Czy samochody elektryczne podgrzewają atmosferę, emitując szkodliwe promieniowanie? To pytanie, które od lat budzi spore emocje wśród kierowców i przeciwników elektromobilności, często podsycane przez internetowe sensacje. W obliczu wysokich napięć rzędu 800V i natężenia prądów panujących w sercu każdego EV, naturalne jest, że rodzą się obawy o zdrowie pasażerów. Na szczęście, najnowsze, szeroko zakrojone badania niemieckich ekspertów postanowiły raz na zawsze rozwiać te mity.
Koniec domysłów: Co naprawdę dzieje się z polami elektromagnetycznymi w elektrykach?
Całe zamieszanie wokół elektromagnetycznego wpływu aut na baterie i hybryd plug-in przybrało na sile, porównywalnie do dyskusji o technologii 5G. Pojawiają się nawet radykalne zalecenia o „ekranowaniu” foteli folią aluminiową – brzmi to co najmniej jak scenariusz z filmu science fiction, prawda? Aby oddzielić ziarno od plew informacyjnych, eksperci z ADAC, na zlecenie Niemieckiego Urzędu Ochrony Radiacyjnej oraz Federalnego Ministerstwa Środowiska, przeprowadzili tytaniczne badania dotyczące pól elektrycznych i magnetycznych generowanych przez pojazdy elektryczne i motocykle.
Wyniki są jednoznaczne i z pewnością zawiodą zwolenników teorii spiskowych: obszerne badanie, które objęło ponad 975 000 indywidualnych pomiarów, wykazało, że ani elektryczne samochody, ani elektryczne motocykle nie powodują żadnego zagrożenia dla zdrowia. Choć charakterystyka emitowanych pól różni się od aut spalinowych, granice bezpieczeństwa pozostają nienaruszone.
Trzy typy pól elektromagnetycznych w samochodzie
Zanim uznamy temat za zamknięty, warto zrozumieć, z jakimi rodzajami pól elektromagnetycznych mamy do czynienia w każdym pojeździe, niezależnie od tego, czy pod maską pracuje tłok, czy bateria. Specjaliści wyróżniają trzy główne kategorie:
- statyczne (na przykład naturalne pole magnetyczne Ziemi);
- pola o niskiej częstotliwości (generowane przez zmienne prądy, takie jak te płynące w silnikach elektrycznych);
- pola o wysokiej częstotliwości (odpowiadają za nie takie elementy jak Wi-Fi, czujniki ciśnienia w oponach czy radary).
W kontekście pojazdów elektrycznych to właśnie dwa ostatnie typy budziły największe kontrowersje. ADAC potwierdza, że emisja pól wysokiej częstotliwości jest porównywalna z tą w autach spalinowych. Kluczowa różnica dotyczy pól niskiej częstotliwości, generowanych przez układ elektryczny, proces ładowania i silniki trakcyjne. Czy te bywają mocniejsze? Absolutnie tak, ale czy są groźne? Niemieckie testy rozwiewają te wątpliwości.
Gdzie mierzone jest największe natężenie i czy to problem?
Testy objęły jedenaście modeli samochodów elektrycznych, dwie hybrydy plug-in, auto spalinowe referencyjne (Opel Corsa) oraz cztery motocykle elektryczne. Pomiary wykonywano zarówno na torze testowym w Penzing, jak i podczas regularnej jazdy po drogach publicznych. Używano manekinów wyposażonych w dziesięć sond pomiarowych, umieszczonych od stóp aż po głowę pasażerów.
I tu pojawia się intrygujący wniosek: chociaż silne pola elektromagnetyczne mogą chwilowo wystąpić w autach na prąd, szczególnie podczas dynamicznego przyspieszania lub rekuperacji, ani razu żadna z sond pomiarowych nie wykazała wartości wykraczających poza przyjęte jako bezpieczne dla ludzi normy. To jest twardy fakt, który dystansuje się od internetowych ostrzeżeń.
Co więcej, eksperci wskazali, że najwyższe notowane wartości pola magnetycznego koncentrowały się zazwyczaj w okolicach stóp kierowcy i pasażera przedniego fotela. Jak wyjaśniają specjaliści z ADAC, jest to w dużej mierze uwarunkowane architekturą badanych pojazdów – głównie napędem na przednią oś – oraz po prostu fizyczną bliskością stóp do silnika trakcyjnego umieszczonego z przodu.
Styl jazdy ważniejszy niż sam napęd
Warto wziąć pod uwagę jeden kluczowy cytat, który świetnie podsumowuje niuanse elektromobilności:
Zakres, w jakim ludzie są narażeni na działanie pól magnetycznych w pojazdach napędzanych elektrycznie, zależy w mniejszym stopniu od mocy elektrycznej silników elektrycznych niż od stylu jazdy
To pokazuje, że intensywność pola, choć mierzalna, jest silnie skorelowana z tym, jak agresywnie korzystamy z akceleratora. W czasie szarż w korku czy gwałtownych manewrów pole będzie silniejsze, ale i tak pozostanie w strefie bezpieczeństwa.
Co ciekawe, pomiary porównawcze wykazały, że średnia ekspozycja na pola magnetyczne w aucie elektrycznym jest porównywalna z tą doświadczaną w innych elektrycznych środkach transportu, takich jak pociągi kolei podmiejskiej – czyli w środowiskach, które od lat uznajemy za bezpieczne do codziennego użytku. Nawet tradycyjne udogodnienia, takie jak podgrzewane fotele czy kierownica, mogą emitować lokalne, choć nadal niegroźne, pola elektromagnetyczne, niezależnie od tego, czy stoimy w spalinowym SUV-ie, czy w zeroemisyjnym sedanie.
