Czy to już koniec pewnej epoki? Wyobraźcie sobie, że minęły dekady, a wciąż można odebrać pieniądze za samochód, który miał Was wozić po drogach PRL-u. Mowa o legendarnych Fiatach 126p i FSO 1500. Rządowy program rekompensat, który wydawał się być reliktem przeszłości, nagle ma zostać pogrzebany. Czy Polacy po prostu przestali chcieć tych kilkudziesięciu tysięcy złotych, czy może biurokracja wreszcie triumfuje nad historycznymi długami?
Czym pachniała motoryzacja w PRL i dlaczego płacono za nią z góry?
System przedpłat na samochody osobowe w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej to fascynujący, choć często bolesny, rozdział w historii polskiej motoryzacji. Pamiętajmy, że w latach osiemdziesiątych zdobycie własnego auta nie było kwestią wyboru salonu, ale wręcz… loterii dostępnej tylko dla nielicznych. Aby stać się właścicielem „Malucha” czy „Dużego Fiata”, trzeba było wpłacić zaliczkę na specjalnym rachunku oszczędnościowym, zazwyczaj w PKO. Ten mechanizm, oparty na książeczkach oznaczonych literą „F” dla Fata, był próbą walczenia z galopującą inflacją i jednocześnie próbą zaspokojenia gigantycznego popytu na cztery kółka.
Pierwsza tura wystartowała już w latach siedemdziesiątych, a termin odbioru auta – często odległy o kilka lat – dyktował wysokość kolejnych rat. Jednak to druga tura, ta z 1981 roku, jest źródłem dzisiejszych rozliczeń. Władze PRL obiecywały Polakom blisko 600 tysięcy aut, w tym 400 tysięcy Fiatów 126p i 200 tysięcy FSO 1500. Ceny były ustalane odgórnie: 93 tysiące złotych za „Malucha” i 183 tysiące za „Dużego Fiata”. Jak to bywało w tamtym systemie, ambitne plany zderzyły się z brutalną rzeczywistością i większość osób, które wpłaciły depozyty, nigdy nie zobaczyła upragnionego pojazdu. Dlatego właśnie, na mocy ustawy z 1996 roku, wprowadzono mechanizm rekompensat.
Koniec czekania, czyli dlaczego rząd chce zamknąć program?
I tu dochodzimy do sedna sprawy, która powinna obudzić każdego, kto pamięta te czasy: rząd rozważa likwidację tego programu. Powód? Zaskakująco prozaiczny – brak zainteresowania. Jak donosi „Fakt”, od stycznia do grudnia 2025 roku nie wypłacono ani jednej złotówki rekompensaty, mimo że wciąż było 238 osób uprawnionych do odbioru świadczenia. To kuriozalne, biorąc pod uwagę historyczną wagę tych pieniędzy. W dekadzie 2015–2024 zrealizowano zaledwie dziesięć wniosków!
Wiceminister finansów, Jarosław Neneman, otwarcie sygnalizował możliwość wygaszenia programu i co gorsza, rezygnacji z kwartalnej waloryzacji tych kwot. Jeżeli te zapowiedzi wejdą w życie, to dla tych ostatnich weteranów przedpłat, może to być ostatni dzwonek na odzyskanie zamrożonych środków.
Tyle warte są dziś nostalgiczne wpłaty, czyli ile można wyciągnąć z PKO BP
Prawdziwa motoryzacyjna gratka kryje się w aktualnej wartości tych rekompensat. To już nie są symboliczne grosze z czasów hiperinflacji. Aktualne kwoty, podawane w obwieszczeniu Ministra Finansów i Gospodarki, robią wrażenie, zwłaszcza w kontekście braku chętnych.
Obecnie maksymalny zwrot wynosi:
- 19 979,00 zł – dla tych, którzy czekali na Fiata 126p.
- 28 311,00 zł – dla tych, którzy wpłacili na FSO 1500.
Warto przypomnieć, że na początku, w 1997 roku, kiedy program ruszył pełną parą, zwroty były znacząco niższe (5930 zł za „Malucha” i 8,4 tys. zł za „Dużego Fiata”), ale były one wtedy historycznie istotne. Dzisiejsze kwoty to już poważna suma, którą można przeznaczyć na renowację klasyka lub po prostu… jako gratyfikację za cierpliwość trwającą cztery dekady.
A jak to odebrać? To na szczęście najłatwiejsza część procedury. Wystarczy udać się do placówki PKO Banku Polskiego, mając przy sobie dowód osobisty oraz oryginalną książeczkę przedpłaty. Bank zweryfikuje dokumenty i wypłaci należną kwotę wraz z narosłymi odsetkami. Pamiętajmy też, że to prawo nie umiera wraz z pierwotnym wpłacającym – spadkobiercy również mają prawo do ubiegania się o tę finansową spuściznę motoryzacyjnej epopei. Prawdziwy grand final tego państwowego serialu jest bliżej niż myślisz.
