90 procent, co w praktyce oznacza eliminację samochodów spalinowych.
VDA stanowczo krytykuje ten kierunek, zwłaszcza w obecnych okolicznościach. Organizacja wystosowała oświadczenie, w którym czytamy: > „biorąc pod uwagę realia europejskiego rynku samochodów osobowych i sytuację ekonomiczną przemysłu motoryzacyjnego (producentów i dostawców) w Europie, niezrozumiałe jest, jak Komisja może działać w ten sposób w tym momencie”.
Dla VDA taki kurs to po prostu samobójstwo dla europejskiej gospodarki motoryzacyjnej. W dalszej części oświadczenia podkreślono dramatyczne skutki: > „To nie jest dobry dzień dla Europy jako ośrodka przemysłu motoryzacyjnego, dla gospodarki, wzrostu gospodarczego i zatrudnienia”.
Niemieckie stowarzyszenie zarzuca Unii Europejskiej, że, skupiając się wyłącznie na redukcji CO2, ignoruje realne przyczyny utraty konkurencyjności Starego Kontynentu. Zamiast zajmować się strukturą kosztów i innowacyjnością, Bruksela narzuca terminy, które – zdaniem VDA – nieuchronnie prowadzą do kryzysu i likwidacji dziesiątek tysięcy miejsc pracy na rzecz regionów, które mają bardziej pragmatyczne podejście do transformacji energetycznej. To wyraźny sygnał: polityka klimatyczna zderza się czołowo z twardą ekonomią.
